Wielki powrót i triumf mistrzów Polski z gigantem. Znów zagrają w finale Ligi Mistrzów

Krzysztof Gaweł
18 czerwca 2022, 17:05 • 1 minuta czytania
Łomża Vive Kielce, mistrz Polski w piłce ręcznej, zagra w niedzielnym finale EHF Ligi Mistrzów. Kielczanie przegrywali do przerwy, ale po znakomitej drugiej połowie ograli w Kolonii węgierski Telekom Veszprém HC 37:35 (16:18). To drugi w historii finał LM dla polskiej ekipy, rywala poznamy w sobotni wieczór, po meczu THW Kiel – FC Barcelona.
Łomża Vive Kielce zagra w finale EHF Ligi Mistrzów w 2022 roku Fot. IMAGO/Holsteinoffice.de/Jörg Lhn/Imago Sport and News/East News

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google


Szczypiorniści Łomża Vive Kielce rozgrywki Ligi Mistrzów w sezonie 2021/2022 rozpoczęli fatalnie, przegrali w Rumunii z Dinamem Bukareszt 29:32, a później zdominowali rywalizację w grupie B, gdzie wygrali dzięsięć razy i ponieśli tylko trzy porażki. O sile stawki niech świadczy fakt, że za plecami kielczan znalazła się m.in. FC Barcelona, a także Telekom Veszprém.

Z Madziarami nasz zespół wygrał w hali Legionów (32:29), by ulec na wyjeździe (33:35). Trzecie starcie w tym sezonie odbyło się w wypełnionej po brzegi Lanxess Arenie w Kolonii i miało dać przepustkę do finału EHF Champions League. Zespół z Węgier o tytuł mistrzów Europy grał cztery razy (2002, 2015, 2016, 2019) i za każdym razem przegrywał decydujące starcie. Łomża Vive Kielce tytuł zdobyło w 2016 roku, ma też na koncie dwa trzecie miejsca.

W sobotę młody i żądny sukcesów zespół Tałanta Dujszebajewa ruszył do gry bardzo skoncentrowany, a po rzutach Omara Yahii oraz Arkadiusza Moryty był remis 1:1. Błyskawicznie dwie minuty kary zarobił Patrik Ligetvari, który zaatakował ostro Artema Karaleka i powędrował na ławkę kar. Mistrzowie Polski zaraz przejęli inicjatywę i po rzucie Szymona Sićki wyszli na prowadzenie 3:2.

Dobrze układała się gra naszej ekipie, a w bramce zaczął czarować Andreas Wolff, bohater ćwierćfinałów z Montpellier Handball i filar żółto-niebieskich. A pod bramką Veszprem prym wiedli Artem Karalek i Arkadiusz Moryto, który trafił z rzutu karnego i jego zespół utrzymywał skromną przewagę (5:4). Węgrzy też byli bardzo skuteczni, prowadzenie przywrócił im Manuel Strlek (6:5), przez lata filar Łomży Vive, który wykorzystał kontrę.

Niestety nasz zespół zmarnował dwie kolejne akcje w ofensywie, a świetnie ich rzuty odbił Rodrigo Corrales. A Kentin Mahe zaskoczył naszą defensywę rzutem i Veszprém miało przewgę dwóch trafień (7:5). Ale wtedy na ławce kar wylądował Blaz Blagotinsek, a Igor Karacić zaraz zmniejszył straty i remis znów wisiał w powietrzu. Jednak karę dwóch minut zarobił Artem Karalek i siły na parkiecie wyrównały się.

Kielczanie musieli odrabiać straty, ale grali w obronie nieskutecznie i po kwadransie spotkania przegrywali 9:10. Wreszcie jednak Andreas Wolff odbił strzał Andreasa Nilssona i gdy mistrzowie Polski mieli wyrównać, Alex Dujshebaev stracił piłkę w ofensywie. Hiszpan po chwili ponowił atak i na tablicy wyników już był remis 10:10. Gracze Momira Ilicia szybko kontrowali i zaskakiwali obronę polskiej ekipy, po rzutach Petara Nenadicia było już 14:11.

Madziarzy zyskali przewagę, grali lepiej w każdym elemencie, a gra kielczan nie zachwycała. Bronił jak w transie Rodrigo Corrales, który efektownie zatrzymał Dylana Nahiego, a czas uciekał minuta po minucie. Na szczęście oddech w ofensywie dał mistrzom Polski Alex Dujshebaev, a w bramce kapitalnie radził sobie Mateusz Kornecki (13:14). Do przerwy prowadzili jednak 18;16 piłkarze Telekomu Veszprém, bo byli lepszą drużyną od Polaków.

