MAiC wycofało się z pierwotnych propozycji, które mogłyby zahamować rozwój cyfryzacji polskich szkół.
MAiC wycofało się z pierwotnych propozycji, które mogłyby zahamować rozwój cyfryzacji polskich szkół. Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta

2 Mbit/s – na takim, "zawrotnym" poziomie Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji ustaliło wymaganą przepustowość łączy szerokopasmowego internetu w polskich szkołach. “Hamulec dla cyfrowej szkoły” – komentowali ten pomysł nauczyciele. Na szczęście na dzień przed końcem konsultacji społecznych wymóg zapisany w dokumencie podwyższono do 30 Mbit/s.

REKLAMA
“Hamulec dla cyfrowej szkoły” – tak swój tekst o ministerialnym projekcie zatytułował Dariusz Stachecki – wicedyrektor Gimnazjum im. Feliksa Szołdrskiego w Nowym Tomyślu.
Wyrażając głos wielu innych nauczycieli, w swoim artykule w portalu Edunews ocenił, że ustalając tak niskie wymagania dla szkolnego łącza internetowego, MAiC faktycznie przyczyni się do “zahamowania procesów cyfryzacyjnych w polskich szkołach”.
I trudno się z tą opinią nie zgodzić. Bo gdy w USA AT&T i Google wprowadzają w kolejnych miejscowościach możliwość korzystania z internetu z prędkością 1 gigabita na sekundę, trudno uważać standard za 2 megabitów (500 razy mniej!) nawet za niewielki powód do radości.
Przestarzałe standardy
Dokument, o którym pisał Stachecki to projekt rozporządzenia, które ustala, jaką minimalną prędkość powinien mieć internet w polskich szkołach, publicznych bibliotekach, uczelniach i ośrodkach kształcenia nauczycieli.
“Określenie minimalnej przepływności jest potrzebne by zapewnić minimalną jakość dostępu do internetu dla jednostek edukacyjnych, tak by mogły one skutecznie działać na rzecz podnoszenia kompetencji cyfrowych obywateli” – czytamy w projekcie. Ale trudno się zgodzić, że “utrzymanie wymaganej przepływności” dla szkół na poziomie “nie mniej niż 2 Mbit/s do jednostki uprawnionej i 1 Mbit/s od jednostki uprawnionej” rzeczywiście może takie kompetencje podnosić.

2 mbit/s

Gdyby korzystać z internetu o prędkości 2 Mbit/s ściągnięcie ze strony MEN nowego podręcznika dla pierwszoklasistów zajęłoby ok. 2 minut. Ale pobranie “ważącego” 300 mb filmu to już kwestia 21 minut.

W USA wdraża się obecnie projekt, który ma na celu wprowadzenie do 99 proc. szkół internetu o prędkości 100 mb/s - 1 Gb/s. W Irlandii jako szkolne minimum również założono wartość 100 mb/s.


– W przypadku takiej przepustowości trudno nawet mówić o łączu szerokopasmowym – mówi w rozmowie z naTemat Dariusz Stachecki dodając, że w prowadzonej przez niego szkole już w 2005 roku uczniowie korzystali z łącza o przepustowości 8 mbit/s. Dziś mają 100.
– Rozumiem, że w kilku miejscach w Polsce infrastruktura nie pozwala na osiągnięcie większych prędkości, ale nie możemy równać w dół. Jeśli wymóg zostanie ustalony tak nisko, szkoły nie będą miały motywacji, by inwestować w szybszy internet – tłumaczy pedagog.
Dariusz Stachecki
za EduNews.pl

Proponowane przez MAiC minimalne prędkości są wystarczające, aby prowadzić korespondencję mailową w sekretariacie, by złożyć raport do ZUS, czy GUS, jednak nie zapewnią możliwości wykorzystania zasobów sieciowych w rzeczywistej pracy szkoły, gdzie na stosunkowo niewielkiej przestrzeni, jaką jest sala lekcyjna, powinien być zapewniony dostęp do zasobów edukacyjnych kilkudziesięciu urządzeniom, a w całej szkole dla kilkuset. CZYTAJ WIĘCEJ


Jednak 30 mb/s
Na szczęście we wtorek 22 kwietnia, na dzień przed planowanym końcem konsultacji społecznych wokół projektu, urzędnicy z MAiC poinformowali w wysłanym do mediów oświadczeniu, że zmienią wzbudzające wątpliwości przepisy"
Komunikat Maic

Ponieważ (...) w trakcie trwających teraz konsultacji projektu pojawiły się głosy zaniepokojonych obywateli, uprzejmie informujemy, iż (...) MAC dostosuje projektowane przepisy o przepływności do celów wskazanych w Europejskiej Agendzie Cyfrowej - co najmniej 30 Mb/s.


W dokumencie zaznaczono też, że ponieważ “problem dostępu szkół do szerokopasmowego internetu jest dla MAC niezmiernie istotny”, ministerstwo w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa będzie zabiegać o to, by docelowo parametry łączy w szkołach były jeszcze wyższe.
I choć wiadomo, że od zapisu w ministerialnym dokumencie do realizacji droga jest daleka (choćby ze względu właśnie na brak infrastruktury), to Stachecki jest zadowolony z wprowadzonej zmiany.
– Cieszę się, to krok w dobrą stronę. Małe medialne poruszenie, które udało się wywołać, najwyraźniej przyniosło skutek. Takie dokumenty powinny kreować rzeczywistość, a nie się do niej dostosowywać – mówi o rozporządzeniu nam Stachecki.