http://hdliving.com

TOPtrendy kilka dni temu otworzyło sezon na telewizyjne wydarzenia muzyczne. Zwrot "festiwale" byłby nadużyciem - większość z tego co widzimy i co zobaczymy to bardziej festyny i festyniarstwo niż koncerty na wysokim poziomie.

REKLAMA
Polskie festiwale są jak polskie drogi - niewiele wśród nich jest tych o europejskim standardzie, większość tego co doświadczamy w najlepszym wypadku jest połatana muzykopodobną kleistą substancją. Najwięcej jest niestety tych dziurawych i nie do użytku - próba jakiejkolwiek interakcji grozi uszkodzeniem zawieszenia ucha.
Festiwal telewizyjny rządzi się swoimi prawami. Kilka lat temu dałem się zaprosić na wspomniane TOPtrendy. Jadąc do Sopotu zadzwoniłem z samochodu do dyrektora tego wydarzenia i szczerze pogratulowałem, że pogoda się poprawiła (przez kilka ostatnich dni nieustannie padało). Zamiast radości w głosie usłyszałem: Wiesz Artur, to nie tak, ja się martwię, że nie pada, bo jak jest ładnie to ludzie w piątki i soboty wieczorem robią grilla, a nie siedzą przed telewizorem. To bije w słupki oglądalności, a to z kolei w cennik reklamowy w kolejnym roku. Festiwali telewizyjnych nie robi się dla tych kilku tysięcy w miejscu wydarzenia, ale dla widowni przed telewizorem.
Trudno się nie zgodzić z logiką producenta telewizyjnych widowisk. Jeszcze trudniej jednak zgodzić się z tym co owe widowiska serwują. Zastanawia mnie kto i jakie badania przeprowadził lub dlaczego uważa, że statystyczny Polak jest półidiotą, który nie potrafi obejść się bez kabaretowej papki wypływającej z każdej międzymuzycznej dziury.
Jakiś czas temu zorganizowałem konferencję poświęconą stykowi polskiego szołbiznesu i prawa - Show ME Conference. Eksperci wraz z dziennikarzami i przedstawicielami rynku muzyczno-eventowego dyskutowali na najważniejsze dla nich tematy. Pamiętam panel dyskusyjny z prezydentami miast i wypowiedź Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, który przyznał, że darmowe koncerty realizowane za publiczne pieniądze bywają standardowym narzędziem we własnych kampaniach wyborczych. Jedną z bardziej ekscytujących dyskusji przeprowadzili eksperci prawa podatkowego (!), którzy nie mogli się zgodzić czy owe darmowe koncerty nie łamią przypadkiem owego prawa, wszak wiele osób odnosi niekwestionowaną i nieopodatkowaną korzyść własną z udziału w takim wydarzeniu. Darmowych koncertów każdego roku daje się w Polsce kilka tysięcy, biorą w nich udział łącznie miliony obywateli - być może to kolejny obszar, którym zainteresuje się Minister Rostowski..?
Na szczęście są Orange Warsaw Festival, Audioriver, Open'er, Sunrise Festival, Off Festival, Przystanek Woodstock. To autostrady. Szerokie, europejskie. Trzymają poziom, bo … nie są telewizyjne. Nie chcą podobać się wszystkim czyli tak naprawdę nikomu. Na nich artysta ma się podobać widowni. Świadomej, zadeklarowanej, a nie tej, która akurat jest przed telewizorem, bo pada i nie można siedzieć przy piwie i grillu. Na tych festiwalach liczy się widz i artysta. Ten Widz i ten Artysta.
Czy można na festiwalach robić biznes? Polski rynek koncertów i festiwali w naszym kraju jest szacowany na blisko miliard złotych. To już niezły tort do podzielnia. Eksperci twierdzą, że nie jesteśmy jeszcze rynkiem nasyconym, zatem jest miejsce na nowe wydarzenia. Będąc trzydziestoośmio milionowym dość zamożnym krajem, wydajemy się atrakcyjni dla światowych artystów. Coraz częściej Polska staje się obowiązkowym punktem na mapie tras największych gwiazd. W dobie popularyzacji muzyki przez nowe media koncerty i festiwale ewoluują - tym niemniej plotki o ich bliskim końcu są mocno przesadzone. Dobre koncerty i dobre festiwale będą zawsze miały stałe grono odbiorców. Paradoksalnie cyfrowe udogodnienia podkręcają chęć obcowania z artystą na żywo. To tak samo jak z aparatami w telefonach - nie zabiły sprzedaży tych klasycznych, wręcz ją podniosły, bo ludzie przekonali się, że robienie zdjęć jest świetną zabawą. Ostatnie duże wydarzenie - koncert Beyonce, które jak mało jakie muzyczne wydarzenie ostatnich lat tak zelektryzowało polską publiczność i zapełniło największy obiekt widowiskowy w naszym kraju po dach jest tego też najlepszym przykładem.
Wierzę, że przyszłość w naturalny sposób będzie rozwijała się w kierunku jakości, choć pewno cały czas dookoła takich wydarzeń jak Orange Warsaw Festival czy Open'er orbitować będą różne Mrągowa i inne kicz-festwiale. Wierzę, że świat staje się z dnia na dzień coraz bardziej inteligentny i kiedyś - może wkrótce - znajdzie się w polskiej telewizji, ktoś kto uzna, że są gusta inne niż jej lub jego własne.