Choroba psychiczna zbyt często zmusza do życia w ukryciu i samotności.
Choroba psychiczna zbyt często zmusza do życia w ukryciu i samotności. Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

– Wiedza o tym, że byłam w szpitalu psychiatrycznym była powodem szantażu w pracy – mówi nam kobieta zmagająca się z chorobą afektywną dwubiegunową. – Życie z takim problemem to życie w ciągłym ukryciu – dodaje chory na schizofrenię. O tym, jak trudno żyje się w Polsce nawet z leczoną i kontrolowaną chorobą psychiczną rozmawiamy z Agnieszką i Adamem, którzy od wielu lat próbują normalnie funkcjonować ze swoimi problemami, a jedyną przeszkodą w tym okazuje ostracyzm społeczeństwa.

REKLAMA
Życie z chorobą nigdy nie jest łatwe. Jeszcze kilkanaście lat temu z dystansem społeczeństwo traktowało nawet cukrzyków czy astmatyków. Dziś stajemy się bardziej tolerancyjni i na równe, przyjazne traktowanie mogą liczyć nawet osoby walczące z wirusem HIV czy innymi "wstydliwymi" chorobami. Niezmiennym ostracyzmem wciąż otaczani są jednak ludzie mający problemy ze zdrowiem psychicznym. Mimo iż staje się to codziennością coraz większej liczby Polaków.
W ukryciu
– Życie z takim problemem to życie w ciągłym ukryciu – mówi Adam, 30-latek z Trójmiasta, który od ponad dziesięciu lat zmaga się ze schizofrenią. – Nikt nie chwali się raczej żadną chorobą na rozmowach kwalifikacyjnych, ale z problemem tego typu jest się w kropce też wówczas, gdy trzeba załatwić sobie choćby krótkie chorobowe. Przyjmując zwolnienie od psychiatry, szefowie natychmiast szykują odpowiednie zlecenie w kadrach – żali się mój rozmówca.
Adam przekonuje, że w Polsce nikt nawet nie zastanawia się nad tym, czy jego interesom choroba psychiczna pracownika może naprawdę zaszkodzić. – Z psycholem nikt nie chce pracować, więc jak tylko choroba się wyda w jakikolwiek sposób, trzeba się liczyć z szukaniem nowej pracy. I być może wilczym biletem – dodaje.
Schizofrenię zdiagnozowano u niego bardzo wcześnie, ale cały czas pozostaje pod opieką lekarzy. Dzięki temu bez większych problemów udało mu się zdobyć wyższe wykształcenie, ale po zmianie piątej posady postawił już tylko na poszukiwanie pracy zdalnej. – Na szczęście web designer ma takie możliwości, ale inni chorzy bywają skazani po prostu na zasiłki – podkreśla.
Podobne doświadczenia podzieliła także 26-letnia Agnieszka, która żyje z chorobą afektywną dwubiegunową. Również kontrolowaną od dawna pod okiem lekarzy, ale kilka lat temu nie udało jej się uniknąć kilkutygodniowego pobytu w szpitalu psychiatrycznym.
Byłeś w szpitalu, musisz o tym milczeć
– Wbrew powszechnym mitom, nie wspominam tego wcale jak tortur. To było normalne leczenie, od czasu którego żyję dużo lepiej. Tak się jednak złożyło, że to wszystko działo się na przełomie licencjatu i studiów magisterskich, więc znajomi szybko zaczęli plotkować. Na uczelni nie miało to większego znaczenia, ale problemy zaczęły się teraz. Tak się składa, że pracuję dla jednej firmy z moją dawną "koleżanką" z roku. Tuż po dołączeniu do zespołu ona próbowała wręcz mnie szantażować tym, iż zdradzi, że byłam w wariatkowie – wspomina.
Kiedy żyje się z chorobą psychiczną, problemy pojawiają się jednak nie tylko w pracy. Jak mówi mi Agnieszka, tematem tabu pobyt w szpitalu psychiatrycznym zwykle musi być także wówczas, gdy nawiązuje się nowe kontakty. Ze świeżo poznanymi przyjaciółmi może i nie trzeba dzielić się tak intymnymi doświadczeniami, ale kłopoty pojawiają się ze szczerością w związku.
– Kto chciałby się spotykać z laską z psychiatryka? No chyba, że chodziłoby o jakąś niezaspokojoną nimfomankę. U mnie epizod manii nigdy niestety nie przybrał formy jakiegoś nieposkromionego głodu na seks, choć podobno u innych to się zdarza – ironizuje moja rozmówczyni. Szybko dodaje jednak, że nie wystarczy, iż ona traktuje swoją chorobę z dużym dystansem. – Próbowałam powalczyć o prawdziwy związek zarówno z facetem, jak i z dziewczyną. Niczym się nie różnili, wszystko kończyło się we wiadomym momencie – stwierdza.
Żyć normalnie
Zarówno Agnieszka, jak i Adam, wskazują na jeszcze jeden irytujący chorych problem, który zazwyczaj towarzyszy życiu nawet z leczoną i kontrolowaną chorobą psychiczną. To zachowanie tych znajomych i bliskich, którzy o niej wiedzą i potrafią ją zaakceptować, ale stają się po prostu przewrażliwieni na objawy nawrotu czy nasilenia schorzenia.
– Oczywiście każdy, komu udaje się w miarę normalnie funkcjonować ze swoją chorą głową powinien jak najgłośniej nawoływać do tego, by nikt nie pozostawał obojętny na pierwsze sygnały i starał się osobę, która je przejawia, kierować szybko do specjalistów. Czasem troska ma jednak groteskową formę – mówi Adam. Agnieszka widzi to podobnie. – Bliscy dopytują co chwila nie tylko o to, czy biorę leki i chodzę do lekarza. Wręcz panikują już, gdy rozboli mnie głowa lub nie uśmiecham się od ucha do ucha, więc na pewno mam epizod depresyjny – dodaje.
Tacy jak my
Tymczasem najnowsze dane na temat liczby chorych psychicznie w Polsce nie pozostawiają wątpliwości, że na temat życia z problemami z psychiką powinniśmy dowiadywać się możliwie jak najwięcej. Już przed rokiem alarmowaliśmy przecież, że chorych psychicznie od lat systematycznie przybywa. Od początku lat 90-tych na oddziałach psychiatrycznych znalazło się o połowę więcej pacjentów. Dwa razy więcej chorych przyjmują też psychiatrzy w swoich gabinetach.
W wielkich aglomeracjach na 100 tys. mieszkańców, aż 3,5 tys. to osoby zmagające się z różnorakimi problemami psychicznymi. Wyzwaniem cywilizacyjnym staje się już depresja, ale w naszym otoczeniu niestety coraz łatwiej będzie można spotkać chorego na schizofrenię czy chorobę afektywną dwubiegunową, który ma za sobą pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Czy te osoby naprawdę muszą żyć z tabu i w strachu przed napiętnowaniem?