
Wracają spekulacje na temat molestowania seksualnego, którego na swoich modelkach miał dopuszczać się znany fotograf Terry Richardson. Do grona oskarżycieli własnie dołączyła modelka Emma Appleton, a legendarny magazyn "Vogue" szybko zaprzeczył, by prace Richardsona miały znaleźć się w przyszłości na jego łamach.
Ten swego rodzaju ostracyzm ze strony Anny Wintour może okazać się gwoździem do trumny w karierze Terry'ego Richardsona. "Vouge" bowiem bardzo szybko po wybuchu nowego skandalu oznajmił światu, że zdjęcia gwiazdora fotografii nie pojawią się jego łamach. Wszystko przez wyznania modelki Emmy Appleton, która napisała na Twitterze, że Richardson zaoferował jej sesję dla magazynu w zamian z seks.
Przedstawiciele Terry'ego Richardsona natychmiast zaprzeczyli tym oskarżeniom. Wiadomość, która fotograf miał przekazać Appleton uznali za fałszywkę, która ma kolejny raz zaszkodzić wizerunkowi artysty, który dotąd słyną równie mocno z kipiących seksem zdjęć, co i portretów najbardziej wpływowych ludzi świata. Z prezydentem USA Barackiem Obamą na czele.
Od kilku miesięcy kolejne modelki oskarżają go jednak o gwałty, molestowanie i oferowanie intratnych zleceń na sesje w zamian za wdzięczność okazaną w łóżku. Długo Richardsonowi udawało się jednak odsuwać od siebie te oskarżenia, gdyż większość tych kobiet to początkujące lub słabo znane modelki.
Stanowcza reakcja magazynu "Vogue" otwiera tymczasem zupełnie nowy rozdział tej historii. Wygląda bowiem na to, że uchodząca za najbardziej wpływową redaktor naczelną w świecie mody Anna Wintour może dawać wiarę relacjom modelek, które miał wykorzystać Terry Richardson. "Vogue" przypomina też, że ostatnia sesja z nowojorczykiem trafiła na strony magazynu cztery lata temu.
Źródło: HuffingtonPost.com
