Z zainteresowaniem zapoznaję się z powstającymi jak grzyby po deszczu publikacjami, próbującymi wyjaśnić fenomen sukcesu ugrupowania Janusza Korwin-Mikkego w wyborach europejskich. O ile różnego rodzaju psychologiczne próby opisu zjawiska trzymają się jeszcze kupy, to próby uzasadniania sukcesu JKM na gruncie uwarunkowań edukacyjnych wywołują gest podrapania się po głowie. Prawda jest dużo prostsza, ale nikt nie chce po nią sięgnąć.
REKLAMA
Najdalej idącą próbę tego typu karkołomnej argumentacji podjął Antoni Michnik na łamach „Dziennika Opinii”. O ile pytanie zadanie przez Michnika w "Dzieciach krula" jest jak najbardziej zasadne, to znaczy – kim powinien być produkt polskiego systemu edukacji – patriotą? inteligentem? katolikiem? polakiem? pracownikiem? dobrym człowiekiem?, to już odpowiedź publicysty wydaje się oderwana od doświadczenia, Michnik twierdzi bowiem, że polski system edukacji cechuje „pogarda dla tego, co publiczne oraz dążenie do segregacji”.
Pierwsze jest nieprawdziwe w sposób doskonały, choć „publiczność” szkoły jest rzeczywiście zafałszowana poprzez indywidualne aspiracje prowadzących poszczególne szkoły. Ponieważ w miażdżącej większości wypadków są to samorządy, to placówki oświatowe na danym terenie realizują ową „publiczność” najczęściej tak, jak wyobraża ją sobie wójt, burmistrz lub prezydent danej gminy (względnie zarząd powiatu dla szkół średnich). Jest to najczęściej zawężona „publiczność” narodowo-religijno-patriotyczna, ale jest.
Nauczyciele z uporem maniaka starają się w tych szkołach tworzyć między dziećmi atmosferę współpracy, ale życie dzieci jest psychologicznie zdominowane przez czynniki o daleko większej sile – naturalną dziecięcą rywalizację (dekonstrukcja nie lubi słowa natura) oraz bezwzględny dyktat rynku, dzieci są bowiem dobrymi konsumentami i w tej konsumpcji ścigają się ze sobą. Żadne programy naprawcze nie zmienią tego stanu rzeczy. Jak czynnik ów miałby wpływać na wzrost notowań JKM wśród młodzieży?
Zapewne jakieś związki istnieją, ale nie takie, jakimi widzi je Michnik. Nie chodzi tu chyba o brak w zakresie wspólnego dobra, ale raczej o istotową niezdolność stosunków gospodarczych do wytwarzania w dzieciach poczucia spokoju i odprężenia. Innymi słowy – to nie szkoła – to kapitalizm w zdegenerowanej formie.
Następnie Michnik wywodzi, że przyczyną sukcesów prawicy JKM może być podział na szkoły publiczne i prywatnie. Już na wstępie przecenia wagę problemu, który dotyczy raczej dużych miast, niż reszty Polski. W wyobrażeniach Michnika uczniowie objęci są morderczą rywalizacją na gruncie odmienności szkół publicznych i prywatnych i (o zgrozo!) rozwiązują testy indywidualnie w dalszym ciągu rywalizując ze sobą (warto dodać, że tak było również w równościowym systemie realnego socjalizmu).
W tym miejscu wpadamy na tyleż wydeptane, co zwodnicze ścieżki. Pozwólmy sobie na garść cytatów z Michnika: „Równość staje się abstrakcją”, „liczy się praca jednostki”, „równość nie jest istotna, natomiast wolność, ech…”, „Skoro sama instytucja szkoły ma charakter autorytarny, bo narzuca szereg obowiązków, to jej antytezą jest sytuacja, w której nie ma żadnych form opresji. Na przykład takich jak podatki. Podstawową wolnością jest wolność indywidualnego wyboru, co dla kogo lepsze – płacenie ZUS-u, składki zdrowotnej czy nie. Moja praca, moje pieniądze – moja sprawa. Podatki to kradzież mojej pracy, z której korzystają nieroby”.
Cytaty z Michnika przywołane są hasłowo w sposób całkowicie nieprzypadkowy. Lewica w Polsce (ale zapewne również na świecie) zarówno w opcji upartyjnionej (SLD, TR), jak i intelektualnej („Krytyka Polityczna”), nie potrafi wyjść poza XIX-wieczne schematy opisywania stosunków społecznych i nadal posługuje się schematem pracownik-pracodawca, nie oglądając się na to, że ten drugi to dziś bardzo często zwykły robotnik traktowany przez prawo, w tym przede wszystkim prawo podatkowe, na równi z korporacyjnym gigantem. Tyle, że gigant może uciec z systemu.
