shutterstock.com

Muppie to kolejny termin określający pewną generację, który w Polsce niewiele mówi. Nie znaczy to jednak, że nie mamy przedstawicieli grupy, której nazwa łączy w sobie „millennials” i „yuppie”. To pokolenie robiące kariery po kryzysie finansowym. Zwolnił nie tylko rynek, ale w wielu przypadkach także styl życia. To drugie interpretować można jednak na plus. Slow life, organic, eco food, start-upy, crowd-funding – to słowa klucze „zrównoważonych karier”. No i internet.

REKLAMA
Anna Szumlas z firmy Spotlab

– Zawodowo internetowi zawdzięczamy wszystko: dzięki niemu jesteśmy w stanie konkurować z najlepszymi i największymi, no i mamy dostęp do światowej klasy narzędzi. Jeśli coś nas ogranicza, to tylko nasza wyobraźnia. Żeby działać nie potrzebujemy pokrytej marmurami siedziby z designerskim wnętrzem – możemy pracować z dowolnego miejsca, które ma dostęp do internetu.


Na swoich zasadach
Kojarzycie Gillian Cole z serialu „House of Cards”? Gillian jest działaczką ekologiczną, absolwentką Stanforda, która odrzuciła możliwość pracy w Google, by ostatecznie zatrudnić się w Clear Water Initiative, organizacji kierowanej przez żonę głównego bohatera. Gdy apodyktyczna pracodawczyni zmusza Gillian do podejmowania decyzji niezgodnych z jej światopoglądem, ta zwalnia się i idzie na wojnę, żeby pokazać światu, że organizacje ekologiczne takie jak ta zarządzana przez Claire Underwood, na swoją działalność biorą pieniądze od korporacji zanieczyszczających środowisko. Gillian jest ambitna i zdolna, chce robić karierę, ale na swoich zasadach. Czyżby była muppie?
logo
Sandrine Holt jako Gillian Cole w serialu "House of Cards"

Zdaniem Michelle Miller, która o pokoleniu muppie napisała w Huffington Post, są to świetnie wykształceni, świadomi społecznie, rozpierani przez energię młodzi ludzi, których kariery „rozwijały się na zgliszczach kryzysu finansowego”. To następcy yuppie, generacji, której głównym celem było „pięcie się po korporacyjnej drabinie, a w międzyczasie picie litrów kawy ze Starbucksa”. I choć Muppie cechuje dokładnie taki sam poziom ambicji, to drabina, na którą się wspinają wykonana jest z drewna z recyklingu, zaś kawa pochodzi tylko i wyłącznie z plantacji fair trade.
Kariera tak, korpo niekoniecznie
Do pokolenia muppie ich starsi szefowie odnoszą się zwykle z rezerwową, nie kryjąc nawet lekkiej niechęci. Pracownik typu muppie jest zdaniem szefa: skupiony na sobie, wygadany, dobrze wykształcony, ale leniwy. Ma od 22 do 35 lat. W latach 80. (i w 90., jeśli mówimy o Polsce) byłby yuppie, ale w momencie upadku banku Lehman Brothers również wartości tradycyjnie przypisane tej subkulturze (sukces, status, władza, bycie cool) poszły w odstawkę. Nagle okazało się, że bycie yuppie nie jest już cool. Nie sprawdza się też prosta zasada, że jeśli będę pracował odpowiednio ciężko i w zgodzie – właśnie – z zasadami, to moim udziałem stanie się określony styl życia, osiągnę prestiż i uznanie.
Zresztą czy naprawdę jest tak, że muppie nie chce pracować równie ciężko jak yuppie? A może nie chce pracować tak ciężko na rachunek kogoś innego i dlatego odważnie idzie na własne?
– Szybko zorientowałam się, że nie nadaję się do pracy w korporacji, czułam się sfrustrowana i niedoceniana, miałam za duże ambicje, chciałam się rozwijać, awansować, wiedzieć, że jestem czymś więcej niż jedną z tysięcy przysłowiowych mrówek. Po prostu tam nie pasowałam. Dodatkowo nie miałam wystarczająco dużo czasu dla siebie i bliskich – albo nadgodziny albo skrajne zmęczenie. W moim odczuciu w korporacji nie ma miejsca na indywidualizm, wszystko jest z góry określone i narzucone. Narzekanie na korporacje stało się ostatnio modne – ja nie uważam, że są z gruntu złe. Sporo się w korporacji nauczyłam m.in. dyscypliny, punktualności, kultury pracy. Wiele zależy także od ludzi, z którymi się pracuje i którzy tę korporację tworzą. Faktem jest natomiast, że nie wszyscy się do tego typu pracy nadają. Praca w korporacji nie jest taka zła, jeśli się tam pójdzie z odpowiednim nastawieniem i motywacją – mówi Ania Szumlas.
Gdy w kolejnej firmie spotkała myślącego podobnie Michała Zawadzaka, postanowili założyć własny biznes zajmujący się marketingiem internetowym.
logo
Ania Szumlas i Michał Zawadzak (Spotlab)

