Porażka rządu Donalda Tuska z ustawą o związkach partnerskich może mieć poważne skutki - dla Platformy Obywatelskiej, ale również dla premiera.
REKLAMA
Rząd Platformy Obywatelskiej jest rządem autorskim Donalda Tuska, podobnie jak poprzedni. Rekomendując na stanowisko ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina, wziął za to odpowiedzialność. Dziś ten polityk jest dla niego, według wielu obserwatorów, największym zagrożeniem i niebezpieczeństwem jego rządów. I premier musi ten problem znów sam rozwiązać.
To, że Jarosław Gowin nie powinien zostać ministrem sprawiedliwości, było wiadome już po stu dniach działalności rządu. Brak mu kompetencji w zasadach funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, sądownictwa i prokuratury. Inny działacz prawny, prokurator generalny, Andrzej Seremet jest dla niego cichym koalicjantem. Ma to znaczenie w rożnych sprawach prawnych, ale również politycznych. Po roku widać wyraźnie, o czym dały znać ostanie obrady Sejmu, że minister Gowin już zbudował własne zaplecze polityczne w Platformie Politycznej. Nie jest to może czterdziestu sześciu posłów, którzy głosowali przy projekcie legalizującym związki partnerskie, ale ich liczba w przypadku wyjścia Gowina z rządu – i partii – może zabrać PO większość parlamentarną.
Jednak podstawowym problemem dla premiera jest to, że Jarosława Gowina dziś stał się faktycznie opozycją rządową. Niemalże otwarte poparcie jakiego mu udzielają politycy PiS-u, Solidarnej Polski, ale także miejscami lewicy, to nic innego, jak ciche zapraszanie go do rokoszu politycznego. Już dawno mówiło się, że za Gowinem stoi jakieś “stronnictwo”. To już nie jest tylko medialna, salonowa groźna – to dziś jest realny problem dla premiera – i dla rządu. Już wiele miesięcy temu jeden z polityków koalicji rządowej wprost powiedział – „Jarosław Gowin, znajdując poparcie w PiS, uniemożliwia premierowi własną dymisję”. I od dawna czuć niezwerbalizowany pomysł powołania nowej formacji politycznej, konserwatywnej, z nową nadzieją – Jarosławem Gowinem.
Sejm kilka dni temu odrzucił wszystkie trzy projekty poselskie legalizujące związki partnerskie i 46 posłów Platformy Obywatelskiej głosowało jak sobie tego życzył Jarosław Gowin. Poseł i niegdyś bliski przyjaciel premiera, Grzegorz Schetyna, powiedział mediom, że politycy PO mieli dowolność w głosowaniu, ale wydaje się to raczej tylko przysłoną polityczną porażki.
Jarosław Gowin tłumaczył, na sejmowej mównicy, że tego wymagał między innymi art. 18. Konstytucji RP, interpretując to na mównicy sejmowej jako artykuł nie do pogodzenia z legalizacją związków partnerskich. To był mocno naciągany argument, ponieważ ten artykuł nie jest zakazem pewnych działań i nowego prawa uchwalonego przez parlament. I nie zamyka dalszej debaty publicznej. Donald Tusk natychmiast na to odpowiedział – „Jarosław Gowin wygłosił swoją osobistą opinię, nie rządu”. W polityce brytyjskiej po takim oświadczeniu członek rządu prawdopodobnie sam by złożył premierowi swoją dymisję. W polskiej – premier Donald Tusk ma następny poważny problem, ponieważ wypowiedzi Gowina można odczytywać jako polityczne działania wobec premiera.
Jeżeli minister sprawiedliwości nie zostanie odwołany z rządu – a ocena jego pracy jest bardzo słaba, więc są ku temu powody – a grupa parlamentarna PO nie zostanie znów skonsolidowana, rządowi, premierowi i całej jego partii grozi, że przygotowywane przez PiS konstruktywne votum nieufności wobec rządu PO – PSL ma szansę powodzenia. Ze względu na obecną sytuację partii premiera, jak również działania nowego wicepremiera Janusza Piechocińskiego, szefa „obrotowego” PSL-u. Dziś nie wiemy, jakie stanowisko zajmie PSL – ale wiemy, że premier na jego politykę na bardzo ograniczony wpływ. Należy również pamiętać, że dla PO nie jest rozwiązaniem koalicja z Ruchem Palikota i lewicą Leszka Millera.
Dziś jednak widać wyraźnie, że porażka Donalda Tuska z ustawą o związkach partnerskich może mieć poważne skutki. Dla Platformy Obywatelskiej, ale również dla niego. W krytycznej sytuacji może być to nawet koniec jego działalności politycznej…
Azrael
