Bardziej innowacyjnej gospodarki chcą w Polsce niemal wszyscy niezależnie od poglądów. Coraz głośniejsza krytyka spada za zagraniczne inwestycje w postaci montowni gotowych produktów, bez działów zajmujących się badaniami i rozwojem. Niewiele jednak jest głosów mówiących o tym, co przyciąga innowacyjne inwestycje, bo wbrew pozorom decydującym czynnikiem nie są odpisy podatkowe ani pomoc publiczna. Najważniejsze są wykształcone kadry, tych nie można z dnia na dzień przenieść do „tańszego” kraju ani „szybko wyprodukować”.
REKLAMA
Kiedy w 2009 roku na dobre ruszał program nazwany popularnie „kierunkami zamawianymi” tylko optymiści wiedzieli, że zakończy się takimi sukcesami. Dziś już mało, kto pamięta, że fascynujące skądinąd pedagogika, europeistyka czy politologia wybierane zbyt masowo powodowały olbrzymie kłopoty w znalezieniu pracy dla absolwentów. Z politechnik płynęły sygnały, że nawet laureaci olimpiad z przedmiotów ścisłych pod wpływem mody wybierają kierunki humanistyczne…
Dziś to już przeszłość. Uczniowie coraz częściej wybierają rozszerzoną matematykę na maturze, aby podjąć studia na kierunkach technicznych i ścisłych. Najpopularniejsze wśród maturzystów są budownictwo i informatyka i jakkolwiek byśmy nie interpretowali obecnych problemów koncernów budowlanych czy deweloperów, to z całą pewnością nie oznaczają one końca ani zaniku budownictwa, bo te w ostatecznym rozrachunku budownictwo będzie się rozwijać niezależnie od koniunktury danego okresu. Podobnie jak biotechnologia, mechatronika czy robotyka, choćby, dlatego, że w tych kierunkach rozwija się gospodarka światowa i nadrabiająca coraz szybciej dystans nasza rodzima gospodarka będzie potrzebować specjalistów z tych dziedzin coraz intensywniej. Zakres kierunków zamawianych potwierdził się w rezultatach badania, jakie w 2012 r. przeprowadzono dla określenia obszarów kształcenia istotnych dla Strategii Europa 2020.
Są także wartości, które trudno jest ująć w wykresach i statystykach. Przecież „kierunki zamawiane” to nie tylko więcej absolwentów kierunków matematycznych, technicznych i przyrodniczych. To przede wszystkim poprawa jakości ich kształcenia. Uczelnie wygrywające kolejne konkursy dostawały znaczne środki na dodatkowe staże, wykłady wybitnych praktyków i zajęcia uzupełniające dla studentów, a wysokie stypendia mobilizują maturzystów umożliwiając podjęcie studiów niezamożnej młodzieży z obszarów oddalonych od dużych centrów akademickich.
Na twarde dane o zatrudnialności absolwentów „kierunków zamawianych” musimy jeszcze poczekać, pierwszy rocznik w ubiegłym roku dopiero zakończył I poziom studiów i większość posiadaczy „zamawianych dyplomów” zdecydowała się na kontynuowanie edukacji na studiach magisterskich. Jednak pierwsze sygnały są obiecujące: blisko 82 proc. z nich znalazło zatrudnienie. Na uniwersytecie warszawskim ze 144 absolwentów 130 już pracuje, nawet w mniejszych ośrodkach jak Bielsko-Biała po tamtejszej Akademii Techniczno-Humanistycznej na 21 absolwentów zatrudnienie już znalazło 17 osób. Biorąc pod uwagę ogólnoeuropejski problem bezrobocia ludzi młodych, jest to naprawdę zachęcający do dalszej działalności przykład…
Program „kierunków zamawianych” związany jest z obecną perspektywą finansową UE i jako taki musi być rozliczony do 2015 roku. Jednak nie oznacza to końca tego projektu.
Po pierwsze obecni maturzyści mają możliwość podjęcia studiów na 11 uczelniach, które nadal prowadzą nabór na kierunki zamawiane.
Po drugie, kierunki ścisłe i techniczne rozwijać się będą wraz z rozwojem szkolnictwa zawodowego zgodnie z nowelizacją prawa o szkolnictwie wyższym.
Po trzecie, 9 MNiSW wraz z NCBiR przed uruchomieniem kierunków zamawianych w następnej perspektywie finansowej dokładnie zbada zapotrzebowanie rynku pracy na absolwentów tych kierunków. Wyniki tego badania posłużą do odpowiedniego zweryfikowania listy kierunków zamawianych, tak, aby nadal dostosowywać strukturę kształcenia do potrzeb pracodawców i w ten sposób aktywnie wpływać na ograniczenie bezrobocia wśród absolwentów.
