Wywiad, jakiego udzielił Jarosław Kaczyński "Gazecie Polskiej" to nie kuriozum. To coś tak mentalnie żenującego, co można usłyszeć tylko od megalomana i frustrata.
REKLAMA
Jestem w takim wieku, że okres stanu wojennego pamiętam doskonale. Pamiętam też opinie na jego temat tych, którzy go popierali, tych, których dotknął, na miesiące, czasem na lata i także tych, którzy poczuli się złamani życiowo i którym odebrano chęć działania. Tych było najwięcej, więcej niż takich, którzy jednak po 13 grudnia 1981 roku nie zaniechali działalności opozycyjnej wobec władzy Wojciecha Jaruzelskiego.
Do dziś, kiedy mijają 31 lata od zaostrzenia stanu władzy komunistycznej, trwają dyskusje, czym był stan wojenny, co zmienił w życiu ludzi, opozycji, „Solidarności”. Lech Wałęsa został złapany, zatrzymany w Arłamowie, po roku wypuszczony i poddany stałemu nadzorowi. I był dalej symbolem nie tylko związku, ale również zmian pomiędzy sierpniem 1980 roku i dniem rozpoczęcia stanu wojennego. Wygranym symbolem, czego dowodem jest rok 1989 i oddanie władzy przez Wojciecha Jaruzelskiego i PZPR.
Tym bohaterem – wówczas i dziś – nie jest Jarosław Kaczyński. I to go boli, mocno boli. I choć jutro, 13 grudnia, Kaczyński stanie na czele politycznego marszu pamięci stanu wojennego, to i tak będziemy pamiętać, jaką rolę wówczas odgrywał – czyli żadnej. I to go boli, być może trochę słusznie, ale na tle zachowań ludzi „S” dziś, jego postawa i słowa są drastycznie żenujące…
Kaczyński w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” powiedział:
„Wieczorem mnie wypuścili i było to dla mnie bardzo niemiłym zaskoczeniem. Nie ukrywam, że nieprzyjemnym, bo przecież działałem cały czas. Uważałem zresztą, że jestem w sytuacji dużo gorszej niż internowani „
Jest to tak małostkowe, puste i po prostu podłe, że aż trudno z tym polemizować. Na przeciwko tych słów są postawy, historie takich ludzi, jak Frasyniuk, Bujak, Borusewicz i setki, tysiące internowanych i tych, którzy się ukrywali, uciekali, działali. Kaczyński też działał, nie można mu tego odebrać, ale dzisiejsze jego słowa w wywiadzie są tak małostkowe i infantylne…:
Jest to tak małostkowe, puste i po prostu podłe, że aż trudno z tym polemizować. Na przeciwko tych słów są postawy, historie takich ludzi, jak Frasyniuk, Bujak, Borusewicz i setki, tysiące internowanych i tych, którzy się ukrywali, uciekali, działali. Kaczyński też działał, nie można mu tego odebrać, ale dzisiejsze jego słowa w wywiadzie są tak małostkowe i infantylne…:
„Nie słyszałem natomiast, żeby Donald Tusk był później w stoczni wśród tych, którzy protestowali przeciw wprowadzeniu stanu wojennego, ani żeby był wśród tych, którzy uciekli przed internowaniem i przeszli do podziemia, tak jak Bogdan Borusewicz”
Ta wypowiedź jest nie tylko kuriozalna. To przejaw megalomanii, intelektualnej pustki. Na szczęście i politycy, i większość tych, którzy tamte czasy świadomie przeżyli pamiętają, jakie były kulisy i tło tamtych wydarzeń. Za to Kaczyński doskonale pamięta swoje czyny i zasługi. Inni ich nie znają, ale to mu nie przeszkadza. To coś, z czego był znany wielki Benito Mussolini… I dlatego tak dokładnie w wywiadzie Kaczyński tak doskonale przypomina sobie swe zasługi z pierwszych dni stanu wojennego. I dlatego też mówi, jak było mu źle, gorzej, niż tym zatrzymany, internowanym, odwiezionym do więzień…
Wywiad, jakiego udzielił Kaczyński to nie kuriozum. To coś tak mentalnie żenującego, co można usłyszeć tylko od megalomana i frustrata. Mam nadzieję, że zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości, mający trzeźwość ocen i jasne spojrzenie na polską historię, to zrozumieją…
Azrael
