Jest 4 kwietnia 2020 roku. Siedzę na kanapie i patrzę na las, w którym spędzałam codziennie po dobrych, kilka godzin wytapiając pot z ciała. Czytam mnóstwo artykułów o tym, jak koronawirus panoszy się po świecie i bierze górę nad wszystkim. Zamknął nas wszystkich w czterech ścianach i nie raczy nawet powiedzieć, kiedy nas wypuści. Powstało mnóstwo teorii skąd się wziął -nietoperz, wąż, czy może został specjalnie wyhodowany i wypuszczony, aby nas strzelić po mordzie?

REKLAMA
Może to kara boska? Myślę, że najbardziej prawdopodobną teorią jest spisek natury przeciwko ludzkości. Przecież to ona najwięcej w tej chwili zyskuje, co mnie niezmiernie cieszy. Są w tym całym burdelu także inne plusy, o których musimy pamiętać. Nie zmienia to faktu, że siedzimy na tyłku. Moje wszystkie plany związane z 2020 rokiem „spaliły na panewce”. Po prostu. Nikt nie lubi sytuacji, w której nie wie jak ma dalej postępować, aby ponieść jak najmniejsze straty. Tym bardziej, że włożył ogrom pracy, aby znaleźć się w tym miejscu, w którym się właśnie zatrzymał.

Nienawidzę Cię wirusie. Zniweczyłeś mi wszystkie plany.
Mam silną nogę! Gdybym mogła kopnęłabym cię w tyłek, abyś przepadł. Wygoniłeś mnie z obozu treningowego, zamknąłeś w czterech ścianach na dwa tygodnie. Co chcesz jeszcze? Igrzyska? Proszę, bierz. Zamknąłeś wszystkie stadiony, ścieżki, lasy. Dzięki, że nie odciąłeś prądu ani nie zamknąłeś okien. O! Łaskawy… Tylko proszę cię o jedno. Zostaw ludzi, nie zabieraj życia.
Budzik dzwoni codziennie o 8:30. Pierwsza myśl – po co wstawać, przecież i tak nic się nie dzieje. Co 8 minut drzemka i tak do 11:00. „Skandal! Jak można spać 10 godzin każdej nocy”. Tak. To mówię sobie wstając zrezygnowana, ale i wyspana (kolejny plus kwarantanny). Śniadanie – jak z najlepszej knajpy. Pieczywo i ciasta własnego wypieku. Obiady i kolacje również zasługują na pochwałę. Co tu dużo mówić – kwarantanna pozytywnie wpływa na poprawę moich zdolności kulinarnych.
logo

Bieżnio! Ratujesz mi tyłek. Jakże się cieszę, że jesteś. Kiedyś Cię nie lubiłam, dziś jesteś moją przyjaciółką.Salon stał się moim stadionem, siłownią, kinem oraz miejscem wypoczynku i relaksu. Wszystko w jednym, w czterech ścianach: sztanga pod kanapą, krążki 5kg pod stołem, piłka gimnastyczna na fotelu, mata pod szafą. Idąc w nocy do ubikacji potykam się o roller. Sportowiec w czasach zarazy- voilà!
Mieszkanie „wylizane”, okna umyte. Zapewne teraz patrzysz na powyższe zdjęcie i mówisz „widzę smugi!” -Starałam się… No dobrze, co teraz? Trening zrobiony, lodówka pełna jedzenia, to może czas na kolejny sezon „Domu z papieru”?Staram się od pewnego czasu maksymalnie ograniczyć czytanie wiadomości ze świata. Pozwala mi to oczyścić głowę i odsunąć myśli od tego jednego tematu, który jest przytłaczający… Jest tak wiele niepewności, nie wiemy kiedy ten koszmar się skończy. Czy odbędą się w tym roku jakiekolwiek zawody?
logo
Motywacja wisi na włosku… Dlatego wszelkie techniki relaksacji, budowania motywacji, radzenia sobie ze stresem są na szczycie piramidy moich potrzeb. Mówią, że Mistrzostwa Europy w sierpniu się ostaną. Nawet jeśli zostaną przesunięte na wrzesień będą najważniejszą imprezą lekkoatletyczną tego roku. Ta myśl oraz fakt, że nie chcę stracić tej roboty, którą wykonałam, pozwala mi zachować ciągłość dalszej pracy treningowej. W końcu to rok olimpijski…, to znaczy miał być. Okazał się „koronaolimpijski”.
Staram się wpuszczać do swojego codziennego życia jak najwięcej światła. Nie mogę dopuścić, aby wkradł się cień. Tam czyhają źli doradcy.Nie mogę doczekać się dnia, kiedy wyjdę z przyjaciółmi na kolację do restauracji. Nie mogę doczekać się momentu, kiedy z grupą biegaczy wyjdę na wspólny trening do lasu. Nie mogę doczekać się chwili, kiedy wszyscy powiemy „spier**** wirusie”!
Życzę spokoju, pozytywnych dni oraz cierpliwości. Jest w tej chwili bardzo potrzebna.