O autorze
Trener. Od kilku lat zakochany w bieganiu. Zabiegany, dosłownie i w przenośni. Nie lubi o sobie mówić, bo się wstydzi, nie wstydzi się tylko wtedy, kiedy biega.

www.TrenerBiegania.pl

Mateusz Jasiński: Gdy widzę szczupłych ludzi, jest mi ich żal

Z tytułu artykułu Pana Majaka wynika, że żal jest mu osób, które są otyłe. Mnie z kolei jest żal osób, które są szczupłe, dlatego pozwoliłem sobie skomentować cały artykuł Pana Majaka.



Tekst linkaSam nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Gdy idę po mieście i widzę osobę otyłą, to odczuwam współczucie.

Współczucie to bardzo dobra emocja, ale niestety nie zmieni tego świata na lepsze. Nie sama otyłość jest tutaj problemem, ale jej przyczyna. O przyczynach otyłości można pisać książki, ale większość z nich wynika z "głowy". Każdy z nas ma problemy. Każdy z nas radzi sobie z problemami na swój własny sposób. Halina przynosi problemy z domu do pracy i wyżywa się na współpracownikach, Janusz wyrzuca skumulowany stres grając w tenisa, a Witek pójdzie na kebab i przeje problem. Tylko pomyśl... Pełny żołądek, cieplutko w brzuszku, jedna z podstawowych funkcji fizjologicznych zaspokojona. To może w kimę? Oczywiście! Jutro będzie nowy dzień, a teraz jest mi tak dobrze, że mam gdzieś swój problem. Pójdę spać i na chwilę zapomnę. Brzmi znajomo? Ten sam schemat rozgrywa się w domach milionów Polaków co piątek. Piątek, imprezy początek. W końcu po całym tygodniu tyrania, mogę zalać łeb i na chwilę zapomnieć o rzeczywistości. Nie radzę sobie ze swoim życiem! Mam długi, kłócę się z żoną, jestem nieudacznikiem. Moje życie to dno, dlatego lubię pić do dna. Przynajmniej na chwilę zapominam, jak nisko upadłem.


Dla psa, który całe życie żyje w kojcu, nie istnieje nic poza granicami kojca. Tak samo jest z osobami otyłymi, które w większości przypadków nie zdają sobie sprawy z targedii sytuacji, w której się znajdują. Niestety prawdą jest, że większość osób otyłych prędzej czy później dostaje mocny policzek od rzeczywistości w postaci choroby czy innego paskudztwa. Dopiero wtedy następuje moment przebudzenia. To samo dzieje się z osobami szczupłymi, które być może nie mają problemów z masą ciała, ale przez brak ruchu i zdrowego, odżywczego jedzenia wyglądają od środka równie paskudnie. Bieda zagląda do oczu i siłą rzeczy człowiek musi się skonfrontować ze swoimi słabościami. A otyłość nie jest słabością. To tylko konsekwencja. Słabością jest ucieczka od siebie i swoich problemów. Mało kto potrafi kontrolować swoje emocje. Mamy słabą psychikę, która zagania nas w kozi róg. Dziś w szkołach nie wydobywa się z nas tego co najlepsze, w szkole nie uczy się nas życia. W szkole uczy się nas tysiąca niepotrzebnych rzeczy, które zupełnie nie przydają się w dorosłym życiu. Wcale nie dziwi mnie fakt, że wiele osób zapija, przepala lub przejada swoje problemy. Nie każdy ma tak silną psychikę, by nie sięgać od razu po kielona gdy życie nie sprzyja.

Patrzę na nich jak na osoby, które mają poważny problem ze swoim życiem. Nie z wagą, a z całym życiem. Nie potrafię zrozumieć tego, dlaczego zdrowy człowiek mógłby sobie pozwolić na taki wygląd, a właściwie styl życia. Staram się to akceptować, bo to ich wybór i ich życie, ale zrozumieć nie potrafię. Pomaga mi w tym jedno. Sam byłem kiedyś grubasem.


Dlaczego zapisałem się do programu PZU Biegaj na zdrowie? Nie dlatego, aby przebiec maraton. To też ważne, ale w dalszej perspektywie. Najważniejsze było dla mnie to, aby mieć szczupłą i wysportowaną sylwetkę. W kwietniu tego roku miałem już naprawdę spory brzuch i powoli mogłem myśleć o zakupie stanika. Może nie jakiegoś dużego, ale jednak. Stanąłem przed lustrem, spojrzałem na siebie i zobaczyłem zaniedbanego 28-latka, który lada moment przestanie kontrolować swoją wagę.



