
KIKI = KIKAI, czyli co cię nie zabije, to cię wzmocni. Kiki to po japońsku „katastrofa”. Zapisuje się to słowo dwoma znakami oznaczającymi „niebezpieczeństwo” i „maszynę”.
REKLAMA
Ponieważ język japoński jest pełen wieloznaczności, kilka kresek znaku poza „maszyną” oznacza też „moment”. W połączeniu ze słowem kai (zapisywanym znakiem „spotkanie”) kiki daje „szansę” – kikai. Sytuację po trzęsieniu ziemi opisuje się w Japonii właśnie tymi dwoma słowami: kiki powinna przerodzić się w kikai. Ze wszystkiego należy wyciągać wnioski, by nie popełnić tych samych błędów w przyszłości.
A jest co poprawiać. Tuż po katastrofie pojawiły się głosy krytykujące
działania rządu w elektrowni w Fukushimie. Dwa tygodnie po wstrząsach
blisko 60% Japończyków krytykowało opieszałość Tokyo Electric Power
Company (TEPCO), firmy zarządzającej elektrownią, i chaos informacyjny.
Informowano o poziomach radioaktywności przekraczających normy miliony
razy, by wycofać się z tych informacji kilka godzin później. Sięgano po rozmaite
wynalazki, które, gdyby nie powaga sytuacji, wyglądałyby komicznie.
Polewano budynki reaktorów wodą z helikopterów i wozów strażackich,
a nawet zastanawiano się, czy nie przykryć elektrowni syntetyczną tkaniną
mającą zatrzymać promieniowanie.
działania rządu w elektrowni w Fukushimie. Dwa tygodnie po wstrząsach
blisko 60% Japończyków krytykowało opieszałość Tokyo Electric Power
Company (TEPCO), firmy zarządzającej elektrownią, i chaos informacyjny.
Informowano o poziomach radioaktywności przekraczających normy miliony
razy, by wycofać się z tych informacji kilka godzin później. Sięgano po rozmaite
wynalazki, które, gdyby nie powaga sytuacji, wyglądałyby komicznie.
Polewano budynki reaktorów wodą z helikopterów i wozów strażackich,
a nawet zastanawiano się, czy nie przykryć elektrowni syntetyczną tkaniną
mającą zatrzymać promieniowanie.
Najważniejsze, że po kilku tygodniach paradowania w niebieskich kombinezonach rodem z warsztatu samochodowego (sagyougi, dosłownie „odzież robocza” – według polityków ubranie, które pokazuje narodowi, że władza bardziej się stara), politycy włożyli wreszcie garnitury i wrócili do swoich zwykłych ról. Był to znak, że sytuacja w Fukushimie zaczęła się normować. Za każdym razem, gdy trzęsie się mocniej, japońscy naukowcy przypominają o elektrowni atomowej Hamaoka, uznawanej za najniebezpieczniejszą w Japonii. Położony 200 kilometrów na zachód od Tokio zakład zbudowano w najmniej fortunnym miejscu, na styku dwóch dużych płyt tektonicznych.
Został zaprojektowany tak, by wytrzymać trzęsienia ziemi dochodzące do
8,5 stopnia w dziewięciopunktowej skali Richtera, ale Katsuhiko Ishibashi,
profesor z uniwersytetu w Kobe, apeluje o jak najszybsze jego zamknięcie.
Uważa, że nawet znacznie mniejsze wstrząsy mogą spowodować kłopoty.
Został zaprojektowany tak, by wytrzymać trzęsienia ziemi dochodzące do
8,5 stopnia w dziewięciopunktowej skali Richtera, ale Katsuhiko Ishibashi,
profesor z uniwersytetu w Kobe, apeluje o jak najszybsze jego zamknięcie.
Uważa, że nawet znacznie mniejsze wstrząsy mogą spowodować kłopoty.
Jako przykład sejsmolog podaje awarię Kashiwazaki-Kariwy, największej elektrowni atomowej na świecie. Po trzęsieniu o sile zaledwie 6,6 stopni w skali
Richtera, które nawiedziło okolice Niigaty w lipcu 2007 roku, trzeba było ją
zamknąć na dwadzieścia jeden miesięcy. Pomimo mniejszej siły wstrząsów,
przyspieszenie podłoża przekroczyło ponad dwukrotnie bezpieczny dla elektrowni poziom.
Richtera, które nawiedziło okolice Niigaty w lipcu 2007 roku, trzeba było ją
zamknąć na dwadzieścia jeden miesięcy. Pomimo mniejszej siły wstrząsów,
przyspieszenie podłoża przekroczyło ponad dwukrotnie bezpieczny dla elektrowni poziom.
