"Nie mogę biegać, bo nie mam butów, sprzętu, zegarka, iPoda...". Ile razy ja to słyszałam! "Nie mogę zacząć tego projektu, bo potrzebuję nowy komputer, oprogramowanie, pamięć zewnętrzną, prawnika...". I sama nie wiem, co jeszcze.
REKLAMA
Czytam właśnie książkę "Rework" Jasona Frieda i Davida Heinemeiera Hanssona, która trafiła na listę bestsellerów New York Timesa. Jest w niej rozdział o tym, że ludzie coraz częściej mają obsesję na punkcie gadżetów, zapominając do czego tak naprawdę były im potrzebne. Golfiści-amatorzy kupują super drogie kije. A przecież liczy się przede wszystkim swing, nie kij. "Dajcie Tigerowi Woodsowi tani sprzęt, a i tak was zniszczy" - piszą autorzy. I radzą: "Korzystaj z tego, co masz albo tego, co możesz tanio zdobyć. I działaj. To nie sprzęt ma znaczenie, ale jak najlepsza gra na sprzęcie, który już masz. Muzyka jest w Twoich palcach".
Na wyspie Rhodos w miejscowości Prasonisi instruktorzy surfingu zbudowali sobie siłownię. Z tego, co mieli: kawałków desek, lin, metalowych rurek. I ćwiczą. Dla nich ta siłownia jest więcej warta niż karnet do gymu w pięciogwiazdkowym, modnym hotelu, gdzie wypada bywać. Można? Można.
Patrzę, jak ćwiczą i się uśmiecham. Do siebie też: właśnie skończyłam poranny trening. Bez wymówek, że gorąco, zmęczenie, że przecież wakacje, a na dodatek tu można biegać tylko pod górę. Jakby tego było mało - zapomniałam zegarka biegowego. Radocha po treningu zrekompensowała wszystko. No i jeszcze perspektywa, że zaraz wskakuję do wody!