Na tak zwichrowanym pojęciowo gruncie rychło okazuje się, że obrońcą polskiego proletariatu jest dziś Janusz Korwin-Mikke. Jak słusznie w komentarzu pod tekstem Michnika zauważa nasz portalowy kolega Paweł Droździak: Poglądy Korwina nie są zaprzeczeniem idei nowoczesnej lewicy, tylko ich nieuniknioną praktyczną konsekwencją. Jeśli wszystkie wartości są względne, a jednostka sama o sobie może stanowić, konstruując swoją tożsamość we wszelkich możliwych wymiarach i może odrzucać zadania społeczne, jako opresyjne, to nie da się logicznie utrzymać uzasadnienia dla płacenia podatków na rzeczy, których się nie popiera. Korwinista, to konsekwentny postmodernista lewicowy, który sobie uświadomił, ze kiedyś będzie miał własne pieniądze”*.
Jakiekolwiek szkolne sprawdziany, pisane razem lub osobno, jakakolwiek ideologiczna otoczka edukacji na poziomie szkół podstawowych i średnich nie mają z tym nic wspólnego. Młodzi ludzie nie kupują matriksowego kapitalizmu, gdzie wszystko jest scenografią, za którą wszechwładne korporacje finansowe przelewają z pustego w próżne ich potencjalnie zarobione pieniądze. Czują podświadomie, że prawdziwy kapitał, taki który da się ugryźć zębami, już nie istnieje, a z tego, z którego będzie grabić ich państwo, zostaną sfinansowane błędy banksterów i limuzyny niedowartościowanej rzeszy polityków i urzędników. Coraz lepiej zdają sobie sprawę, że podatki i podatki ZUS zarezerwowane są dla małych i średnich, bo tylko z nich można je ściągnąć. Duzi płacą podatki w rajach podatkowych, a podatki Polaków-szaraków nie trafią do "najbardziej potrzebujących" - to pewne i tego naucza Janusz Korwin-Mikke. Czy to jest nieprawda? Dlaczego z tą "nieprawdą" nie chce mierzyć się lewica?
JKM postulując powrót do korzeni kapitalizmu staje się dziś prawdziwą ekonomiczną lewicą. Skoro lewica nie tylko nie potrafi zakrzyknąć – nie płaćmy za błędy banksterów!, to kto ma to zrobić**. Najbardziej zaawansowany genderysta, szczęśliwy homoseksualista czy ktokolwiek inny, musi popukać się w głowę, kiedy przychodzi do zapłacenia tysiąca złotych podatku zwanego składką na ubezpieczenia społeczne. Na cholerę mi związki partnerskie – myśli, skoro i tak wszystko co mam, muszę oddać na finansowanie bankowo-urzędniczej iluzji. W jaki sposób ma realizować "partnerskość", "gender" czy jakąkolwiek inną nowoczesność?
Wszelkie próby oswajania się z sukcesem Nowej Prawicy za pomocą tego typu środków są skazane na porażkę nie tylko intelektualną, ale czysto polityczną i przede wszystkim społeczną. Mogą chwilowo uspokoić skołatane serca lewicy, która walkę o równość ekonomiczną*** rozmieniła na drobne przecenianych kwestii obyczajowych. Dlatego przegrała i możliwe, że będzie przegrywać dalej.
---------------------------
*Mam nadzieję, że PD nie pogniewa się na mnie przywołanie tej krótkiej, acz niezwykle trafnej myśli.
** Piszę o tym również TUTAJ.
*** W czasie kiedy lewica odpuściła walkę o faktyczną równość ekonomiczną, korporacje wywalczyły sobie również formalną nierówność wobec prawa - na ich korzyść naturalnie! Wszystko wróciło do punktu wyjścia.
*Mam nadzieję, że PD nie pogniewa się na mnie przywołanie tej krótkiej, acz niezwykle trafnej myśli.
** Piszę o tym również TUTAJ.
*** W czasie kiedy lewica odpuściła walkę o faktyczną równość ekonomiczną, korporacje wywalczyły sobie również formalną nierówność wobec prawa - na ich korzyść naturalnie! Wszystko wróciło do punktu wyjścia.