– Kolejna firma była skrajnie odmienna: mała agencja z luźną atmosferą i na początku z potencjałem. Niestety tam też nie czułam, że mogę się realizować. Ale spotkałam mojego dzisiejszego wspólnika Michała i dzięki temu zrodził się pomysł na Spotlab, więc mimo wszystko cieszę się, że tam trafiłam. Nie jest łatwo otwierać firmę w dzisiejszych czasach, ale zaryzykowaliśmy mimo, że ja mam 2-letnie dziecko, a Michałowi właśnie się urodziło. Ludzie boją się ryzyka, wolą zaciskać zęby i męczyć się niż podjąć wyzwanie, dążyć do samorealizacji i pracy na własny rachunek. Nam się udało i jesteśmy pełni optymizmu, jeśli chodzi o przyszłość naszej firmy. W tym, że podjęliśmy słuszne decyzje utwierdzają nas klienci, którzy są zadowoleni ze współpracy ze Spotlabem i polecają nasze usługi innym – opowiada Ania.
Internet stworzył muppie
Życie muppie kręci się wokół Internetu. W sieci prowadzą blogi, robią zakupy, szukają lotów i hoteli. Pomysł na biznes? To najczęściej założenie start-upu, który ze swoimi usługami dotrze do potencjalnego klienta poprzez stronę internetową. Jeśli potrzebują na niego większych środków, zakładają profil na Kickstarterze i zwracają się z prośbą o współfinansowanie pomysłu przez internautów. Podobnie, gdy chcą gdzieś dojechać – po prostu wyszukują przez internet kogoś, z kim będą mogli dzielić podróż i jej koszty. Co jeszcze zdaniem Miller robią muppie? Myślą lokalnie, uważnie słuchają wykładów Ted Talks, mają setki fanów na Instagramie i tweetują w trakcie oglądania „Gry o Tron”.
W karierze w stylu muppie wciąż jednak wyróżnić można znane nam etapy, które prowadziły yuppie na szczyt, tyle że uległy one pewnej modyfikacji. Zapytany o pracę, muppie nie wymienia nazwy znanego banku czy korporacji. Nie mówi też gdzie lub dla kogo pracuje, mówi: nad czym aktualnie pracuje. Ile zarabia jest mniej ważne niż to, ile zarobi, jeśli jego start-up odniesie sukces. Nie dostaje podwyżek, dostaje dofinansowanie na dalszy rozwój. Czasem, żeby zrozumieć, że muppie odnosi sukces finansowy należy zajrzeć mu do lodówki, bo tam znaleźć można inwestycje w … zdrowie: organiczne, certyfikowane jedzenie; świadomy wybór, za który wciąż sporo się płaci. Z kolei czytając dział „o nas” (częściej niż „o firmie”) odnosimy wrażenie, że nie o robienie kariery tu chodzi, ale o zmienianie świata.
– Sukces to dla nas bycie najlepszym w swojej dziedzinie i robienie tego na własnych warunkach, ale nie za wszelką cenę. Pracujemy tak, żeby zapewnić klientowi najwyższą jakość usług – każdego traktujemy indywidualnie, a oferty dostosowujemy do konkretnych potrzeb. Chętnie dzielimy się wiedzą – nawet klienci, którzy nie są obeznani z marketingiem internetowym dzięki nam szybko nadrabiają zaległości. Jednocześnie bardzo szanujemy swój czas wolny i chwile spędzane z rodziną. Mamy do siebie pełne zaufanie i każdy z nas wie, co ma zrobić, więc nie musimy tworzyć list obecności i pracować "sztywno od do". Jeśli chodzi o wiedzę, umiejętności i podejście do biznesu, to wzajemnie się uzupełniamy. To, co nas łączy to ambicja, by świadczyć usługi na światowym poziomie, a przy tym pozostać sobą i realizować się też jako rodzic – deklaruje Ania.