Dlaczego parę lat temu zacząłem trenować? Bo chciałem być lepszy od innych, bo chciałem się wyróżnić z tłumu, bo chciałem być silniejszy i doceniany. Zdobyłem medal mistrzostw Polski. Potem miałem kontuzję i znów zacząłem trenować. Chciałem przebiec 10km poniżej 35 minut. Przebiegłem. Chciałem przebiec maraton. Przebiegłem. Chciałem przebiec maraton poniżej trzech godzin. Przebiegłem. Chciałem przebiec 100km. Przebiegłem. Potem dobiegłem do wniosku, że mam ze sobą ogromny problem. Problem kompleksu niższości i syndromu małego przyrodzenia. Dlatego zamiast skupiać się na osiąganiu kolejnych celów postanowiłem spojrzeć w lustro i przestać się oszukiwać. Następnie polubiłem dział "rozwój osobisty" w pobliskiej księgarni i zacząłem ciężko pracować nad swoją świadomością, a tym samym po prostu sobą. Było trudno. Dość niespodziewanie musiałem zdać sobie sprawę, że ten Mateuszek nie jest wcale taki święty, jakby go święci widzieli. Umarłem parę razy za każdym razem odradzając się z nową siłą. Dziś biegam głównie dla higieny własnego ciała i podziwiania pięknego świata dookoła mnie. Doceniam życie. Wciąż nic nie wiem, wciąż umieram i zmartwychwstaję, ale przynajmniej nie muszę nikomu nic udowadniać, a moje przyrodzenie przestało piszczeć. Jestem szczęśliwy.

Pomimo rosnącego, tłustego i obleśnego brzucha, przechodząc koło kebabowni nie potrafiłem nie wejść do środka. Tłumaczyłem sobie, że muszę zjeść coś ciepłego, że w środku jest kurczak i sałatka. Jasne...


Człowiek uwielbia tłumaczyć swoje wybory, za każdym razem szukając potwierdzenia, że jednak nie jest taki słaby. Znam osoby, które piją dwa piwa dziennie, bo gdzieś kiedyś przeczytały, że dzięki takiej ilości chmielu zapobiegają powszechnym chorobom cywilizacyjnym. Znam osoby, które ważą więcej niż mały samochodzik, a mimo wszystko nic z tym nie robią, bo wiadomo... hormony i geny. Dopóki nie staniemy się szczerzy w stosunku do samych siebie, to życie będzie nieustannie robić nas w wiadomo co.

Gdy zacząłem treningi, a tym samym dietę, toczyłem prawdziwą walkę z samym sobą. Gdy któregoś razu wracałem z zakupów z torbą pełną warzyw, serków i owoców, nieszczęśliwie znalazłem się pod drzwiami swojego ulubionego "kebabu". Była niedziela, godzina 21.00. Właściwie nic nie przemawiało za tym, aby wejść do środka. Pomimo to zatrzymałem się. Stałem i biłem się z myślami. Zrobiłem kilka kroków do przodu i znowu się zatrzymałem. Położyłem siatki z zakupami na chodniku i patrzyłem w stronę kebabowni. Aż trudno mi w to uwierzyć gdy sobie to przypominam, ale niestety tak było. Jedynym ratunkiem było wyciągnięcie świeżo zakupionych nasion słonecznika. Zacząłem je łapczywie wsypywać sobie do buzi, aby poczuć, że coś jem. Cokolwiek. To pozwoliło mi oszukać samego siebie i kontynuować drogę powrotną, a może nawet coś więcej.

Ta sytuacja pokazała mi, jak bardzo jestem uzależniony od śmieciowego jedzenia. Tak naprawdę walczę z tym od dzieciństwa, a byłem grubym dzieckiem. Swoją dziecięcą traumę związaną z nadwagą opisywałem kiedyś w naTemat. Pomimo, że jak to mówią "wyciągnąłem się" i sam z siebie przestałem być gruby, co jakiś wraca mi brzuch i zaczynam wpadać w kilogramy. To jak choroba, która miewa swoje nieustanne nawroty.


