
Zaledwie 10 medali (w tym tylko 2 złote) przywiezionych z Londynu przez Polską reprezentację liczącą 217 sportowców, to chyba kiepski wynik. Niektórzy upatrują się problemu w braku optymizmu, co wydaje mi się bardzo dziwne. Zwłaszcza, że przed Igrzyskami mówiono o niespełna 20 pewnych medalach, a realne szanse liczono w graniach grubo ponad 20. Igrzyska, tak samo jak Mistrzostwa Europy w piłce nożnej pokazały nam miejsce w szeregu.
REKLAMA
Nasza kadra narodowa na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie znalazła się w gronie jednych z najliczniejszych. Niestety 10 medali zdobytych po raz trzeci z rzędu pokazało, że możemy wysyłać tyle sportowców ile chcemy, ale wynik i tak będzie mierny. Kazachstan (13 medali, 115 osób w kadrze) i Ukraina (20 medali!, 236 osób), to tylko niektóre z nacji, które poradziły sobie od nas znacznie lepiej mimo teoretycznie gorszych warunków do rozwoju sportu i nie tylko.
Przed imprezowe spekulacje wszelakich ekspertów i znawców sportu w mediach, naładowane sporą dawką optymistycznych prognoz sprawiły, że społeczeństwo także zaczęło wierzyć w świetny występ naszych sportowców. Agnieszka Radwańska i siatkarze już byli stawiani na piedestale, tak samo jak później mieli stawać na podium. Broń Boże nie na innym niż najwyższym. Wszyscy popadli w hurraoptymizm, który po raz kolejny okazał się zgubny. Nasza tenisistka zdążyła zagrać aż jeden mecz. Grała tak, że równie dobrze mogła nie wyjść na kort. Zresztą ja osobiście nie spodziewałem się od niej medalu. Natomiast byłem pewien złota siatkarzy, chyba jak spora większość... Teraz chylęgłowę przed nielicznymi, którzy mówili mi "zobaczysz, że oni nic nie wygrają".
Oczywiście nie tylko ci sportowcy nas zawiedli. Ogromnym rozczarowaniem był również występ Marcina Dołęgi, który miał "wydźwigać" sobie medal. Fatalny występ w Londynie zaliczyła również nasza florecistka Sylwia Gruchała. Jak sama mówiła w jednym z wywiadów przed Igrzyskami - wierzyła w medal i była pewna, że ją na to stać. Spore nadzieje pokładano też m. in. w Mateuszu Kusznierewiczu i Dominiku Życkim oraz w wielu innych.
Na dzień dzisiejszy pewne jest jedno. W naszym sporcie coś nie gra. Pewną patologią są na pewno związki sportowe, na czele z PZPN, których władze czasem większą wagę przykładają do stanu własnych kont (nie zawsze bankowych) niż wyników sportowych. Czy da się z tym wygrać? Walczyć zawsze można, ale myślę, że ciężko będzie naprawić te zepsute instytucje. Kolejna priorytetowa sprawa to szkolnictwo, które jest na kiepskim poziomie albo go nie ma w ogóle. Wielkich sportowców trzeba kształtować od małego, a często kiepsko wykwalifikowani trenerzy nie zauważają prawdziwych talentów. Na przykład w piłce nożnej często nie starają się wyłapywać pojedynczych "skarbów", bo najbardziej liczy się dla nich niewiele warta na tym etapie rywalizacja między drużynowa. A cel? Może podniesienie ego?
Teraz po słabych Mistrzostwach Europy w piłce nożnej, a także nie najlepszych Igrzyskach jest idealny czas aby surowo spojrzeć na stan Polskiego sportu. Zdaje się, że zrobiła już to nasza ministra Joanna Mucha, która powołała specjalny zespół i będzie razem z nim wdrażać programy naprawcze na wzór Wielkiej Brytanii. Na koniec dodam, że gospodarze Igrzysk zdobyli aż 65 medali.
