Kolejny „event” medialny, czyli trotyl na smoleńskim samolocie pokazał ile czasu telewizyjnego, radiowego, czasu polityków, w tym Prezydenta, można zmarnować. 1,7 miliona przedsiębiorców w Polsce zapewne za „naszych czasów” nie doczeka się takiego zainteresowania. A wiele spraw ze świata biznesu wymaga uwagi i głębokich zmian.
REKLAMA
W jednym z dzienników czytam, że odwołanie od decyzji UOKiK-u dot. połączenia Empiku i Merlina czeka w sądzie 1,5 roku na wyznaczenie pierwszego terminu. W sprawie DGA, mojej spółki, w sporze o kwotę 5 milionów przez 1,5 roku odbyło się jedno posiedzenie sądu. Z badań firmy prawniczej Deloitte Legal wynika, że w Polsce średnio 276 dni trwa rozpatrywanie spraw gospodarczych przez sądy w I instancji, czyli 9,2 miesiąca, w sądach okręgowych 10,9 miesiąca, w Warszawie ponad 20.
Czy rzeczywiście nasi przedstawiciele w Sejmie, w Senacie, Minister Jarosław Gowin, setki urzędników w Ministerstwie Sprawiedliwości nie potrafią rozwiązać tego problemu? My, przedsiębiorcy z ciekawością przeczytamy artykuł o prawoskrzydłowym drużyny Tuska, przysłuchamy się dyskusji o „in vitro”, podyskutujemy o wybaczeniu Pani Minister narodowego dachu i spełnimy jeszcze wiele życzeń polityków i to wszystko tylko pod jednym warunkiem: Rządzie! Daj nam prowadzić biznes!
Nie rozumiem opisanej wyżej sytuacji w polskich sądach gospodarczych. W żaden sposób nie krytykuję sędziów, lecz winię system. Szukam przyczyny tego zjawiska. Niedostosowana struktura do liczby spraw, czy system sądowniczy zatrzymał się w epoce, gdy królowały przedsiębiorstwa państwowe i spółdzielcze, a prywatny biznes był marginesem? Czy jest to metoda na zniechęcenie przedsiębiorców do korzystania z tej formy rozstrzygania sporów? Czytałem, że jeden z polityków (a może więcej) uważa, że 90 procent spraw rozstrzygnie czas, 5 procent jest nierozstrzygalnych, a na pozostałe 5 procent szkoda czasu. Niestety w przypadku procesów gospodarczych przy takiej filozofii efektem jest często upadłość jednej ze stron.
Problem sprawności sądów gospodarczych wydaje się być bardzo trudny i jest przeszkodą w rozwoju naszych firm. Spraw będzie na pewno coraz więcej, więcej upadłości, które na całe szczęście mają ustawowe rygory i terminy, lecz i tak trwają latami. Problem będzie narastał. Proponuję sanowanie tej sytuacji poprzez przeniesienie wszelkich sporów pomiędzy zamawiającym a wykonawcą /usługodawcą do sądów arbitrażowych przy izbach gospodarczych. Rozstrzyganie spraw w składzie: sędzia zawodowy i dwóch radców prawnych /adwokatów wskazanych przez lokalne organizacje przedsiębiorców i termin na wydanie wyroku - jeden miesiąc. To powinien być standard obowiązujący w państwie, które pretenduje do roli tygrysa gospodarczego Europy.
Czy rzeczywiście nasi przedstawiciele w Sejmie, w Senacie, Minister Jarosław Gowin, setki urzędników w Ministerstwie Sprawiedliwości nie potrafią rozwiązać tego problemu? My, przedsiębiorcy z ciekawością przeczytamy artykuł o prawoskrzydłowym drużyny Tuska, przysłuchamy się dyskusji o „in vitro”, podyskutujemy o wybaczeniu Pani Minister narodowego dachu i spełnimy jeszcze wiele życzeń polityków i to wszystko tylko pod jednym warunkiem: Rządzie! Daj nam prowadzić biznes!
Nie rozumiem opisanej wyżej sytuacji w polskich sądach gospodarczych. W żaden sposób nie krytykuję sędziów, lecz winię system. Szukam przyczyny tego zjawiska. Niedostosowana struktura do liczby spraw, czy system sądowniczy zatrzymał się w epoce, gdy królowały przedsiębiorstwa państwowe i spółdzielcze, a prywatny biznes był marginesem? Czy jest to metoda na zniechęcenie przedsiębiorców do korzystania z tej formy rozstrzygania sporów? Czytałem, że jeden z polityków (a może więcej) uważa, że 90 procent spraw rozstrzygnie czas, 5 procent jest nierozstrzygalnych, a na pozostałe 5 procent szkoda czasu. Niestety w przypadku procesów gospodarczych przy takiej filozofii efektem jest często upadłość jednej ze stron.
Problem sprawności sądów gospodarczych wydaje się być bardzo trudny i jest przeszkodą w rozwoju naszych firm. Spraw będzie na pewno coraz więcej, więcej upadłości, które na całe szczęście mają ustawowe rygory i terminy, lecz i tak trwają latami. Problem będzie narastał. Proponuję sanowanie tej sytuacji poprzez przeniesienie wszelkich sporów pomiędzy zamawiającym a wykonawcą /usługodawcą do sądów arbitrażowych przy izbach gospodarczych. Rozstrzyganie spraw w składzie: sędzia zawodowy i dwóch radców prawnych /adwokatów wskazanych przez lokalne organizacje przedsiębiorców i termin na wydanie wyroku - jeden miesiąc. To powinien być standard obowiązujący w państwie, które pretenduje do roli tygrysa gospodarczego Europy.
Na zakończenie usprawiedliwienie tytułu. Mam świadomość, że w natłoku medialnych informacji, sensacji z różnorodnych źródeł, trudno przebić się z postulatami przedsiębiorców, którzy są w piątej kategorii zainteresowania mediów. Stąd tytuł zawiera postulat do Ministra Jarosława Gowina.
