
W 2006 roku firma InPost rozpoczęła działalność i kampanię pod hasłem "Rozstanie monopolisty". Jej twórcy zapewne nie przypuszczali, że to hasło pozostanie aktualne w 2014 roku. Teraz bowiem rozpoczęła się prawdziwa wojna na rynku pocztowym. Głównym jej obiektem są oczywiście przesyłki pocztowe. Wojna toczy się wg zasady "nie bierzemy jeńców". Konkurenci oskarżają pocztę o dyskredytowanie.
REKLAMA
Rzecznik Poczty w niedawnym zestawieniu miesięcznika Press dostał tytuł "Anty rzecznika roku". Ale nie o to chodzi. Pocztowy moloch walczył z całej siły o utrzymanie monopolistycznej pozycji. I ta walka ujawniła problemy firmy. Powinna ona bowiem iść drogą wytyczoną przez narodowych operatorów pocztowych w innych krajach Unii. Tymczasem zajęliśmy się (za sprawą Poczty) dyskusją o tym, w jaki sposób odbiera się awizo czy ubiera listonoszy.
Czy to jest najważniejsze? Niekoniecznie. Kilka miesięcy po wielkiej awanturze o przesyłki pocztowe widać, że nowa sytuacja jednocześnie stawia przed Pocztą wyzwania, ale daje też możliwości rozwoju. Poczta zamiast wytykać błędy konkurencji powinna skupić się na własnej działalności. Podpowiadamy na co powinna zwrócić uwagę.
1. Podwyżki cen listów dla obywateli i prawników
To najbardziej dotkliwy efekt niewłaściwego zarządzania w Poczcie Polskiej. Bolesny – bo płaci za niego każdy obywatel, emeryt czy bezrobotny. Podczas gdy cena za list zwykły w okienku wynosi 1,70 zł – duże instytucje dostają od Poczty oferty poniżej kosztów (nawet 0,6-0,7 zł). Ta praktyka jest nie fair, bo finansuje prywatne firmy z kieszeni obywatela.
To przede wszystkim niewłaściwy kierunek, którego kontynuacja będzie przynosić Poczcie Polskiej problemy w długim terminie. Bo nie da się w nieskończoność podwyższać cen listów – a uwolnienie innych rynków (np. telekomunikacyjnego czy kolejowego) pokazało, że konkurencja przede wszystkim przynosi korzyści dla konsumentów w postaci obniżek cen. Dlatego stosowane przez Pocztę praktyki zaprowadzą ją w ślepy zaułek, zwiększający straty tej firmy i przekładający się na kolejne zwolnienia.
Poczta powinna skoncentrować się na eliminowaniu niepotrzebnych kosztów (a nie tylko zwalnianiu pracowników).
2. Współpraca z małymi operatorami pocztowymi (np. ABC Direct Contact) i unikanie jak ognia budowania sojuszy w silnymi polskimi firmami
Ciekawą informację Poczta ogłosiła niedawno – o współpracy z niewielkim operatorem pocztowym ABC Direct Contact. Choć z pozoru wygląda to na otwarcie monopolisty na współpracę z prywatnymi pocztami, to jednak strategia jest daleko inna. Poczta postanowiła wybierać na partnerów takie podmioty, które będą w pełni od niej zależne, a tym samym będą swego rodzaju przystawką, przedłużającą monopol. Równolegle pozostaje głucha na apele PGP i InPost, które oferują konkretne możliwości dodatkowych przychodów dla Poczty.
Pierwsze propozycje współpracy do Poczty Polskiej skierowano ponad 1,5 roku temu. Odpowiedzi albo brak, albo Poczta "będzie się im przyglądała". Przygląda się już ponad 17 miesięcy. Im szybciej Poczta zorientuje się ona, że polscy prywatni operatorzy są jej sojusznikami na przyszłość, tym lepiej dla jej pozycji.
3. Miliony złotych wyciekające na kampanie reklamowe, rebranding czy pensje kadry zarządzającej
Duże przerosty zatrudnienia w Poczcie Polskiej to niezaprzeczalny fakt. Jednak zarząd monopolisty – systematycznie strasząc pracowników zwolnieniami – pomija kwoty, jakie płaci na marketing, reklamę, samochody służbowe, marmurowe pałace (biurowce, sekretarki) itp. W Grupie Poczty Polskiej jest 70 członków rad nadzorczych i członków zarządu – dodatkowo około setki dyrektorów, z których każdy ma do dyspozycji dużą pensję, samochód, biuro i sekretariat. Tak wydawane są pieniądze, którymi my wspomagamy monopolistę.