Po zmianie stron Łomża Vive Kielce zabrała się nie na żarty do odrabiania strat. Kapitalnie bronił Andreas Wolff, jeden z liderów, którego brakowało przed przerwą. Niemiec odbił nawet uderzenie z rzutu karnego, a w ofensywie dwa razy zaskoczył Węgrów Daniel Dujshebayev i doprowadził do remisu 18:18. Dobrze do gry wprwadził się też Branko Vujović, który trafił raz do bramki Madziarów, aż przy stanie 19:20 Blaz Blagotinsek ostro go sfaulował.

Słoweniec wyleciał z boiska z czerwoną kartka, a Arkadiusz Moryto zaraz doprowadził do remisu 20:20. Telekom Veszprém miał wielkie problemy ze skutecznością, nawet Rasus Lauge Schmidt nie potrafił się przedrzeć przez obronę kielczan, a ci zadawali cios za ciosem. Po rzutach Nicolasa Tournata i Arka Mortyty z karnego było już 22:20, a nasz skrzydłowy jeszcze skradł rywalom piłkę i Dylan Nahi podwyższył na 23:20.

Do końca meczu zostało 20 minut, Łomża Vive Kielce odwróciła losy spotkania, ale do szczęśliwego końca była jeszcze długa droga. Już widać było jednak metę, po przechwycie Haukura Thrastarsona Branko Vujović podwyższył na 25:21 i tak dobrze w sobotę jeszcze mistrzom Polski gra się nie układała. Żelazna defensywa, dominacja na parkiecie i przewaga czterech bramek.

Na 26:22 podwyższył Władysław Kulesz, ale zaraz odpowiedział Manuel Strlek, który trzymał swoją ekipę przy życiu. Podobnie jak Petar Nenadić, ale obaj byli wyjątkami w ekipie Momira Ilicia. Żółto-niebiescy pilnowali przewagi, na kwadrans przed końcem grali bardzo pewnie i trafiali rzut za rzutem (28:24). Przewaga kielczan była tak zdecydowana, że aż ciężko było uwierzyć, że jest tak dobrze.

Jeszcze świetnie na środku spisał się Igor Karacić, ale dwie kolejne akcje padły łupem Veszprém i po rzutach Petara Nenadicia przewaga mistrzów Polski stopniała do dwóch trafień (29:27). Wściekał się Tałant Dujszebajew, ale na dziesięć minut przed końcem karę złapał Jorge Maqueda, a kolejne trafienie dopisał zaraz Władysław Kulesz (30:27).

Arkadiusz Mortyo z siedmiu metrów trafił na 31:28, ale twardo ścigali mistrzów Polski Madziarzy i nie zamierzali rezygnować ze swoich marzeń o finale. Tałant Dujszebajew poprosił tedy o przerwę, ustawił zespół i czekał na końcową syrenę. Po rzucie Igora Karacicia prowadziliśmy 32:29, chwilę później było już 34:30, a błysnął w kontrze Daniel Dujshebaev. Ostatnie minuty meczu były bardzo zacięte.

Mistrzowie Polski grali w przewadze, bo Patrik Ligetvari wyleciał z boiska za atak na Aleksa Dujshebaeva. Emocje buzowały, nie wykorzystał rzutu Igor Karacić, trafili za to Petar Nenadić i Gasper Marguc, zrobiło się tylko 35:33 dla Kielc. Zostały dwie minuty do końca, wówczas trafił w osłabieniu Arkadiusz Moryto (36:33), który wszedł do środka pola. To był koniec, została minuta i piłka trafiła do naszej ekipy. Wynik ustalił Dylan Nahi, to był koniec! (37:35).

Z kim Łomża Vive Kielce zagra w swoim drugim w historii finale EHF Ligi Mistrzów? W drugim półfinale THW Kiel stawi czoła FC Barcelona, a starcie gigantów rozpocznie się w Lanxess Arenie o godzinie 18:00. W niedzielę w Kolonii czekają nas wielkie emocje, najpierw pojedynek o trzecie miejsce, a potem wielki finał. Starcie o tytuł klubowych mistrzów Europy rozpocznie się dokładnie o godzinie 18:00.

Telekom Veszprém HC - Łomża Vive Kielce 35:37 (18:16) Sędziowali: Mads Hansen i Jesper Madsen (Dania) Widzów: 19 750

Telekom: Cupara, Corrales - Yahia 4, Nenadić 6, Maqueda 1, Nilsson 1, Ligetvari, Marguc 6, Lauge 8, Strlek 7, Lukacs, Blagotinsek 1, Mahe 1, Ilić, Lekai, Sipos

Łomża Vive: Kornecki, Wolff - Vujović 2, Sánchez-Migallón, Sićko 2, A. Dujshebaev 4, Tournat 4, Karacić 5, Kulesz 4, Moryto 8, D. Dujshebaev 3, Thrastarson 1, Paczkowski, Gębala, Karalek 2, Nahi 2​​.

Czytaj także: https://natemat.pl/413914,lomza-vive-kielce-zagra-w-finalach-ligi-mistrzow