Pomysł marszu i “policzenia” się PiS i Radia Maryja miał swój potencjał. Został on jednak zniweczony. Triumwirat partii politycznej, lewackiego tak naprawdę dziś związku zawodowego i biznesmena medialnego, nie jest autentyczny i nie rokuje nadziei.

REKLAMA
Muszę przyznać, że mam dość poważny problem z oceną wczorajszego marszu i wiecu warszawskiego, pod hasłem – przez niektórych ocenianego jako proste nawiązanie do faszyzmu – “Obudź się Polsko”.
Nie wiem do końca, czy wiec i przemarsz przez Warszawę dotyczył Radia Maryja i jego miejsca na multipleksie, postulatów “Solidarności” i interesów pracowniczych, czy jakości demokracji w Polsce. Odbył się w Warszawie, był transmitowany dość obficie przez media – nie tylko Tadeusza Rydzyka. Nie bardzo rozumiem, czy był on w obronie demokracji, czy może jednak jako sprzeciw wobec praw parlamentarnej demokracji, która już 6 razy w ciągu ostatnich pięciu lat nie pozwoliła Prawu i Sprawiedliwości powrócić do władzy. Podskórnie wyczułem jednak, że wczorajszy event polityczny tak naprawdę był sprzeciwem wobec społeczeństwa (jego większości), która nie pozwoliła Jarosławowi Kaczyńskiemu na powrót do władzy, ograniczyła rozpasanie związków zawodowych i pokazała, że radiowo-telewizyjny koncern Tadeusza Rydzyka, mający 2% widzów i słuchaczy, musi poczekać na swoje miejsce w ładzie medialnym.
Pewnym sygnałem o co tak naprawdę chodzi, były dwa niewinne słowa Tadeusza Rydzyka – te o “premierze pozaparlamentarnym”, który ma być ujawniony na dniach przez Prawo i Sprawiedliwość. To wyraźny znak dany przez Jarosława Kaczyńskiego, że porządek i prawidła demokracji swoją drogą, ale “kargulowe” hasło “Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie” jest wiecznie żywe. To nic innego jak lekceważenie prawa – ale przede wszystkim demokracji.
Kilka dni temu PiS i osobiście Jarosław Kaczyński kreowali się na poważną opozycję polityczną, zatroskaną o sprawy ekonomii i obywateli. Temu miała służyć debata ekonomiczna w PAN-ie na Krakowskim Przedmieściu. Kilka dni później widzimy inną twarz Kaczyńskiego – ulicznego trybuna stojącego w jednym szeregu z polityczno-biznesowym księdzem i działającym w jego imieniu. To, co Kaczyński pokazał debatą ekonomiczną, zniszczył wiecem ulicznym. Idąc w jednym szeregu z Tadeuszem Rydzykiem, godząc się na ostrą retorykę – tak naprawdę zniszczył to, co zbudował kilka dni temu. I dał argumenty zwolennikom PO i Donalda Tuska, że powrót PiS do władzy to destabilizacja życia społecznego.

Kaczyński po raz kolejny dał się omamić Tadeuszowi Rydzykowi. W tym ponad 100-tysięcznym tłumie więcej było zwolenników redemptorysty i twardych, skrajnych zwolenników Radia Maryja i Telewizji Trwam, niż zwolenników samego PiS-u. Idąc obok Tadeusza Rydzyka, Kaczyński znów odepchnął od siebie wyborców umiarkowanych, ale niezadowolonych z rządów PO i Donalda Tuska. Tak naprawdę wczorajsza impreza Platformie Obywatelskiej wiele nie zaszkodziła. Wzmocniła Tadeusza Rydzyka – także w relacjach z wieloma niechętnymi mu hierarchami Kościoła katolickiego – nie wzmocniła PiS-u. Kaczyński został wykorzystany jako lobbysta toruńskiego biznesmena.
Można oczywiście traktować wczorajszy marsz jako grę polityczną, a tłumy na warszawskich ulicach jako reprezentantów opozycji. Tak to było przedstawiane. Tylko, że tak naprawdę wczorajszy marsz budował siłę rządzącej Platformy Obywatelskiej, pokazał wręcz, że za tym wielkim tłumem, poza populistycznymi hasłami Jarosława Kaczyńskiego i Piotra Dudy jest tylko brak siły. Silni związkowcy potrafią zatrzymać produkcje i wyprowadzić na ulice miliony – “Solidarność” i Duda są już tylko cieniami prawdziwych związkowców. Silna opozycja wygrywa wybory – PiS i Jarosław Kaczyński od wielu już lat i wielu wyborów są permanentnymi przegranymi.
Nie wiemy jak się rozwinie sytuacja ekonomiczna i stan polskiej gospodarki, mierzony dla pracobiorców poziomem bezrobocia. Polska od roku 2008, kiedy kryzys się rozpoczął, jest w niezłej sytuacji, nie tylko na tle innych państw europejskich. To jest czas nieprzerwanych rządów PO i Donalda Tuska. Nie osłabiły go widoczne również wydarzenia smoleńskie. Nie udało się Prawu i Sprawiedliwości, pomimo błędów, jakie zrobiono w sprawie wyjaśnienia okoliczności katastrofy i pochówku tragicznie zmarłych, wmówić społeczeństwu, że to Donald Tusk jest winny katastrofie smoleńskiej, może nawet zdradzie.
Pomysł marszu i “policzenia” się opozycji miał swój potencjał. Został on jednak zniweczony. Triumwirat partii politycznej, lewackiego tak naprawdę dziś związku zawodowego i biznesmena medialnego, nie jest autentyczny i nie rokuje nadziei. W skrajnych warunkach ekonomicznych mógłby przywrócić Kaczyńskiego do władzy. Ale tylko na krótko, a poza tym – nie należy się takich warunków spodziewać.
Azrael
--------------