www.shutterstock.com/

Jarosław Gowin wystosował do partyjnych koleżanek i kolegów list otwarty, w którym krytykując działania matczynej Platformy mocno napiętnował wzrost zatrudnienia w administracji publicznej. Nie napisał tylko jednego: w PO coraz głośniej mówi się, że strategia wzrostu zatrudnienia budżetówki jest obliczona tylko i wyłącznie na zwiększenie elektoratu: każdy nowo zatrudniony urzędnik to potencjalny głos wyborczy jego i członków jego rodziny na Platformę.

REKLAMA
Gowin w swoim liście napisał: "w mojej ocenie porażki i zaniechania nie są przypadkowe. To efekt pewnej filozofii politycznej. Pamiętacie hasło jednej z naszych kampanii: „Nie róbmy polityki. Budujmy drogi”? (…) Niestety, wszyscy widzimy, że sytuacja wyraźnie się pogarsza. Tempo wzrostu gospodarczego maleje. Szybko rośnie bezrobocie. Ponieśliśmy szereg dotkliwych porażek w różnego rodzaju wyborach lokalnych. Nasze koleżanki i koledzy alarmują, że coraz częściej działania samorządowców Platformy i aparatu partyjnego w regionach zaczyna cechować buta, partyjniactwo i budzące wątpliwości moralne korzystanie z przywilejów władzy. W efekcie tego wszystkiego nasze notowania spadają, a w naszych szeregach pojawia się zaniepokojenie. (…) Mimo licznych zapowiedzi nie udało nam się ograniczyć zatrudnienia w administracji publicznej. Co gorsze, zatrudniliśmy tysiące nowych urzędników. Tymczasem w 2007 roku proponowaliśmy, żeby połączyć ZUS z urzędami skarbowymi po to, żeby ograniczyć i uczynić tańszą biurokrację związaną z poborem podatków i danin publicznych. Dlaczego odeszliśmy od tego dobrego pomysłu? Przecież właśnie ograniczanie biurokracji przyniosłoby znaczące oszczędności w budżecie państwa".
Liczba osób pracujących w administracji publicznej według ostatnich zestawień GUS wzrosła w roku 2012 stosunku do roku poprzedniego o blisko 7 tysięcy osób. Najwięcej urzędników przybyło w samorządach gminnych i miastach. Tym samym obecnie mamy 443,1 tys. urzędników (bez pracowników ubezpieczeń społecznych i obrony narodowej). W 2012 roku koszty zatrudnienia w sferze publicznej wyniosły 154 miliardy złotych. Składają się na nią wynagrodzenia urzędników, nauczycieli, lekarzy, policjantów plus dodatkowe świadczenia takie jak nagrody, premie czy dopłaty mieszkaniowe. Miesięczne wynagrodzenie w budżetówce w 2012 roku wyniosło 3852 złotych brutto i było o 130 złotych wyższe niż w sektorze prywatnym. W porównaniu do 2011 roku średnie zarobki w budżetówce wzrosły o 4,1% z czego płace pracowników urzędów wzrosły w 2012 roku o 1,6 do 4263 złotych.
Paweł Poncyliusz (PJN) we wczorajszej dyskusji z Andrzejem Halickim (PO) w TVN24 zarzucił wprost Platformie, że otrzymanie jakiejkolwiek pracy w sferze budżetowej w regionach bez legitymacji partyjnej PO jest niemożliwe. To potwierdzenie ostatnio coraz częściej powtarzanej tezy, że jednostki samorządów terytorialnych kontrolowane przez działaczy PO stosują szerokie nabory do pracy tylko i wyłącznie według partyjnego klucza. Siedem tysięcy nowych biurokratów ma mieć świadomość, że ich los zależy od centralnych wyborów. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że to co najmniej tyle rozproszonych po całej Polsce dodatkowych głosów. Na PO. Niewiele? Jeżeli dodamy do tej liczby żony, mężów, rodziców i pełnoletnie dzieci uzyskamy ich kilkadziesiąt tysięcy. To może ratować w jakiś sposób coraz bardziej rozpaczliwą sytuację Platformy, której poparcie - nie tylko sondażowe - wyraźnie spada.
Jeżeli Jarosław Gowin ma na ten temat wiedzę to jego list jest jedynie przygrywką. Kolejne etapy zabiegania o rząd platformianych dusz w trójkącie Tusk-Gowin-Schetyna zapowiadają się krwawo. Jeńców nie będzie. Tak centralnie jak w regionach.