Co łączy restauratora z saperem? Codziennie uczucie nieprzewidywalności, które budzi go. Każdy dzień to wielka niewiadoma, która może przynieść coś szalonego, przerażającego, tragicznego lub dziwnego. To zawód, który gwarantuje mocne przeżycia.

REKLAMA
Restauracja to miejsce o dwóch obliczach. Z jednej strony pachnąca, serdeczna, wypolerowana, uprasowana, chrupka, molekularna, czasem słodka lub „fusion” po prostu interesująca, a od zaplecza gorąca, pieprzna, czasem przypalona i przesolona po prostu prozaiczna. Oba oblicza są pociągające i ekscytujące.
Patrząc na ten biznes już z boku pozostaje dla mnie zagadką, dlaczego tak wiele osób marzy o swojej restauracji, w kraju, gdzie poza szczególnymi okazjami, nie ma tradycji jedzenia poza domem? Jesteś w tym gronie? Aby ułatwić Ci decyzję… prezentuję jeden dzień z życia zaprzyjaźnionej restauratorki.
Wczuj się i zobacz, czy Ci z tym dobrze;-)
Jeden dzień z życia zaprzyjaźnionej restauratorki.
„Gdyby ktoś mi powiedział kilka lat temu, że będę pilnować we własnej restauracji, czy obrusy czyste, czy makaron nie za miękki, czy zupa nie za słona, czy lemoniada nie za słodka, czy dostawca nie przywiózł za mało marchewki popatrzyłabym na niego z politowaniem i pewnością, że zwariował.
A jednak siedzę, pachnie czosnek, gra romantyczna muzyka, spróbowałam dzisiaj 6 dań i ...jestem restauratorką ze wszystkimi konsekwencjami tego stanu.
Jak to się stało? Nie mam pojęcia, diabeł nie śpi i postanowił zmienić moje nudne, spokojne życie w absurd pełen atrakcji i przygód. Stało się. Zastanawiam się, tylko dlaczego nie padło na kwiaciarnie, zakład fryzjerski, albo bank.
Nieeeee - zachciało mi się restauracji.
Jeżeli wydaje się Wam, że można założyć restaurację i po prostu ją poprowadzić w naszym kraju, to jesteście w wielkim błędzie. Najpierw trzeba zostać przemielonym, wymieszanym, zmiksowanym, poszatkowanym przez gastronomiczną rzeczywistość. Potem trzeba się otrzepać i osuszyć i dopiero wystartować na nowo. Wiąże się z tym mnóstwo anegdot, zagadek i absurdów.
Kiedy już stwierdzisz, że wpadłaś lub wpadłeś jak śliwka w kompot, pozostanie Ci zastanowić się, czy dalej chcesz prowadzić biznes siedem dni w tygodniu, 12 godzin na dobę?
Większość restauratorów powie "tak", bo uzależniasz się od adrenaliny, którą daje każdy dzień. Masz dobry humor, jak jest dużo gości, zły humor jak ich nie ma. Padasz na nos wracając po północy codziennie do domu, ale rano biegniesz, jak na skrzydłach otworzyć lokal, bo nie ma nic przyjemniejszego, jak widok krzątających się, gotujących kucharzy i sprzątających, układających obrusy kelnerek, czyli zapach nowej szansy i kolejnych możliwości pobicia rekordowego utargu. Stajesz się uzależniony od tego uczucia, od dreszczyka emocji, od wyczekiwania na gości.
Choć prawie codziennie mam dość, to również prawie codziennie utwierdzam się, że chyba nie dam rady już bez tego żyć. A wszystko zaczęło się od urządzania lokalu. Cztery gołe ściany i ja. Jak z tego zrobić "restaurację w warszawskich warunkach?”
To temat na następną opowieść…