Bardzo nie lubię zamieszczać jednego wpisu po drugim, jednak skala głupstw wypowiadanych po słowach Lecha Wałęsy odnośnie tego, jak widzi miejsce homoseksualistów w życiu publicznym, przekracza zwykłą miarę i wymaga choćby symbolicznej reakcji.

REKLAMA
Przede wszystkim jest co najmniej wątpliwe moralnie wpuszczanie Lecha Wałęsy przez kolejnych dziennikarzy na tego typu miny. Wałęsa jaki jest, każdy widzi. Ma swoje plusy dodatnie i ujemne, ale jest coś niegodnego w tym postępowaniu, nakierowanym przecież nie na to, żeby Wałęsa coś wniósł do dyskusji, ale raczej na to, żeby przez klika tygodni wałkować kolejną niezręczną wypowiedź noblisty, puszczając w międzyczasie reklamy za grubą kasę.
Poważni skądinąd ludzie plotą coś o gettach ławkowych, do tworzenia których rzekomo miał zachęcać Lech Wałęsa, żegnają się z ikoną, ronią łzy i biorą na uspokojenie po straszliwym dysonansie poznawczym (który do tej pory sumiennie ignorowali). Farsa nad farsami. Wałęsa się nie zmieni, a jego świat jest – niestety – światem dinozaurów Ale nawet ten zamknięty stary świat należy, choćby formalnie, uszanować.
Nie po raz pierwszy widać uwiąd poznawczy naszej kultury, dla której jedynym zrozumiałym przekazem jest przekaz literalny. Tę literalność prezentują już nie tylko masy, ale również (nawet w większym stopniu) przedstawiciele tak zwanych opiniotwórczych elit. Skala zjawiska przekracza daleko zwykłą chęć zysku, a jej intensywność wskazuje raczej na pomieszanie braku wiedzy, poczucia dystansu i (w tym konkretnym przypadku) jakże modnej ostatnio pozy polegającej na machinalnym braniu w obronę osób LGTB, którym pełnoprawne miejsce w społeczeństwie po prostu się należy.
Tłumaczenie, że pomiędzy tym, co ktoś plecie, a jego rzeczywistymi dyspozycjami etycznymi i czynami może istnieć duża dysproporcja, mija się z celem, skoro nawet przedstawiciele elit nie potrafią dokonać fundamentalnego zdawałoby się rozróżnienia między motywem, a skutkiem czynu. Na takiej zasadzie zdarzało się, że zdeklarowani antysemici ratowali Żydów podczas drugiej wojny światowej, a innych paraliżował strach.
Nasze motywacje i czyny są czymś daleko bardziej skomplikowanym, niż to się wielu (w tym elitom) wydaje.
I tak dziennikarze, blogerzy i publicyści będą teraz męczyć pojęcie getta ławkowego, bo mają taki schemat poznawczy, że jak słyszą o ostatniej ławie albo murze, to jedynym możliwym połączeniem idei, jakie powstaje w ich sformatowanych umysłach, jest getto ławkowe, które w kontekście mediów można z powodzeniem włożyć do szuflady z „piratami drogowymi, zimą, która zaskoczyła drogowców, pogodą, która nie będzie nas dzisiaj rozpieszczać" i innymi medialnymi odruchami warunkowymi.
Między słowami Wałęsy, a jego czynami zawsze istniała pewna granica, której były prezydent raczej nie przekraczał. Źle się stało dla Wałęsy, nie najlepiej dla Polski. Nie zmienia to faktu, że po latach Wałęsie należy się odrobina szacunku i wytchnienia od wyczulonych moralnie redaktorów i rozgoryczonych obrońców mniejszości, którzy dla sprawy osób LGTB robią wszystko, zaczynając i kończąc na moralnym oburzeniu.
PS Pod naporem czytelników (również pozainternetowym), obstających przy bezwzględnej naganności postępowania Lecha Wałęsy, gdybym mógł coś zaproponować byłemu prezydentowi, to doradzałbym przeproszenie homoseksualistów, czego dobrym symbolem mogłoby być spotkanie z posłem Robertem Biedroniem (co ten ostatni proponuje). Wtedy niewątpliwa porażka i społeczna szkodliwość czynu zamieniłaby się w coś pożytecznego. A czy Wałęsa z tej rady skorzysta, to już zupełnie inna sprawa.