Dla każdego niezależnie i niepokornie myślącego człowieka oczywistą oczywistością jest, że 13 grudnia 1981 Donald Tusk wprowadził stan wojenny i że należy przeciwko temu stanowczo zaprotestować. Nikogo też nie może zmylić zapowiadana liczba uczestników, ledwie 10000 - ktoś po prostu zgubił jedno zero. A może nawet dwa zera.
REKLAMA
Rzeczą zupełnie niebywałą jest natomiast fakt, że Tusk ten stan wojenny przez 31 lat zapomniał odwołać. Po drodze, dla zmylenia przeciwnika, Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego obaliła komunę, wprowadziła Polskę do NATO i Unii Europejskiej, tylko po to być może, żeby utrzymać się przy władzy. Albo po to, żeby można było, wśród wielu innych rzeczy, wzywać do ustąpienia Tuska za to, że tego stanu wojennego nie odwołał.
Chociaż należy się zastanowić, czy Tusk w ogóle ma prawo coś takiego zrobić. Jedyną osobą bowiem, która ma moralną legitymację do odwoływania w Polsce czegokolwiek, jest tylko Jarosław Kaczyński. Oczywiście oczywiste jest więc, że Kaczyński stanu wojennego nie odwoła, no chyba, że sam go wcześniej wprowadzi.
Na razie udała mu się jedna rzecz - jego wyobraźnia zaczęła wygrywać z ludzką pamięcią, tą niezależną i niepokorną naturalnie. Teraz pozostaje już tylko tę fikcję zalegalizować.
Chociaż należy się zastanowić, czy Tusk w ogóle ma prawo coś takiego zrobić. Jedyną osobą bowiem, która ma moralną legitymację do odwoływania w Polsce czegokolwiek, jest tylko Jarosław Kaczyński. Oczywiście oczywiste jest więc, że Kaczyński stanu wojennego nie odwoła, no chyba, że sam go wcześniej wprowadzi.
Na razie udała mu się jedna rzecz - jego wyobraźnia zaczęła wygrywać z ludzką pamięcią, tą niezależną i niepokorną naturalnie. Teraz pozostaje już tylko tę fikcję zalegalizować.
