Tego serialowego powrotu nie musicie się bać. Nowe "Słodkie kłamstewka" to petarda

Maja Mikołajczyk
29 lipca 2022, 18:48 • 1 minuta czytania
HBO Max właśnie wypuściło trzy odcinki serialu "Słodkie kłamstewka: Grzech pierworodny", czyli spin-offu niezwykle popularnego parę lat temu serialu dla młodzieży. Chociaż takie powroty po latach zawsze wzbudzają sporą dozę ostrożności, tym razem nie musicie się bać – choć Kłamczuchy w nowych szatach to rasowy horror.
"Słodkie kłamstewka: Grzech pierworodny" – recenzja pierwszego odcinka nowego serial HBO Max. [RECENZJA] Fot. kadr z serialu "Słodkie kłamstewka: Grzech pierworodny"

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google


"Słodkie kłamstewka" 2010-2017

Oryginalne "Słodkie kłamstewka" ciągnęły się przez siedem sezonów nadawanych przez siedem lat. Realizacyjnie serial niczym się nie wyróżniał i był taśmowo spreparowaną produkcją dla młodzieży, ale dwie rzeczy trzeba mu oddać: miał wyraziste bohaterki i chociaż od szalonych twistów i absurdalnych rozwiązań fabularnych nieraz mogła rozboleć głowa – angażował jak diabli.

Aż głupio się przyznać, ale nie przypominam sobie, żeby jakiś inny serial przykuwał mnie aż tak mocno do ekranu i sprawiał, że nawet zaczynałam podzielać sposób myślenia postaci (nie oceniajcie, byłam nastolatką, gdy go oglądałam).

Serial już w międzyczasie doczekał się dwóch spin-offów: "Ravenswood" (2013-2014) oraz "Słodkich kłamstewek: Perfekcjonistkek" (2019), jednak każdy z nich został skasowany po jednym sezonie. Jak na ich tle wypada nowość od HBO Max, czyli "Słodkie kłamstewka: Grzech pierworodny"?

Nowe kłamczuchy

Twórcy "Słodkich kłamstewek: Grzechu pierworodnego" już wcześniej zapowiadali, że widzowie powinni spodziewać się w serialu więcej suspensu i horroru. I już po pierwszym odcinku można stwierdzić, że nie kłamali.

Fabuła zaczyna się w momencie, w którym matka jednej z głównych bohaterek, ciężarnej Imogen (Bailee Madison), otrzymuje nietypową pogróżkę i ginie w tajemniczych okolicznościach. Wkrótce dziewczynie i jej koleżankom ze szkoły zaczynają się przydarzać dziwne rzeczy, a na ich horyzoncie co jakiś czas majaczy zamaskowany mężczyzna.

Twórcą nowego serialu HBO Max jest Roberto Aguirre-Sacasa, autor szalenie popularnego "Riverdale" realizowanego na zlecenie Netflixa. Jeśli znacie tę produkcję, to wiecie, że trop popkulturowy goni tam dziesięć kolejnych tropów i podobnie postmodernistycznie zapowiada się nowy serial Aguirre'a-Sacasy.

Bohaterowie nieustannie elaborują między sobą na temat starszych i nowszych horrorów, a liczne cytaty filmowe pojawiają się również w warstwie wizualnej. Pierwsze "Słodkie kłamstewka" były niemal bezkrwawe, jednak w nowych posoka leje się strumieniami, a kamera niczego widzom nie oszczędza.

Te wszystkie elementy faktycznie sprawiają, że oddalamy się znanej z oryginału konwencji thrillera młodzieżowego, a zbliżamy do slashera dla nastolatków i to w dodatku post-slashera w stylu serii "Krzyk". W pierwszym odcinku pojawia się nawet bezpośredni cytat z franczyzy zapoczątkowanej przez Wesa Cravena, czyli kultowe pytanie: "Jaki jest twój ulubiony straszny film?".

Ile w "Słodkich kłamstewkach: Grzechu pierworodnym" starego serialu?

Na pierwszy rzut oka "Słodkie kłamstewka: Grzech pierworodny" nie mają nic wspólnego ze starym serialem... i bardzo dobrze. Co prawda już w pierwszym odcinku pojawiają się jakieś easter eggi, a twórcy zapowiadali, że będzie ich więcej, ale na tym podobieństwa się kończą.

Oryginalna produkcja była tworem doskonale bezbarwnym, serial HBO Max jest natomiast dużo kreatywniej zrealizowany, ciekawiej pokolorowany, a ujęcia nie służą tylko do budowania suspensu, ale także cieszenia oka – po prostu serial ma swój styl, którego stare "Słodkie kłamstewka" były pozbawione.

Jedyną rzeczą, do której można się póki co przyczepić, są główne bohaterki. Po pierwszym epizodzie nie wydają się tak wyraziste, jak Aria, Spencer, Hanna, Emily i Alison, ale myślę, że trzeba jeszcze dać im szansę. Ponadto ich gra aktorska sprawia momentami wrażenie "drewnianej", jednak być może stanowi to element samoświadomej konwencji.

Te wszystkie różnice sprawiają, że "Słodkie kłamstewka: Grzech pierworodny" być może wyglądają jak klasyczne odcinanie kuponów od popularnej franczyzy, ale szczerze mówiąc Kłamczuchy w takim stylu to ja kupuję nawet bardziej.