Mam niewątpliwą przyjemność pochodzić z miasta afer – Starachowic. Tak się składa, że w niedzielę przebywałem w rodzinnych stronach. Miałem okazję zagłosować w referendum w sprawie odwołania prezydenta Wojciecha B. Niestety byłem w mniejszości i wynik nie jest wiążący. Mimo, że sprawca „afery starachowickiej 2” przyznał się do przyjęcia łapówki, to pozostanie prezydentem. – Nawet jeśli brał, to co z tego? Przecież to dobry prezydent – takie motywacje absencji wyborczej słyszę od większości zwolenników Wojciecha B.

REKLAMA
Najwyraźniej z takiego założenia wyszła większość Starachowiczan. Zabrakło 2,5 tysiąca głosów do tego, żeby referendum było ważne. 90 proc. głosujących opowiedziało się jednak za odwołaniem B. ze stanowiska. Pewnie frekwencja byłaby większa, gdyby nie „socjalna” polityka prezydenta. Festyny z muzyką disco polo, darmowe kiełbaski i pączki dla mieszkańców – tak wyglądały jego rządy. Czasami o darmowe poczęstunki starsze kobiety toczyły prawdziwy bój. B. miał też dobre notowania u duchowieństwa. Po jego aresztowaniu proboszczowie starachowickich parafii wystosowali list apelujący o uwolnienie.
Kiedy związany z Prawem i Sprawiedliwością Wojciech B. został prezydentem po raz drugi, jego ugrupowanie Forum 2010 zawiązało koalicję z Sojuszem Lewicy Demokratycznej (niedługo przed aferą PiS wyrzucił go ze swoich szeregów). Dziś B. jest zawieszony w wykonywaniu obowiązków. Bierze jednak część pensji, a zastępuje go Sylwester Kwiecień z SLD. Według parlamentarzystów tej partii, sytuacji w mieście przyjrzy się Leszek Miller. - Będzie niewątpliwie rozmawiał z władzami lokalnego SLD. Będziemy chcieli wysłuchać ich stanowiska i niewątpliwie trzeba skończyć tę patologię - mówi Superstacji Dariusz Joński, rzecznik SLD. Problem w tym, że działacze Sojuszu w sprawie B. są podzieleni. Część twardo opowiada się za jego odwołaniem. Dla Millera sprawa może mieć znaczenie symboliczne, bo przez poprzednią „aferę starachowicką” stracił władzę.
Jest jeszcze inny wątek w tej sprawie. - To na pewno jest luka prawna, bo tworząc prawo nawet nie zakładamy, ze takie sytuacje mogą mieć miejsce. zakładamy zawsze dobrą wolę - mówi Małgorzata Kidawa-Błońska, posłanka PO. Otóż dopiero prawomocny wyrok spowoduje automatyczne pozbawienie B. funkcji. Nieważne, że przyznał się do winy. Biorąc pod uwagę historie innych samorządowców, nie będzie to łatwe. Na przykład burmistrza Helu. Został kilka miesięcy temu skazany na dwa miesiące w zawieszeniu i karę grzywny. Chodziło o nielegalną sprzedaż działki na Helu przy pomocy Beaty Sawickiej. Mówi, że będzie walczył do ostatniej instancji i nie widzi powodów, dla których miałby odejść.
Agent Centralnego Biura Antykorupcyjnego, który doprowadził do jego skazania, a obecny poseł PiS nie wyklucza inicjatywy legislacyjnej wymierzonej w takich samorządowców. – Razem ze świętokrzyskimi parlamentarzystami analizujemy sytuację. Nie wykluczamy projektu ustawy w tej sprawie – mówi Superstacji Tomasz Kaczmarek.