Jamala dla naTemat o "TzG": Ludzie mówią: "Teraz jest jasne, kto wygra". To boli

Klaudia Szarowska
10 września 2022, 15:48 • 1 minuta czytania
Znana i lubiana w Ukrainie artystka podbija serca Polaków. Europejska publiczność pokochała jednak Jamalę już w 2016 roku, kiedy to zwyciężyła w konkursie Eurowizji. Niedawno przeprowadziła się do Polski, by wziąć udział w "Tańcu z Gwiazdami" i tym samym zebrać pieniądze na rzecz rodaków dotkniętych wojną w Ukrainie. W rozmowie z Klaudią Szarowską dla naTemat.pl opowiedziała m.in. o tym, jakie emocje towarzyszą jej w związku z udziałem w show oraz z jakimi trudnościami musi mierzyć się w Polsce.
Jamala w rozmowie z Klaudią Szarowską dla naTemat.pl

Klaudia Szarowska: Jak odnajdujesz się w Polsce?

Jamala: Przeprowadziłam się do Warszawy, aby wziąć udział w "Tańcu z gwiazdami", który organizuje zbiórkę pieniędzy dla ukraińskich dzieci.


Wiesz, zostałam bardzo ciepło przywitana przez wszystkich tutaj, począwszy od ekipy programu po sąsiadów w domu, w którym mieszkam. I nigdy nie znudzi mi się ani przez chwilę dziękować Polakom za to, co robią dla nas w tych trudnych czasach.

Czy czujesz, że Polska może być twoim drugim domem?

Nie widziałam swoich dzieci od kilku tygodni, więc o jakim poczuciu domu mogę w ogóle mówić? Mam nadzieję, że uda mi się je tu jak najszybciej sprowadzić. To bywa trudne emocjonalnie, być tu bez rodziny, przyjaciół i zespołu, ale wiem, że dzisiaj nie mam prawa narzekać. Dlatego zbieram się w garść i dalej idę naprzód.

Czuję się tu jak gość, który jest otoczony opieką i wsparciem. Ale tak jak wielu Ukraińców, chciałbym wrócić do prawdziwego domu - do spokojnej i wolnej Ukrainy.

Występowałaś już w ukraińskiej edycji "Tańca z Gwiazdami", teraz czas na polską wersję. Skoro już znasz ten grunt, czy czujesz się pewniej? Czy jednak stres nadal ci towarzyszy?

To show nie ma nic wspólnego z ukraińskim. Wersja ukraińska była przede wszystkim zabawą. Wówczas wzięłam udział w programie, aby spróbować czegoś nowego pośród wielu innych, ukraińskich artystów.

W tym wydaniu reprezentuję mój kraj. Trzeba ciężko pracować, żeby pozostać w show. Im dłużej będziemy z Jackiem w programie, tym więcej zbierzemy funduszy w ramach akcji Fundacji Polsat.

Myślę, że sama doskonale zdajesz sobie sprawę z malejącego zainteresowania wojną w Ukrainie. Trwa ona już od sześciu miesięcy. Ludzie za granicą są po prostu zmęczeni ciągłym strumieniem wiadomości o śmierci i kolejnych ostrzałach, a prawda jest taka, że nadal jest to rzeczywistość ukraińskiej ludności.

Musimy pamiętać, że sami nie wygramy tej wojny. Zatem uważam za swój obowiązek przypominanie ludziom o moim domu - w każdy możliwy sposób. Choć wiem, że udział w programie może wydawać się niektórym nietypowym i niekonwencjonalnym rozwiązaniem.

Jakie emocje ci towarzyszyły, gdy zostałaś zaproszona do "Tańca z Gwiazdami"?

Kiedy zostałam zaproszona do udziału w show, od razu zadałam sobie pytanie — jak można wykorzystać tę okazję, aby pomóc Ukrainie. Wtedy wspólnie z Polsatem wpadliśmy na pomysł uruchomienia zbiórki na rzecz dzieci dotkniętych rosyjską agresją. W tym momencie uczestnictwo w programie nabrało dla mnie zupełnie innego wymiaru.

Czy masz jakieś obawy związane z udziałem w programie?

Pojawiły się głosy, że jest to niesprawiedliwe, niektórzy piszą, że teraz jest jasne "kto wygra". Bolą mnie takie słowa, bo nie przyjechałam tutaj, żeby komuś coś udowadniać. Kiedy zgodziłam się na udział w programie - jasno określiłam swoją misję tutaj. I zrobię, co w mojej mocy, i będę pracował tak ciężko, jak tylko to możliwe, żeby zajść jak najdalej, bez taryfy ulgowej. Przede wszystkim nie chciałbym rozczarować tych, którzy wspierają mój kraj w trudnych czasach.

Jako zwyciężczyni Erowizji, jak oceniasz kontrowersyjną decyzję Europejskiej Unii Nadawców o przeniesieniu finału Eurowizji do Wielkiej Brytanii?

Konkurs Piosenki Eurowizji powinien odbywać się tam, gdzie nie ma zagrożenia dla jego gości i uczestników. Wielka Brytania jest więc odpowiednim miejscem. Jedyną rzeczą, która mnie zdenerwowała, to pochopność tej decyzji. Niby jest to niewielki gest, ale to tak, jakby odebrano nam nadzieję na wygranie tej wojny.

Tekst do piosenki "1944" miał nawiązywać do historii twojej prababci i deportacji Tatarów krymskich w 1944 roku, dziś niestety stał się bardzo aktualny, nabrał nowego znaczenia, a w zasadzie jego pierwotny sens zaczął opisywać współczesność. Zgodzisz się?

To jest tragiczne, że w 2022 roku ta piosenka stała się osobistą historią milionów ludzi. Świat niczego się nie nauczył, a metody rosyjskiego terroru pozostają takie same, jak kiedyś. Proszę! Chodźcie! Zagłódźcie wszystkich na śmierć! Zabijcie! Zabierzcie ich dobytek, a potem krzyczcie do świata "to nie nasza wina!" Historia zatoczyła koło.

Twoja praca artystyczna jawi się dzisiaj jako wielka misja.

Na początku wojny postawiłam sobie za cel, aby odepchnąć swoje ambicje i wykorzystać moją artystyczną siłę, by nieść pomoc mojemu krajowi. Finlandia, USA, Niemcy, Gruzja... Kraj po kraju, brałam udział w akcjach charytatywnych i koncertach. Do tej pory odwiedziłam 20 państw, a organizatorzy wydarzeń, w których brałam udział, zebrali ponad 90 000 dolarów na wsparcie dla Ukraińców i naszej armii.

W zeszłym miesiącu, wraz z The Decentralized Investment Group uruchomiliśmy projekt NFT #WeAreUkraine — aby wspierać ukraińskie dzieci i kobiety. Natomiast z Ministerstwem Spraw Zagranicznych Ukrainy stworzyliśmy kampanię "Thank you, Stranger", aby podziękować sąsiednim krajom za pomoc.

Każdy artysta ma dziś broń: głos i publiczność. Czas wykorzystać to do maksimum. Proszę, wesprzyjcie Ukrainę.