Ci, którzy prowadzą lub prowadzili restaurację doskonale wiedzą, co jest największym utrapieniem restauratora w Polsce. Brak produktów - nie, brak inspiracji – nie, pogoda – nie, wymagający goście – nie. Największym utrapieniem polskiego restauratora jest poranek bez kucharza, obrażona kelnerka, pomocnik z „zespołem dnia wczorajszego”. A jeśli już trafi się solidny pracownik to mamy prawdziwy „cud nad Wisłą”, a utrzymanie go w pracy dłużej niż pół roku to kolejny cud, bo najczęściej jest to osoba spoza branży, która w gastronomii zawitała na chwilę szukając w międzyczasie zajęcia w wyuczonym zawodzie. No dobrze, może przesadzam, ale tylko troszeczkę…
1.Powody zmiany pracy: pracodawca nie płacił, bałagan i chaos w restauracji, kłótnie wspólników itd. Po sprawdzeniu referencji okazuje się, że 80% osób, które podało powyższe przyczyny zostało wyrzuconych z pracy za leserstwo lub kradzieże. Uwaga praktyczna! Dla świętego spokoju, w obliczu braku pracowników lepiej nie sprawdzać referencji, bo okażę się, że restaurator sam musi gotować zupę i lepić pierogi.
2.Pracownik restauracji nie przychodzi do pracy i już. Nieliczni, bardziej uczciwi odbierają telefon i tłumaczą: bo dziewczyna go rzuciła, brzuch go boli, dziadek umarł itd., ale 90% uchodźców nie odbiera telefonu przez kolejne 3 dni. Zostawia pracodawcę z przysłowiową „ręką w nocniku”, po czym w dniu wypłaty za ok. 2 tygodnie zjawia się, jak gdyby nigdy nic i już.
3.Kucharz z radości, że dostał podwyżkę upija się do nieprzytomności i nie przychodzi do pracy. Tym razem miał alibi. Zasnął na prawej ręce, z powodu zaniku krążenia w kończynie stracił czucie. Dojście do sprawności zajmuje mu rok.
4.Herbata w butelce po Krupniku na barze.
5.Kucharz rozmawia ze swoją mamą przez telefon: wiesz dzisiaj nie przyniosę jabłek do domu, bo dostawa będzie dopiero jutro.
6.Znika kelnerka, nie przychodzi do pracy, szukamy jej, zastanawiamy, czy zawiadomić policję. Mąż dzwoni z pretensją, gdzie jest jego żona, przecież poszła na firmową imprezę integracyjną (o której nikt nie słyszał). Po dwóch dniach okazuje się, że kobieta uciekła z kochankiem… Po dwóch tygodniach z mężem pod rękę zjawia się po wypłatę.
7.Polędwiczka wieprzowa w śliwkach lub w grzybach leśnych na danie popisowe przed przyjęciem do pracy. Niech żyje kreatywność.
8.Na lunch zaplanowano udko z kurczaka w pomidorach, lunch zaczyna się o 12:00, o 11:45 wchodzisz do kuchni i pytasz kucharza, czy wszystko gotowe. On ze stoickim spokojem w głosie odpowiada: tak, tylko jeszcze kurczak nie dojechał;-)
W tym miejscu stanowczo podkreślam, że nie dotyczy to wszystkich pracowników. Tych porządnych przepraszam, jeśli poczuli się dotknięci, ale przedstawione przeze mnie sytuacje to standardy, z którymi większość restauratorów nauczyło się żyć. Powiem więcej, Ci nieliczni porządni, którzy trafiają się jak ślepej kurze ziarno cierpią wspólnie z pracodawcą w związku z nieodpowiedzialnością swoich kolegów, bo a)nadszarpnięta reputacja zawodu b)podwójna ilość obowiązków, c)ciągle zestresowany i wkurzony pracodawca, który próbuje prowadzić firmę w ciężkich okolicznościach przyrody itd.
I tu kolejne problemy nacierają na biednego restauratora. Choć w tym czasie przybywa kelnerów chętnych do dorywczej pracy, to ubywa kucharzy, bo sezon grillowo-wakacyjny nad morzem i na południu Europy w pełni oznacza masowe migracje.
Miało być tak pięknie, własna knajpka, znajomi, cmoknięcia z zachwytu, a tu trzeba będzie samemu zakasać rękawy i smażyć kotlety, gdzie tu przyjemność z posiadania restauracji, która dla wielu jawi się jako wyzwolenie i nowa jakość życia. Nawet na urlop wyjechać nie można, bo nie dość, że nie ma kiedy, to jeszcze w ulubionym kurorcie przy grillu można spotkać swojego utalentowanego Szefa Kuchni, który miesiąc wcześniej zniknął bez śladu…
……………………………………………………………………………………………..
Bardzo dziękuję za wszystkie dotychczasowe komentarze i proszę o jeszcze. Niezależnie, czy się z nimi zgadzam, czy nie pozwalają spojrzeć na opisywane zagadnienia pod różnym kątem…
