Znakomity pięściarz Dawid Kostecki został zatrzymany przez policję w nocy z wtorku na środę, zaraz po tym, gdy udzielił wywiadu dla Polsatu Sport. 30 czerwca, czyli za 10 dni, Kostecki miał stoczyć w Łodzi „walkę życia” z legendarnym amerykańskim bokserem Royem Jonesem Juniorem. Kostecki ma odsiedzieć wyrok 2,5 lat więzienia za współkierowanie grupą przestępczą czerpiącą korzyści z nierządu.
REKLAMA
Nie negując tego, że Kosecki powinien odpowiedzieć za zło, które kiedyś wyrządził, nie mogę się powstrzymać od wrażenia, że o ile cała sytuacja może i jest zgodna z prawem, to z normalnym tokiem postępowania i ze zdrowym rozsądkiem już raczej nie. Normalna procedura jest taka, że osoby, które w momencie uprawomocnienia się wyroku przebywają na wolności, są po prostu wzywane do odbycia kary, najczęściej w terminie paromiesięcznym. Dopiero jeżeli się nie stawią lub jeżeli istnieje podejrzenie, że chcą się ulotnić, zarządza się zatrzymanie i doprowadzenie do odbycia kary. W przypadku Kosteckiego, który jest osobą publiczną, mającą w perspektywie walkę życia i duże pieniądze, taka ewentualność raczej nie zachodziła.
Mimo to jakiś sędzia, nie bacząc na te okoliczności i fakt, że walkę chce obejrzeć parę milionów osób, wydał nakaz doprowadzenia boksera do zakładu karnego.
Naszemu nadgorliwemu sędziemu chciałbym pokazać przykład amerykańskiego kolegi, który co prawda skazał pięściarza amerykańskiego Floyda Mayweathera, najlepiej zarabiającego sportowca na świecie, za przemoc fizyczną w stosunku do matki swoich dzieci, ale umożliwił mu stoczenie walki z Miguelem Cotto, którą Mayweather zwyciężył 5 maja br., inkasując 45 milionów dolarów. 1 czerwca Mayweather trafił do więzienia, w którym spędzi 3 miesiące.
Amerykańska sędzia, co znamienne – kobieta, w uzasadnieniu powiedziała mniej więcej te słowa: „Nie lubię boksu i zakazałabym walk na pięści, ale nie mogę przejść obojętnie nad faktem, iż Pan Mayweather płaci olbrzymie podatki potrzebne temu krajowi, które jeśli ta walka się nie odbędzie, nie wpłyną do kasy państwa, nie mówiąc o tym, że kilkadziesiąt osób nie znajdzie obiecanego zatrudnienia”.
Chciałbym zapytać rzecznika sądu w Rzeszowie. Czy wasze działania były na pewno przemyślane? A jeżeli tak, to przez kogo?
