Zastanawiam się, co czuliby powstańcy warszawscy i mieszkańcy stolicy, gdyby jakiś zły lub dobry duch przeniósł ich z owych sierpniowych dni 1944 r. na powązkowski cmentarz, w chwili kiedy pod pomnikiem Gloria Victis „obchodzi się” kolejną rocznicę powstańczego zrywu. Nie myślę teraz o żyjących weteranach, bohaterach tamtych dni, którzy w coraz mniejszej liczbie zjawiają się pod pomnikiem. Od dobrych kilku lat muszą być bardzo zagubieni.

REKLAMA
Nie myślę też o ideach, patriotyzmach, poświęceniach. Przyczynach, skutkach, ocenach. Mam po prostu przed oczyma taki obraz. Młodych powstańców i mieszkańców Warszawy rozradowanych chwilowym triumfem, patrzących na skonfliktowany, buczący tłum. Czy potrafiliby rozróżnić strony sporu...
A potem myślę o dniu dzisiejszym. O rojeniach tych, którzy uważają się już nie tylko za spadkobierców powstańczej idei, ale za powstańców per se. O pobudzonych młodzieńcach, którzy swoje para-powstańcze uniesienie najchętniej rozładowaliby na wszystkim, co postrzegają jako obce. Myślę o egzaltacjach postępowców, którym wydaje się, że płacenie podatków to coś prawie tak bohaterskiego jak marsz z Visem na Tygrysa.
O publicystach, którzy nie przepuszczają żadnej sierpniowej rocznicy, aby przypomnieć armii umarłych, jak bezsensowne były jej zmagania. Niby widziałem to wszystko wiele razy, a nadal przecieram oczy ze zdziwienia. Obchody tej rocznicy w sposób szczególny sugerują, że nie rozumiemy ani przeszłości, ani teraźniejszości. O przyszłości nie ma nawet co mówić.
Świat jaki znaliśmy, świat końca XX wieku, już się skończył. Nie ma wielkich politycznych idei. Nie ma wizji nowego społeczeństwa. Nie ma nowych nadziei. Demokracja stała się parawanem dla utrwalania społecznych nierówności i zdaje się, że nie chodzi tu jedynie o to, która partia aktualnie ową demokrację sprawuje. Nie chodzi też tylko o Polskę.
Zapewne są jakieś społeczne powody buczenia, ale ich związki z powstaniem są co najmniej dyskusyjne. Poza tym, czy trzeba buczeć nad grobem dwustu tysięcy ludzi? Ich ofiara, jak mi się zdaje, nie ma ze zmaganiami Polaków XXI wieku wiele wspólnego. Przynajmniej nie w takim sensie, w jakim chcieliby to widzieć wszyscy ci, którzy budują swoją tożsamość na cierpieniach Warszawy Anno Domini 1944. Buczenie można od biedy zastąpić transparentem. Szacunek należny poległym może by na tym nie ucierpiał, a prawa demokracji mogłyby się realizować. Niestety często wchodzą one w konflikt z poczuciem estetyki i przyzwoitości.
Nie wiem, czy wiara może być w jakiś sposób rzetelna. Jeżeli tak, to rzetelnie w powstanie można wierzyć tylko na mocy jego wzniosłego absurdu. Zbyt absurdalne, aby mogło być zrozumiane. Zbyt straszne, aby znalazło usprawiedliwienie. Wiara, jak to z wiarą bywa, może być szczera, nieszczera, prawdziwa lub fałszywa. Na pytanie, gdzie w tym wszystkim mieści się buczenie, powinni sobie odpowiedzieć jego orędownicy.