Warunki występujące w życiu płodowym oraz odżywianie we wczesnym dzieciństwie dostarczają wskazówek odnośnie rodzinnego występowania otyłości. Wzorce dotyczące odżywiania utrwalają się już w wieku dziecięcym, dlatego przekazywanie złych nawyków żywieniowych może w dłuższej perspektywie sprzyjać powstawaniu otyłości. Posługiwanie się np. słodyczami lub napojami zawierającymi cukier w celu pocieszenia lub nagradzania pociechy powoduje, że przyzwyczaja się ono do takich produktów, tracąc tym samym swoje naturalne mechanizmy odpowiedzialne za regulację przyjmowania pokarmów. I tutaj wracamy do punktu wyjścia - dodatkowe kilogramy to tylko konsekwencja problemu. Sam problem leży dużo głębiej i często jest zakopany na poziomie podświadomości. Każdy z nas żyje w swoim programie. Matrix nie kłamie, ale zostanie zrozumiany może za 30 lat. Wachowcy wiedzieli co robią... Dlatego bieganie jest przecudowną zabawką, bo dzięki bieganiu jesteś sam ze sobą i w końcu masz czas na zadawanie pytań, a ostatecznie znajdowanie odpowiedzi.

Muszę przyznać, że jestem z siebie dumny. Odkąd rozpocząłem treningi, zacząłem też gotować i lepiej się odżywiać. Widzę ogromną różnicę w jakości swojego życia. Nie wspominam nawet o tym, że mam więcej energii do pracy. Gdy wchodzę dziś do sklepu, najwięcej czasu spędzam w dziale z warzywami i nabiałem. Gdy szerokim łukiem mijam stoiska z chipsami, w mojej głowie pojawia się napis "ZŁO!!!". Nie wyobrażam sobie, aby kupić choćby małą paczkę chipsów.

Rewolucja w życiu zaczyna się od rzeczy prostych i tych, które są na wyciągnięcie ręki. Wiecie dlaczego bieganie lub pasja w ogóle są bezlitosnym narzędziem w rękach człowieka? Dlatego, że w większości przypadków bywa tak, że czas na realizowanie pasji jest dla nas jedynym momentem, w którym możemy się zatrzymać i wsłuchać się w siebie. Na co dzień nie ma na to czasu. Bo jest mecz, mundial, afera, rocznica ślubu wujka Zenobiusza, impreza w piątkach i petardy w Raciborzu. A poza tym warto się spotkać z Klaudią, żeby dowiedzieć się co u niej w pracy albo co jej Wojtek ostatnio przyrządził na śniadanie. Jeśli większość swojego życia poświęcasz na obserwację i komentowanie tego co jest na zewnątrz, to nie licz, że w Twojej głowie zapłonie ogień cieszenia się z życia.

Widzę też zmiany w swojej głowie w kwestiach żywieniowych. Że jednak to ma znaczenie, czy jesz, czy jednak się odżywiasz. To wszystko przychodzi mi coraz łatwiej, a mój organizm daje głowie sygnały typu "zjedz jabłko", bo przyzwyczaiłem się już do jedzenia owoców. Widzę też zmiany w swoim wyglądzie, bo zwyczajnie po ludzku chudnę i to jest piękne. Być może nawet za miesiąc, dwa, zobaczę swoje mięśnie na brzuchu, o ile oczywiście dalej będę przestrzegał diety i regularnych treningów. Tymczasem część osób powtarza mi: "Majak, co ty mówisz, jesteś szczupły". Ale ja widzę zbędne kilogramy i zamierzam dążyć do naprawdę szczupłej sylwetki. Dlaczego? Bo uważam ją za swoją wizytówkę i wstyd mi, że noszę przed sobą worek słoniny. Jeśli nie będę dbał o siebie, jaki sygnał dam potencjalnej małżonce, że będę potrafił zadbać o nią i nasze dzieci? Jaki sygnał dam swojemu szefowi, który będzie musiał obdarzyć mnie zaufaniem, że będę bardziej przykładał się do swoich obowiązków niż do własnego zdrowia? Ktoś powie, że to nie ma znaczenia. Moim zdaniem ma i to ogromne.

