Komisja Europejska opublikowała nowe prognozy gospodarcze dla krajów członkowskich, generalnie obniżając oczekiwania co do tempa wzrostu w całej Unii. Dla strefy euro przewiduje nawet skurczenie się gospodarki (nie nazywam tego recesją, bo do tego potrzeba dwóch wyraźnych kwartałów spadku PKB, a może skończy sie na jednym). Według Komisji, Polska będzie miała najszybszy wzrost gospodarczy w całej Unii (2,5 procent), co z pewnością wyzwoli nową falę powszechnego nabijania się w Polsce z "Zielonej Wyspy". Jak jeszcze ktoś dojrzy, że jedyne kraje które będą gdzieś w pobliżu Polski to te, które poprzednio miały dwucyfrową recesję i powoli odrabiają straty, to salwy śmiechu murowane.

REKLAMA
Obniżone prognozy Komisji dla Europy rynki finansowe i część komentatorów uznało za potwierdzenie, że pomimo porozumienia greckiego ciężkie czasy potrwają jeszcze w Europie. Pewnie mają rację, bo kryzys tej skali zwykle trwa około dekady. Ale jeden z komentatorów agencyjnych zauważył dziś, że prognozy Komisji mogą być zbyt pesymistyczne. Jego argument jest taki, że prognoza w takiej instytucji jak Komisja tworzone są przez kilka miesięcy, a zatem nie biorą pod uwagę danych z ostatnich tygodni. A te, łącznie z porozumieniem w sprawie Grecji, tworzą trochę bardziej optymistyczny kontekst.
Z historii poprzednich kryzysów wiemy również, że w trakcie trwania kryzysu zwykle trudno jest dostrzec moment przełomu, moment odbicia się od dna, ze względu na dużą niepewność i zmienność. Dlatego dziś karierę robi nawet scenariusz Eurogeddonu, czyli totalnego rozpadu strefy euro, mimo, że prawdopodobieństwo takiego rozwoju wypadków jest równie duże (lub małe jak kto woli), co kilku innych, odmiennych scenariuszy. Czas pokaże który zwycięży ale jedno jest pewne -- dopiero po latach od przełomu bedziemy wiedzieli kiedy on dokładnie nastapił. Jako ustępstwo na rzecz spodziewajacych się po mnie urzędowego optymizmu, zaryzykuję jedynie stwierdzenie, że początek 2012 jest co najwyżej kandydatem na kandydata.