Tak jeszcze niedawno wyglądała przędzalnia. Dziś to rumowisko
Tak jeszcze niedawno wyglądała przędzalnia. Dziś to rumowisko Fot. M.Świerczyński/Agencja Gazeta

Zabytkowa przędzalnia w Mysłakowicach spokojnie stała przez 170 lat. Najpierw jako prężnie działający zakład, później – jako unikatowy na skalę europejską zabytek. Teraz, za sprawą prezesa firmy złomiarskiej, z perły architektury zostało rumowisko. Sprawca chce poddać się karze, konserwator uważa jednak, że ta proponowana przez niego jest na niska.

REKLAMA
Budynek zabytkowej przędzalni w Mysłakowicach, należący niegdyś do Zakładów Lniarskich "Orzeł", zburzony w styczniu tego roku, został wybudowany w 1844 roku. Zabytkowa przędzalnia cieszyła się sławą jednego z najpiękniejszych zabytków architektury przemysłowej w Europie, dopóki nie nabyła jej firma Proda-Metal z Wałbrzycha, której właściciel zdecydował o rozbiórce budynku określanego jako "perła architektury".
Wałbrzyska firma zajmuje się handlem surowcami wtórnymi i złomem, szybko przystąpiła więc do rozbiórki. Jak się okazało – nielegalnej, bo budynek znajdował się pod ochroną konserwatora zabytków.
Kiedy sprawę nagłośniono, prezes firmy zaproponował, że dobrowolnie podda się karze – zapłaci 7 tys. grzywny. Proponuje także pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Na takie rozwiązanie nie chce się zgodzić konserwator zabytków, który uważa, że taka kara jest niewspółmierna do szkody. – Na żeliwie z rozbiórki można było zarobić i 100 tys. zł. – mówi wrocławskiej "Gazecie Wyborczej" konserwator Wojciech Kapałczyński.
– To nas satysfakcjonuje, ale wyrok wyda 13 maja sąd – powiedział z kolei wrocławskiej "Gazecie" prokurator rejonowy w Jeleniej Górze Adam Kurzydło.
Sprawa jest o tyle istotna, że może stanowić precedens – pokazać, że zabytków nikt nie chroni, a ich burzenie to dobry interes.
Źródło:
gazeta.pl