Janusz Korwin-Mikke to nie darwinista. To człowiek, który znakomicie by się odnalazł w latach 30. ubiegłego wieku...
REKLAMA
Sprawa jest tak naprawdę dość błaha, niewarta szerokiej dyskusji, ponieważ dotyczy człowieka z marginesu. Politycznego, społecznego, teraz również moralnego – Janusza Korwin-Mikkego, dziś firmującego byt polityczny, już raczej wirtualny, Kongres Nowej Prawicy – a może inaczej, ponieważ nazw tej formacji jest kilka.
Pieszczoch internetu i wiecznie młodych, żeby nie napisać – infantylnych – zwolenników, był łaskaw na swoim blogu napisać kilka zdań dotyczących osób niepełnosprawnych, w kontekście właśnie odbywających się w Londynie Igrzysk Olimpijskich dla osób z różnego rodzaju schorzeniami i ułomnościami. Korwin-Mikke napisał na swoim blogu, a następnie wielokrotnie powtórzył, że ze względów estetycznych, a także – uwaga! – ludzkich oglądanie i kibicowanie rywalizacji osób niepełnosprawnych jest czymś nienormalnym, gdyż ludzie normalni (według jego kwalifikacji) chcą tylko oglądać osoby zdrowe, sprawne i szczęśliwe z życia. Według tego pana, chcącego uchodzić jeszcze za konserwatywnego liberała, (…)””Jeśli chcemy, by ludzkość się rozwijała, w telewizji powinniśmy oglądać ludzi zdrowych, pięknych, silnych, uczciwych, mądrych, a nie zboczeńców, morderców, słabeuszy, nieudaczników, kiepskich, idiotów i inwalidów, niestety”.
Mądrości w tym stylu ze strony polityka aspirującego do rządu dusz polskiej prawicy było więcej, co, wywołało powszechne oburzenie. Od lewa, do prawa, co ciekawe, poza polskim Kościołem katolickim, który w związku z wypowiedziami Korwin-Mikkego nie zajął stanowiska. Może nie zauważył, a może zastanawia się nad tym, jakie stanowisko zająć.
Polacy na IO osób niepełnosprawnych osiągnęli znakomite wyniki, przekraczając nie tylko rekordy, ale przede wszystkim ograniczenia, słabości i własne bariery. Ich wysiłek i ich potwierdzony akces do pełnego życia społecznego był gremialne w Londynie oklaskiwany. Pełne trybuny, transmisje telewizyjne (niestety, nie w Polsce…), hołdy na ulicach, wprost uwielbienie. Ludzie w pełni władz umysłowych i zdrowi na ciele chcieli oglądać ludzi niepełnosprawnych. Bo, krótko mówiąc, rozwój ludzkości mierzony jest nie tylko rozwojem ekonomicznym i technologicznym, ale również stosunkiem do innego człowieka, w tym słabszego, także niepełnosprawnego.
Janusz Korwin-Mikke został wczoraj zaproszony do wieczornego programu Tomasza Lisa w telewizji publicznej. Tym razem nie był to program publicystyczny, lecz program mający na celu obnażenie ułomności intelektualnej Korwin-Mikkego, poprzez dobór osób, materiałów video, cytatów. Nie było to trudne – w zderzeniu z Jasiem Melą, żużlowcem Krzysztofem Cegielskim, a także relacjami z Londynu i odbiorem IO osób niepełnosprawnych przez media – Korwin-Mikke stał na pozycji przegranej. Musiał stać, ponieważ jego poglądy i postrzeganie świata wokół nie ma nic wspólnego z konserwatyzmem, liberalizmem, ba – nawet faszyzmem, ruchem wspólnot społecznych. To co reprezentuje w swoich poglądach Korwin-Mikke wobec dużej części społeczeństwa, osób niepełnosprawnych, to nic innego jak biologiczny rasizm, charakterystyczny dla narodowego socjalizmu. Janusz Korwin-Mikke mógłby sobie spokojnie podać rękę z Alfredem Rosenbergiem i porozmawiać z nim o czystości rasowej…
Korwin-Mikke jest przedstawiany teraz jako “darwinista”. Jednak słuchając go, widać wyraźnie, że daleko mu do Herberta Spencera, a bliżej do… no, cóż, nie będziemy dalej ciągnąć, mądrzy domyślą się do kogo…
Nasz wątpliwy bohater ostatnich dni uchodzi za człowieka mądrego, inteligentnego, światłego. Znawca pięciu języków, brydżysta, erudyta, twórca wielu teorii i pomysłów ekonomicznych. I jednocześnie, co pokazały ostatnie dni, człowiek ułomny. Bo brak empatii, co ujawnił i potwierdza z każdym otwarciem ust, jest świadectwem braku inteligencji emocjonalnej, społecznej. Może więc powinniśmy mu współczuć? Może, ale na pewno tym, których ten intelektualny pajac mamił przez tyle lat swojej wątpliwej kariery…
Azrael
