Jestem pod wrażeniem, jak wielu ludzi zajętych jest obrzucaniem się obelgami w różnej formie. Ich dziesiątki tysięcy udało się w krótkim czasie wyprowadzić na ulice i to w okresie przedświątecznym? Alle Achtung! – jak powiedzieliby Niemcy. Polak, jak chce, to potrafi. Tylko z Trybunałem Konstytucyjnym jakoś nikt nie może sobie poradzić, jakby komu zależało na podjudzaniu sporu?
REKLAMA
Jako „emigrant polityczny 2.0” nie boję się utraty wolności przez Polskę, bo od Okrągłego Stołu wiem, że od dawien dawna wolna nie była i nie jest. Rządzą nią wynaturzeni klerycy, nie tylko molestujący nasze dzieci, ale i maltretujący mózgi zmanipulowanego ludu i jego rzekomych przedstawicieli, co zresztą nie jest zjawiskiem jedynie polskim.
Mnie ogarnia raczej niepokój na pojawiającą się wizję zamkniętych granic i tzw. Europy dwóch prędkości, czyli powrotu do podziału sprzed 26 lat na Europę Zachód i Wschód, czego pomimo wszystko Polakom nie życzę. Jakby nie było, to ofiary wciąż tego samego systemu, w którym panuje brak polityki dla 80% ludzi na ulicy, a zawsze wygrywa polityka sprzyjająca bogatym i tym u steru władzy.
Teraz „Polska wyszła na ulice” – jak to chętnie jest opisywane – i chce bronić bądź Trybunału Konstytucyjnego, bądź rozprawiania się z nim, więc pytam obydwie strony barykady i wszystkich wkręconych w owe manifestacje: a dlaczego ta „wychodząca na ulicę Polska” musi tracić energię na konstrukt, który tak, czy owak jest absolutnie polityczny, bo obsadzany sędziami poszczególnych partii? Czy to nie musi być tak, że trybunał ma być apolityczny i stać na straży tych paru artykułów, zawartych w małej książeczce, w której mowa o naszej godności, równości, naszych prawach i obowiązkach? Jak to możliwe, że kilkunastu wykształconych panów miesiącami, czasami latami nie mogą podjąć decyzji, czy coś jest konstytucyjne, czy nie?
Dlaczego nie rozwiązujemy problemu szybko i sprawnie nowymi wyborami wszystkich sędziów tej kontrowersyjnej placówki, nie obsadzimy go ludźmi bezpartyjnymi i dlaczego mają to być tylko sędziowie, a nie również matki, ojcowie i społeczniacy, skoro ci pierwsi nie wyrabiają się z rozstrzyganiem?
To, czy coś pasuje do ustroju pro-obywatelskiego nie może być rozpatrywane miesiącami czy latami. Przysłowiowy Kowalski w ciągu kilku minut wie, czy coś jest pro-obywatel, czy kontra-obywatel, dlaczego więc 15 wielkich głów nie może wszystkich wniosków rozpatrzać faktycznie z dnia na dzień? Przecież z marszu powinni wiedzieć, czy coś jest, czy nie jest konstytucyjne, nieprawdaż?
A co do sporów, chętnie zacytuję komentarz p. Marcina Wrzoska, na jaki natknąłem się dzisiaj pod wypowiedzią p. senatora Kutza:
/.../ Problem polega na tym, że Ci najważniejsi politycy rozgrywają boje które powinny się już zakończyć 20 lat wcześniej!!! Ukształtowani są przez myślenie "komunistyczno-okrągłostołowe", w jednej i drugiej stronie jest masa resentymentu, prywatnych rozgrywek, żalu za lata 70, 80, 90... Kto jak walczył z komuną, kto się z nią układał, kto nie, kto ile siedział, kto zdradził ideały solidarnościowe, kto jest postkomuchem itd. Mnie jako 30 - latka te spory po prostu wkur... Jesteśmy pokoleniem, które chce godnie żyć, bogacić się, spełniać marzenia w normalnym, europejskim kraju zwanym Polską. Z jej odrębną kulturą, z jej wartościami, wybierając co się komu żywnie podoba z innych kultur i je dowolnie implementując. /.../
