Dziś lewica jest jak prawica przeszło dwadzieścia lat temu. Podzielona, skłócona i niewybieralna jak prawicowy plankton pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Dlatego może czekać ją to, co prawicę w 1993 roku.
REKLAMA
Lewica jest poturbowana, skłócona, rozdrobniona. Dwie lewicowe koalicje (SLD-UP i Europa Plus Twój Ruch) zostały poobijane w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Łącznie zyskały w tych wyborach 13 procent poparcia. Lewica jest w skonfliktowana, choć konflikt ten jest głównie napędzany osobistą niechęcią jej liderów. Lewica jest podzielona. Wskutek klęski wyborczej rozpadła się koalicja Europa plus. Ryszard Kalisz zapowiada budowę swojej partii na bazie stowarzyszenia Dom Wszystkich Polska. Szeregi Zielonych zasiliła Anna Grodzka, pozostając jednak w klubie parlamentarnym Twojego Ruchu. SLD opuściła właśnie europosłanka Lidia Geringer de Oedenberg, która od lat raczej była obok niż „w” Sojuszu. A jest jeszcze całe mnóstwo środowisk feministycznych, równościowych, wolnościowych, liberalnych, antyrasistowskich, które są skupione wokół stowarzyszeń, inicjatyw lokalnych i samorządowych, czasopism.
Jak żyw przypomina to polską prawicę pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Spodziewać się więc można, że dla lewicy może ziścić się analogiczny scenariusz wyborczy jak w 1993 roku, kiedy to prawie cała prawica zyskała status opozycji pozaparlamentarnej. W tej chwili lewica jest bowiem wręcz niewybieralna (Polacy nie są skłonni głosować na przegranych), a już na pewno nie ma szans na sprawowanie władzy.
Nie jest tak, że postępowo-lewicowego wyborcy jest w Polsce kilkanaście procent. Ten wyborca albo zostaje w domu, albo – w ciągłym strachu przed prawicowym oszołomstwem – wybiera konserwatywną, ale umiarkowaną, Platformę Obywatelską. Lewicowy elektorat Platformy ujawnił się choćby w wyborach do Parlamentu Europejskiego udzielając poparcia np. Danucie Hubner, Dariuszowi Rosatiemu i Agnieszce Kozłowskiej-Rajewicz, a odprawiając z kwitkiem konserwatystów Michała Kamińskiego i Jacka Rostowskiego. Wyborca lewicowy to dla partii ciężki orzech do zgryzienia, bo jest to wyborca myślący i zmienny. Nie jest – jak to lubią sobie wmawiać co bardziej skrajni prawicowcy – „worek skórno-mięśniowy”, czy bezrefleksyjny leming. Lewicowiec jest indywidualistą, nie lubi „mentalnego” tłumu i ciasnoty umysłów, łatwo go zrazić. Wymaga dużo i łatwo porzuca. O takiego trudnego wyborcę walczy nowoczesna i postępowa lewica. Zadanie to trudne. Dlatego łatwiej jej będzie razem.
SLD i TR mogą się zwalczać dalej. Inni - po tej stronie "mocy" - mogą wybrzydzać lub dzielić. Trawestując lewicowego klasyka można powiedzieć: „Lewico! Nie idź tą drogą!” Albo: „Januszu Palikocie! I Leszku Millerze! Nie idźcie tą drogą!”.Zarząd Krajowy SLD podjął uchwałę o „daleko posuniętej współpracy” z Twoim Ruchem, Palikot i Miller mają się w tym tygodniu spotkać w „atmosferze wzajemnego zrozumienia”, Sojusz i Ruch razem będą głosować w Sejmie w sprawie afery taśmowej, być może wysuną wspólnego kandydata na premiera przy konstruktywnym wotum nieufności. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale zobaczymy czy Panowie są w stanie przezwyciężyć zaszłości i dojść do porozumienia. Ileż przecież można trwać w uścisku prawicowego duopolu?