Najlepsi trenerzy biegania na świecie już dawno udowodnili, że efektem dobrego treningu nie są mięśnie widoczne na brzuchu, a zmiany zachodzące w głowie. Jeśli dzięki treningowi marudzisz coraz mniej i coraz bardziej bierzesz odpowiedzialność za swoje życie, to znaczy, że zmierzasz w kierunku mistrzostwa świata. Nie żartuję. Oczywiście dążenie do coraz doskonalszej sylwetki jest wciąż rozwojem, ale w pewnym momencie to dążenie do doskonałości zamienia się w chorobliwą obsesję. Za treningiem ciała musi iść trening głowy. Bruce Lee jest tego najlepszym przykładem.

Szczupli czują się lepiej, bardziej atrakcyjnie, a przez to rzeczywiście są bardziej atrakcyjni. Są weseli i lgną do nich ludzie, którzy chcą z nimi przebywać. Osoby grube nie są równie atrakcyjne i społeczeństwo tak właśnie je traktuje. Widzą to nie tylko w swoich relacjach osobistych / towarzyskich, ale też w życiu zawodowym. Osoba otyła zawsze będzie postrzegana przez szefa jako wolniejsza, mniej wydajna. Czy rzeczywiście taka jest? Być może tak, ale nie ma to w sumie znaczenia, bo być może nie będzie nawet miała okazji aby udowodnić swoją wartość, bo szef przyjmie kogoś innego. Kogoś... szczupłego.


Nie wiem jak społeczeństwo traktuje szczupłych, ani tym bardziej otyłych. Ponownie, problem jest bardziej złożony niż mogłoby się nam wydawać. Wiem jedno - ani szczupli, ani grubi nie będą się czuć w pełni atrakcyjni jeśli nie przepracują pewnych problemów w głowie. Świat zna przypadki najpiękniejszych modelek na świecie, które stoczyły się na dno, bo ich nos nie był w rzeczywistości tak doskonały jak doskonałość nosa, która siedziała w ich głowie. A co z szefem, który wybiera na stanowisko pracy szczupłych, a nie grubych? Cóż. Każdy ma prawo mieć pracodawcę debila. Jakby nie było, to też wybór i wolna wola, czyli tak naprawdę jedyna siła w rękach człowieka. Bezcenna.

Niektórzy otyli mawiają: "Lubię siebie takiego, jakim jestem". "Akceptuję siebie, nie mam problemów ze swoją tuszą". A co mówią tak naprawdę? "Zrobiłbym coś z tym, ale nie potrafię znaleźć w sobie wystarczająco dużo motywacji, aby walczyć o własne zdrowie i lepszy wygląd". Wolą zatem powiedzieć "akceptuję siebie", bo w końcu nic innego im nie pozostaje.


Nic innego im nie pozostaje, bo nie wiedzą jak zabić swojego demona w środku. Większość osób chce zmian, ale nie wie jak zacząć. Jesteśmy zewsząd zagłuszani sprzecznymi informacjami. Jedz mięso! Nie jedz mięsa! Pij mleko! Nie pij mleka. Tych haseł namnożyło się w ostatnim czasie zdecydowanie za dużo. W dzisiejszych czasach marketing wygrał z faktyczną chęcią zmian ludzkich żyć na lepsze. XXI wiek jest przyszłością dla prawdy. Fałsz prędzej czy później spłynie w ściekach. Tak czy inaczej, dopóki nie nauczymy się słuchać własnego ciała, dopóki nie będziemy uczyć się psychologii i nie poznamy podstaw funkcjonowania naszego organizmu, to wszystko marność.

Co myślę o takich osobach? Absolutnie ich nie potępiam, bo to nie moja sprawa. Ale zwyczajnie po ludzku jest mi ich żal, bo wyobrażam sobie, a nawet wiem, co przeżywają. Co myślą, gdy widzą piękne, zakochane pary, a oni nie potrafią znaleźć sobie partnera lub partnerki. Co czują, gdy chcą się fajnie ubrać, ale pozostaje im hawajska koszula i bermudy, bo normalne ubrania są za małe. I wreszcie co czują, gdy widzą spojrzenia osób w komunikacji miejskiej, które mają wypisane na twarzy słowa "ale grubas".

Ocenianie... Na to nie ma recepty. Są jednak mądre opowiastki, które czasami warto jest sobie poczytać na dobranoc. Pozwolę sobie wkleić jedną z nich.

