Mieszkając już kilka lat w Polsce przywykłem nieco do zjawiska,które nazywam histerycznym użyciem języka polskiego, kiedy używa się niepotrzebnie wielkich słów, lub nadmiernie dramatyzuje sytuację. Klasycznym dla mnie przykładem takiego zjawiska jest bardzo rozdmuchana historia (histeria??) związana z tak głośnymi już wyborami Miss na SGGW.

REKLAMA
Musze przyznać, że czytając o tym zdumiewa mnie zderzenie tego, co widzę na zdjęciach i dostępnym wideo z konkursu na Miss SGGW, z kilkoma głosami, które między innymi można znaleźć w tekście „Wybory miss SGGW to koniec etosu wyższych uczelni?”
Spójrzmy najpierw na to, co rzeczywiście widać na zdjęciach i filmie. Są tam ujęcia młodych kobiet, w większości przypadków ubranych jak na typowym konkursie Miss Czegośtam!! Na niektórych są one przebrane w gorsety, bardzo „przyzwoite” wysokie majtki, samonośne pończochy względnie podwiązki. Na filmie jest kilka scen, kiedy tak ubrane panie tańczą obok siedzącego na fotelu, chyba nieco skrepowanego sytuacją mężczyzny (a może grał on takiego?) traktując to z pewnym przymrużeniem oka jako dobrą zabawę. Cała relacja, jeśli dobrze się przyjrzeć, pokazuje, że dla uczestników była to właśnie zabawa, której nikt nie traktował zbyt poważnie.
Nie tylko nikt nie biegał tam nago, nikt nie kopulował, nie ocierał się o drugą osobę, ale nawet nie sygnalizował takich działań w sposób, który wykraczałyby poza pewną parodię. Do tego najwyraźniej cała zabawa odbywała się bez tak częstego w Polsce udziału alkoholu, czy narkotyków.
A teraz spójrzmy, jak na ten temat wypowiadają się niektóre osoby.
Kiedy przeczytałem cytat:
„Porno utorowało sobie drogę na uniwersytety i to w szerokim kontekście kulturowym – uważa Mateusz Klinowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego"
- to w pierwszej chwili pomyślałem, że wykładowca z UJ, który w tychże materiałach dopatruje się porno musi być jakimś starszym panem, który nie tylko prawdziwego porno już dawno nie widział, ale być może cierpi już na to, co seksuolodzy między sobą nazywają „syndromem szeleszczących jąder”.
Ku mojemu zdumieniu zapytanie w Google pokazało, że jest to stosunkowo młody człowiek, bloger w naTemat.
Do tego w jego wpisie własnym wyczytałem:
„Pierwszy wybrany w wyborach zdeklarowany konsument narkotyków w Polsce”
Szanowny Panie, czyli Pan nie tylko się narkotyzuje (co jest zazwyczaj próbą zmienienia sobie rzeczywistości – to Pana osobista sprawa dlaczego Pan tego potrzebuje), ale robi to w sposób dający negatywny przykład młodzieży. I z czymś takim krytykuje Pan zabawę młodych ludzi nazywając pornografią ślady erotyzmu w niej występujące???
Pozostawiam to bez komentarza.
Drugi ciekawy cytat to:
„– Jak na to patrzyłam, pomyślałam, że można by zmienić nazwę Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego na Szkołę Główną Gry Wstępnej, chociaż momentami wyglądało to nie na grę wstępna, ale zupełnie zasadniczą – powiedziała Joanna Senyszyn na antenie TVN24”
Przy całym szacunku dla Pani Profesor, jeżeli dla Pani to, co widać na filmie wygląda na grę wstępną, czy wręcz „zasadniczą”, to można odnieść wrażenie, że już dawno nie doświadczyła Pani ani jednego ani drugiego we własnym życiu. Mam z całego serca nadzieję, że jest to wrażenie mylne, w przeciwnym przypadku seksuolodzy mieliby na to też nieoficjalne określenie, od którego użycia elegancko się teraz powstrzymam.
Można by jeszcze wziąć pod lupę kilka innych wypowiedzi, jak też cały drugi tekst o SGGW, który ukazał się w naTemat, ale pora jest późna. Jeśli będą zainteresowani, zawsze można taką analizę napisać.