4. Utrzymywanie analogowej, przestarzałej formuły doręczania listów
Choć Poczta Polska bardzo stara się przedstawiać jako nowoczesna i promuje innowacyjne usługi, które wprowadza – prawda niestety jest widoczna na co dzień. Analogowy system, oparty na wypisywaniu kwitków nadal trzyma się mocno. Co prawda Poczta już w 2011 obiecywała obywatelom EPO, jednak do dziś nic w tym względzie się nie wydarzyło. I tak rano przyjeżdża do mnie kurier, który przyjmuje elektroniczne pokwitowanie – a wieczorem znajduję pogięte awizo w skrzynce pocztowej. Następnie stoję 45 minut na Poczcie, bo panie z okienka nie radzą sobie z obsługą komputera. Do tego wysyłając list muszę nadal naklejać ręcznie różne kody i wytyczne – jakby nie można było przejść na systemy elektroniczne.
To ostatni dzwonek dla Poczty Polskiej na wprowadzanie cyfryzacji swoich usług i prawdziwie innowacyjnych rozwiązań.
5. Kosztochłonna sieć placówek
Choć jak sama przyznaje Poczta Polska – ponad 40% posiada w agencyjnych punktach usługowych – nadal podnosi kwestię, jak dużym obciążeniem finansowym jest dla niej realizacja usługi powszechnej. Poczta doskonale zdaje sobie sprawę, że z roku na rok sieć placówek własnych musi się kurczyć, a docelowy model – dawno przetestowany choćby przez Deutsche Post – czyli niemal całkowite oparcie sieci na punktach agencyjnych jest nieunikniony.
Jednak unika tego tematu, skwapliwie wytykając konkurencji sklepy monopolowe czy lombardy. W ten sposób krzywdzi sama siebie – jeśli dziś podburzy społeczeństwo i przekona je, że odbieranie listów w punktach usługowych „uwłacza godności”, to sama będzie miała kłopot z konieczną, nieodzowną restrukturyzacją. To kolejny błąd w wojnie o listy sądowe, który szybko może uderzyć rykoszetem w oskarżającego.
6. Udostępnienie infrastruktury
Wielu ekspertów apelowało (w tym znana z obrony Poczty Polskiej Fundacja Lex Nostra), iż najlepszą drogą dla liberalizacji rynku pocztowego jest odpłatne udostępnienie infrastruktury – szczególnie placówek – Poczty Polskiej prywatnym operatorom. Rzeczywiście wydaje się to korzystne dla wszystkich stron: Poczta zapewniłaby sobie dodatkowe przychody i być może uniknęłaby masowych zwolnień, obywatele mieliby do dyspozycji aż 15 tys. placówek pocztowych, a prywatni operatorzy oferowaliby lepsze usługi.
Ale najważniejszym efektem takiego ruchu byłby fakt, że być może w takiej sytuacji prywatni operatorzy zrezygnowaliby z tworzenia alternatywnej sieci pocztowej – co pozwoliłoby Poczcie utrzymać niezagrożoną pozycję. Poczta Polska zdaje się nie widzieć korzyści, jakie przyniosłoby jej udostępnienie infrastruktury – zarówno pod kątem finansowym, jak i rynkowym.
7. Brak statystyk i stałej komunikacji z rynkiem
Wojna na rynku pocztowym pozwoliła wszystkim Polakom uczyć się, o co chodzi ze statystykami doręczeń i skuteczności obsługi pocztowej. Choć nadal panuje w tej sprawie chaos, a każda strona podaje masę liczb wyrwanych z kontekstu, warto byłoby ustanowić standard publikowania danych statystycznych, który byłby dobrym standardem dla wszystkich największych operatorów pocztowych.
Wprawdzie dla Poczty Polskiej dostępne są zaudytowane dane z 2012 roku, ale sam monopolista niechętnie się nimi posługuje. Naturalnie – dane te pokazują jak wiele jest jeszcze do poprawienia – to nie znaczy jednak, że otwarte prezentowanie danych statystycznych nie powinno być obowiązkiem i wzorcem, jaki powinien realizować operator wyznaczony. Póki co można odnieść wrażenie, że stosuje się tu taktykę Kalego – Poczta chętnie rozlicza innych z liczb, sama swoich nie prezentując.