Pewien stary człowiek siedział wraz ze swoim 25-letnim synem w pociągu. Pociąg ma niebawem ruszyć, wszyscy pasażerowie zajmują już swoje miejsca. Kiedy pociąg odjechał, młody chłopak był pełen radości i ciekawości. Siedział tuż przy oknie. Wystawił rękę przez okno i czując powiew powietrza krzyknął:
- „Tato zobacz, wszystkie drzewa zostają za nami”.
Stary człowiek uśmiechnął się. Naprzeciwko nich, siedziała młoda para, która widząc to wszystko zaczęła patrzeć z politowaniem na 25-letniego chłopaka, który zachowywał się jak małe dziecko. Nagle, chłopak krzyknął znowu:
- „Tato zobacz, chmury podążają razem z nami! Widzisz ten staw i zwierzęta?” Para spoglądała na chłopaka z zażenowaniem. Zaczęło padać i krople deszczu musnęły jego rękę. Ten, pełen radości zamknął swoje oczy. Po chwili znowu krzyknął:
- „Tato zaczęło padać, mam kroplę wody na dłoni, zobacz tato!”.
Tym razem para już nie wytrzymała i odezwała się do ojca:
- „Dlaczego nie zabierze Pan swojego syna do dobrego lekarza?” Stary człowiek uśmiechnął się i powiedział:
„Już to zrobiłem – właśnie wracamy ze szpitala. Mój syn odzyskał dzisiaj wzrok – widzi po raz pierwszy w swoim życiu.”

Piszę o tym, bo uważam że warto walczyć o siebie. Świetną robotę dla grubasów robi dziś Olaf Lubaszenko, który opowiada o swojej depresji i walce z ogromną tuszą. W końcu ten problem może spotkać każdego, znanego aktora, polityka, celebrytę.. i Ciebie. Dbajmy o to, aby waga naszych problemów nie była większa od tej, którą w naturalny sposób spotykamy na swojej drodze każdego dnia. Pamiętajmy o tym, że jedzenie służy temu, abyśmy mieli energię do życia, pracy, sportu, seksu... Jesteśmy tym, czym jemy, dlatego nie zamieniajmy się w kebabowe społeczeństwo.

Jesteśmy tym co jemy, ale dopóki sobie nie uświadomimy, że jesteśmy tym co myślimy, to bez sensu przechodzić na dietę. Lepiej żyć w nieświadomości i nigdy się nie obudzić.

Mateusz Jasiński, TrenerBiegania.pl.

PS swój artykuł zatytułowałem: Gdy widzę szczupłych ludzi jest mi ich żal. Niestety treść mojej notki nie wyjaśnia czylenikowi skąd u mnie ten żal, za co najmocniej przepraszam. Zwyczajnie pod koniec pisania tego artykułu zorientowałem się, że nie jestem jednak dobry w pisanu błyskotkiwych tytułów. A poza tym... Róbmy dobro!

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0"Daleko mi do ideału, ale lubię pomagać ludziom". Rinke Rooyens o nowym programie i ojcostwie
0 0Julia Wieniawa pokazała się bez makijażu. Fani nie dowierzają: "Kogo chcesz okłamać?"
0 0Komendant policji stracił stanowisko. Powód? Rozsyłał memy wyśmiewające PiS
0 0"Cierpią w samotności". Codziennie 12 polskich mężczyzn popełnia samobójstwo
KRUK 0 0Walka z długiem. Tak postępuj, gdy do twoich drzwi puka firma windykacyjna
0 0Proste rozwiązanie problemów z elektroniką. Działa również w przypadku tego urządzenia
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Nie obchodzą cię zmiany klimatu za 50 lat? Wiemy, jak będzie wyglądała pogoda w Polsce za dekadę
DADHERO.PL 0 0Mieliśmy polskiego Raya Charlesa. Genialny Dawid Ogrodnik w filmie "Ikar. Legenda Mietka Kosza"
0 0Joanna Przetakiewicz w nagiej sesji. "Zapisuję sobie pani zdjęcia w telefonie"

DADHERO.PL

0 0Nie masz pojęcia, jak wychować swoją córkę? Tato, oto 10 złotych rad specjalnie dla Ciebie
0 0Dobry zegarek nie musi być "Swiss Made". Fajne czasomierze powstają i w innych krajach Europy