chciałoby się zapytać. Dlaczego wiele milionów ludzi nie czyta Erazma? Dlaczego tylko nieliczni czytają Erazma? Czy przyswojenie norm tak zwanej zewnętrznej ogłady czyni człowieka bardziej łagodnym? Dlaczego normy „etykietalne” nie mogą zastąpić moralnych? Czy Erazm z Rotterdamu był barbarzyńcą, pisząc, że nauki tak pasują do kobiety, jak siodło do wołu*?

REKLAMA
Wszystkie te pytania zadaję sobie po przeczytaniu dzisiejszego felietonu profesor Magdaleny Środy. Niezmiernie mnie cieszy, że pani profesor dostrzega, iż zachowanie Lecha Wałęsy nie za bardzo się poddaje ocenie etycznej, a raczej estetycznej (etykietalnej), martwi mnie jednak ton wykluczenia stosowany wobec „nowych barbarzyńców”.
Nie zgadzam się z jednym. Lech Wałęsa – jeśli już – jest „starym" barbarzyńcą. „Nowy” barbarzyńca kojarzy mi się z kimś zupełnie innym, mianowicie osobnikiem, który otrzymał (owszem) jakieś wykształcenie, dokonał pewnych osiągnięć, ogólnie miewa się dobrze, ignoruje jednak część prawd o otaczającym go świecie. Między innymi tę, że żyje na nim wielu starych barbarzyńców, że człowiek, nie zmienił się aż tak na dobre i że agresja cały czas w nim drzemie - a to, że zakrył ją etykietą, wzmaga jej siłę. Nie ma w nim również zbyt wiele tolerancji wobec starych barbarzyńców i najchętniej (choć nigdy głośno tego nie powie) wysłałby ich na Marsa (na Madagaskarze mogliby się nie pomieścić). Ten (w moim pojęciu) nowy barbarzyńca nie poszukuje dialogu ze starym, a jego wysiłki ograniczają się do tego, żeby staremu wykazać jego głupotę i obskuranctwo**. Takie postępowanie bardzo drażni starych barbarzyńców i pozostają oni z nowymi w stałym konflikcie. Panuje tu bowiem symetria. To co kochają starzy, jest znienawidzone przez nowych i odwrotnie***.
Jest jeszcze wiele innych pytań, na czele z tym, dlaczego młodzież, w każdym razie jej część, nie przyswaja norm etykietalnych. Śmiem twierdzić, że nie przyswaja ich dlatego, że nie czyta Erazma. Ale dlaczego nie czyta Erazma i czy czytanie Erazma na pewno jest bezpieczne? Czy Erazm nie był przypadkiem „starym” barbarzyńcą? Podstawowe pytanie jest jednak takie, czy czytanie Erazma można zastąpić nauką etykiety - innymi słowy, czy etykieta może zastąpić moralność?
PS Argument z Erazma jest argumentem nielojalnym (i w świetle innych poglądów Erazma nie do końca uprawnionym), ale w walce poglądów nie o lojalność przecież idzie.
___________________________________________________________________
*Mówił jeszcze wiele innych rzeczy, których ograniczony normami etykietalnymi nie przytoczę.
**Przeciwieństwem tej postawy jest poseł Robert Biedroń, który - nie po raz pierwszy - wyciąga rękę do inaczej myślących.
**Naturalnie mamy jeszcze innych barbarzyńców – sympatycznych dzikusów, czułych barbarzyńców, literalnych barbarzyńców i zwykłych okrutników, pozostają oni tym razem poza zakresem rozważań.