Mam z tym problem. Tym samochodem jechali moi koledzy. Ale gdy czytam większość komentarzy, scyzoryk mi się w kieszeni otwiera. Sprawa tylko z pozoru jest prosta, jak większość spraw dotyczących wypadków drogowych.

REKLAMA
"Morderca", "dożywocie mu" itd. Nagle wszyscy internauci stali się aniołkami, ściśle przestrzegającymi ograniczeń prędkości. Czy trzy lata więzienia (jeśli wyrok utrzyma się w niewątpliwej apelacji) za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym to dużo, czy mało?
Przepisy jasno określają odpowiedzialność, i moim zdaniem sąd dobrze je zinterpretował. Bo naruszenie przepisów z całą pewnością było umyślne - kierowca dobrze znał ulicę, którą jechał, miał pełną świadomość, że przekracza dozwoloną prędkość. Wiedział, musiał wiedzieć, że nawierzchnia jest w kiepskim stanie.
Ale przecież nie miał zamiaru się rozbić... nikt nigdy takiego zamiaru nie ma.
Dlatego śmierć pasażera została spowodowana nieumyślnie, i sąd musiał ten fakt wziąć pod uwagę.
Nieodpowiedzialność, bezmyślność, zwykła głupota. Najczęstsze przyczyny wypadków.
A jeżeli nie daj Boże wypadek ma ktoś znany opinii publicznej, z sieci zaczyna wylewać się nienawiść równa głupocie sprawcy. Kompletnie nie potrafię zrozumieć dlaczego, choć nikogo nie zamierzam bronić ani usprawiedliwiać.
Nie można jednak porównywać wypadku z zabójstwem. Nie można żądać drakońskich kar dla sprawców. No chyba, że samemu jest się ideałem. A na polskich drogach ideałów nie ma. Każdy ma coś na sumieniu, każdemu w każdej chwili może się coś zdarzyć. Widziałem w życiu kilkaset wypadków, na tym polegała moja praca. W 99,9% z nich zawiódł człowiek. Gdyby pomyślał, przewidział, nic by się nie stało.
Dlatego proponuję wszystkim hejterom, domagającym się dla Maćka co najmniej dożywocia, żeby przypomnieli sobie, jak wyglądała ich dzisiejsza droga do pracy. Czy ani razu nie przelecieli na żółtym? Czy zawsze zatrzymywali się przed skrętem w prawo na zielonej strzałce? Czy zawsze zachowywali bezpieczną odległość?
I proponuję pomyśleć, jak niewiele w tych sytuacjach ich samych dzieliło od spowodowania wypadku. I jak sami by się potem czuli, czytając komentarze domagające się dla nich dożywocia.