Rok temu Ruch Palikota pokonał Sojusz Lewicy Demokratycznej w kampanii wyborczej dzięki taniej, ale pomysłowej kampanii wyborczej. Było blokowanie wejścia do siedziby SLD skrzynkami z jabłkami, czy słynny taniec Janusza Palikota z Anną Grodzką. Po roku partia przechodzi medialny kryzys. Do tego stopnia, że na ostatnim posiedzeniu klubu parlamentarnego posypały się upomnienia. Przede wszystkim za występy medialne.

REKLAMA
Jak dowiedziała się Superstacja, upomniano trzech posłów - Roberta Biedronia, Andrzeja Rozenka i Piotra Chmielowskiego. Dwóch pierwszych za kabaret, który nagrali na początku miesiąca. Biedroń zagrał księdza, który udzielił ślubu parze gejowskiej. Rzecznik prasowy klubu pił z kolei wódkę z aktorem udającym Władimira Putina. W kabarecie nie zabrakło tekstów antyklerykalnych i drwin z relikwi Jana Pawła II. Jeden z działaczy Ruchu demonstrował, jak uzyskać relikwie z wątróbki.
- To są wewnętrzne sprawy partii, ja takich spraw nie komentuje - tak do swojego ukarania odnosi się Andrzej Rozenek. Bardziej rozmowny jest Robert Biedroń. - Przyjąłem to upomnienie. Do kabaretu trzeba mieć dystans, ale jak się zostaje politykiem, to wielu zapomina o tym, że jest też człowiekiem, że ten dystans powinien dalej obowiązywać. Państwo wiecie, że ja mam dużo dystansu - tłumaczy w rozmowie z Superstacją. Według posła, każdy sposób walki o świeckie państwo jest dobry. Mimo tego, że nie każdy zyskuje aprobatę Ruchu Palikota. - Niektórym być może się nie podobało. O gustach się nie dyskutuje i nie chciałbym naprawdę o tym dyskutować. Są gusta i guściki - mówi.
Upomniany został też rybnicki poseł Piotr Chmielowski. Twierdzi, że przyczyną był wywiad, który udzielił "Dziennikowi Zachodniemu". Wywiad bez autoryzacji. Chmielowski proponował w nim zmianę statutu ugrupowania i powołanie regionalnych szefów partii, tak jak ma to miejsce w PO i PiS.
Ukarany poseł nie rozumie powodów nagany. - Nie mam żalu dla kolegów. Po prostu była rozmowa na ten temat, mieliśmy różne zdania w kilku tematach. Artykuł został opublikowany bez mojej wiedzy i zgody. Zostało to uznane przez kolegów za naruszenie jedności, czy spójności i zostałem ukarany - mówi Superstacji.
Tyle, że posłowie z jego klubu anonimowo przyznają, że przyczyny nagany są poważniejsze. - Sam widziałem e-maile, w których Piotr Chmielowski tłumaczył, że Janusz Palikot nie jest nam już potrzebny. Twierdził, że był przydatny tylko na czas kampanii. To jawne kwestionowanie naszego szefa - mówi jeden z posłów. Prosi o anonimowość. Chmielowski pytany o sprawę e-maili zaprzecza. - Ja nie wysyłałem żadnych maili, a już na pewno nie krytykujących Janusza Palikota. Oczywiście prowadzimy ożywioną korespondencję z kolegami, ale jest to zawsze korespondencja merytoryczna i kulturalna - zastrzega Chmielowski.
Posłowie Ruchu Palikota, z którymi rozmawiałem twierdzą, że nagana to sygnał ostrzegawczy dla posła Chmielowskiego i innych, żeby uważali na wygłaszane opinie. Jeśli takie sytuacje się powtórzą, klub nie wyklucza usunięcia posłów.