Nie tylko premier Donald Tusk i jego córka Katarzyna dostają listy z pogróżkami – to zmora większości polityków.
Nie tylko premier Donald Tusk i jego córka Katarzyna dostają listy z pogróżkami – to zmora większości polityków. Fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta

Pogróżki pod adresem Katarzyny Tusk to nie przelewki i nie należy się dziwić premierowi, że postarał się o ochronę dla niej. Ale źle, że zrobił z tego temat kampanii wyborczej, bo ani on, ani jego córka nie są wyjątkowi. Stefana Niesiołowskiego nazywa się „krwawym żydziskiem”, Tomaszowi Kaczmarkowi ktoś groził, że „j***ie z rakietnicy w łeb”, a Wojciechowi Olejniczakowi, że jest „czerwonym doktorem od srania jaskółek po stajniach„.

REKLAMA
Ogromne emocje wywołał premier, odczytując na konferencji prasowej wulgarne wiadomości, które dostaje jego córka Katarzyna. „Ty bezrobotna dziwko, też zostaniesz zabita i cała wasza rodzina. Bo ścierwo ryżego kundla musi być wytępione do pięciu pokoleń" – brzmiał jeden z nich. Odczytując tę i kilka podobnych wiadomości premier próbował uzasadnić, dlaczego córką zdarza się jeździć ochronie.
Ataki tabloidów na premiera z tego właśnie powodu jest po prostu bezzasadny. Ale i Donald Tusk nie wybrnął z tej sytuacji najmądrzej. Jego konferencja nieco przypominała mi zagranie z kampanii parlamentarnej z 2011 roku. Wtedy Platforma zaatakowała PiS spotem „Oni pójdą na wybory. A Ty?”.

A Donald Tusk, choć pewnie dostaje najwięcej gróźb, wcale nie jest wyjątkiem. Podobne listy, maile i SMS-y dostają też inni politycy. „Krwawe żydzisko”, „ zdrajca” czy „agent KGB” – to epitety, którymi najczęściej określany jest Stefan Niesiołowski. Poseł PO przez ostre wypowiedzi narobił sobie wrogów i często dostaje groźby. – Całe szczęście bardzo rzadko dotyczą mojej rodziny, głównie mnie – przyznaje w rozmowie z naTemat.
– Poetyka tych listów, z reguły anonimów, pokazuje, że to ludzie PiS-u i Rydzyka. Piszą o mnie „parszywy żyd”, „zdrajca”, „renegat” czy „agent KGB”, że „dobro Polski to PiS, a Tusk to zło” i ja jestem po stronie tego zła – wylicza Niesiołowski. Poseł czasem zabiera plik takich listów i pokazuje je dziennikarzom.
Pogróżki dostają politycy od prawa do lewa. Marzena Wróbel z Solidarnej Polski najwięcej obraźliwych listów dostawała, kiedy zasiadała w komisji śledczej ds. nacisków. – Nie było tam gróźb, ale obelgi, które bardzo mocno mnie dotykały, to było trudne. Ale nikt się tym nie zajął – skarży się posłanka. Tamte listy zniszczyła, a nowe całe szczęście nie przychodzą.
Kilka miesięcy temu wulgarne pogróżki dostawała też Krystyna Pawłowicz z Prawa i Sprawiedliwości. „Witaj homofobie jeb... Rafał Szewczyk na razie milczy, ale k... nie ja i cię w końcu ja zabiję" – brzmiał jeden z listów. Werbalnie atakowano też Tomasza Kaczmarka, do niedawna posła PiS. – „J...ę ci z rakietnicy w łeb" – brzmiał list. Kaczmarek skierował sprawę do prokuratury.
Po kontrowersyjnej wypowiedzi na temat spalenia tęczy na placu Zbawiciela grożono też Bartoszowi Kownackiemu z PiS. – Ktoś napisał „niech ci z PiS uważają, a ten Kownacki szczególnie, bo zapier***imy” – relacjonuje poseł. Sprawa trafiła do prokuratury, bo o swoje życie bali się pracownicy biura poselskiego. – Jeśli ktoś coś wykrzykuje na ulicy, to staram się mieć do tego zdrowy dystans – dodaje.
Także politycy, którzy są trochę poza krajową polityką, bo na co dzień pracują w Brukseli, nie są wolni od obelżywych listów. Wojciech Olejniczak przyznaje, że dostaje takie, szczególnie po wypowiedziach na temat katastrofy smoleńskiej. – Ale zupełnie się nimi nie przejmuję, nie potrafię z pamięci powtórzyć, co tam piszą – mówi poseł SLD. Ale jego współpracownicy przeszukali skrzynkę odbiorczą i znaleźli kilka przykładów.

Szanowny Panie, Nie da się słuchać Pana pierdolenia w sobotni poranek w radiowej III. Wykształcony nowy czerwony doktor od srania jaskółek po stajniach. Pozdrawiam niechętnie.

Pederastia Myślę chłopie z piękna klatą, że potrafisz odróżnić kiszkę stolcową od gniazdka kobiecego. Życzę dobrych wyborów - wyborca


W przypadku gróźb zabójstwa nie ma przelewek – w grę wchodzą emocje, nie racjonalny ogląd. I za nie powinniśmy premiera krytykować. Ale już za pełne wyrachowania wykorzystywanie tej sprawy w kampanii – tak.