Profesor Ishibashi nazwał elektrownię Hamaoka „terrorystą-
kamikaze”, który może wywołać efekt nuklearnego domina. Mówił o scenariuszu
jak z katastroficznego filmu: wstrząsy, przegrzanie elektrowni czy
nawet rozszczelnienie reaktora, radioaktywne skażenie, ewakuacja milionów
mieszkańców.
kamikaze”, który może wywołać efekt nuklearnego domina. Mówił o scenariuszu
jak z katastroficznego filmu: wstrząsy, przegrzanie elektrowni czy
nawet rozszczelnienie reaktora, radioaktywne skażenie, ewakuacja milionów
mieszkańców.
Coś podobnego do Fukushimy, tyle że na większą skalę.
Genpatsu shinsai, bo tak po japońsku nazywa się teoria profesora
Ishibashiego (dosłownie „energia atomowa” i „katastrofa trzęsienia ziemi”),
powstała 14 lat temu. Przez ten czas naukowiec próbował zmienić standardy
projektowania elektrowni atomowych i oceny ryzyka. Bezskutecznie. Podał
się do dymisji, gdy rządowa komisja odrzuciła jego sprawozdanie. Za winnego
nieprawidłowości w Kashiwazaki profesor uznał TEPCO.
Genpatsu shinsai, bo tak po japońsku nazywa się teoria profesora
Ishibashiego (dosłownie „energia atomowa” i „katastrofa trzęsienia ziemi”),
powstała 14 lat temu. Przez ten czas naukowiec próbował zmienić standardy
projektowania elektrowni atomowych i oceny ryzyka. Bezskutecznie. Podał
się do dymisji, gdy rządowa komisja odrzuciła jego sprawozdanie. Za winnego
nieprawidłowości w Kashiwazaki profesor uznał TEPCO.
Wcześniej, w 2002 roku, okazało się, że to samo TEPCO sfałszowało prawie wszystkie
raporty o stanie bezpieczeństwa 17 elektrowni atomowych. Sprawa wyszła na
jaw tylko dlatego, że nieprawidłowości zgłosił amerykański inżynier pracujący
dla japońskiej spółki.
Kierownictwo TEPCO podało się wtedy do dymisji, a ponieważ nie
dowierzano już żadnym dokumentom dostarczanym przez plączącą się
w zeznaniach firmę, na przełomie lat 2002 i 2003 wyłączono wszystkie jej
reaktory. Łącznie z Fukushimą. Co ciekawe, nie doszło wówczas do przerw
w dostawach energii. TEPCO stanęło na wysokości zadania, zamówiło
dodatkowe dostawy gazu do elektrowni cieplnych i tak pokierowało przepustowością sieci elektrycznej, że mieszkańcy Japonii nie musieli się borykać
z ograniczeniami. Pomogła też łagodniejsza niż zwykle zima.
dowierzano już żadnym dokumentom dostarczanym przez plączącą się
w zeznaniach firmę, na przełomie lat 2002 i 2003 wyłączono wszystkie jej
reaktory. Łącznie z Fukushimą. Co ciekawe, nie doszło wówczas do przerw
w dostawach energii. TEPCO stanęło na wysokości zadania, zamówiło
dodatkowe dostawy gazu do elektrowni cieplnych i tak pokierowało przepustowością sieci elektrycznej, że mieszkańcy Japonii nie musieli się borykać
z ograniczeniami. Pomogła też łagodniejsza niż zwykle zima.
Problemy z zaopatrzeniem w energię, których doświadczało Tokio i jego
okolica po trzęsieniu ziemi w 2011 roku, nie wynikały wyłącznie z unieruchomienia Fukushimy. Sześć uszkodzonych reaktorów Daiichi (czyli elektrowni nr 1) dałoby się zastąpić przez siłownie zasilane węglem i gazem, ale one także ucierpiały. Wiele wymagało gruntownej przebudowy.
okolica po trzęsieniu ziemi w 2011 roku, nie wynikały wyłącznie z unieruchomienia Fukushimy. Sześć uszkodzonych reaktorów Daiichi (czyli elektrowni nr 1) dałoby się zastąpić przez siłownie zasilane węglem i gazem, ale one także ucierpiały. Wiele wymagało gruntownej przebudowy.
Po marcowym kataklizmie w Japonii pojawiły się głosy, że warto w ogóle
zrezygnować z energii atomowej. Argumentowano, że scenariusze pisane
przez naturę zawsze okazywały się gorsze od naukowych symulacji, a w kraju
trudno znaleźć miejsce wolne od trzęsień ziemi. Japonia nie może sobie jednak
pozwolić na całkowite pozbycie się tego źródła energii. Pierwszy powód
to bezpieczeństwo energetyczne – kraj doświadczył w swojej historii embarga
na dostawy ropy i wie, że takiego paliwa może po prostu nagle zabraknąć.
Tymczasem własnych zasobów węgla czy ropy Japonia nie ma. A gaz? Rząd,
toczący z Chinami spór o złoża na Morzu Żółtym, może być spokojny o ten
surowiec tylko w pobliżu Okinawy.
Rafał Tomański "Made in Japan", 2013
