Kocham ludzi, którzy kochają życie. Uwielbiam tych, którzy płoną pasją. Bo życie bez pasji to jedna z największych krzywd w życiu...

REKLAMA
Z natury jestem marudą, ale jakiś czas temu zauważyłem, że bycie nim jest kwestią wyłącznie mojego wyboru. To jakimi ludźmi się otaczasz determinuje kim jesteś, co widzisz i jak postrzegasz zmiany zachodzące wokół Twojego "ja". Bycie trenerem jest dla mnie swego rodzaju terapią - mam to szczęście, że ludzie z którymi współpracuję, to prawdziwy szaleńcy i to właśnie dzięki nim diametralnie zmienia się mój stosunek do wielu spraw.
Kocham szaleńców, których nie opiszę lepiej niż zrobił to Jack Kerouack w swojej książce "W drodze":
(...) bo dla mnie prawdziwymi ludźmi są szaleńcy ogarnięci szałem życia, szałem rozmowy, chęcią zbawienia, pragnący wszystkiego naraz, ci, co nigdy nie ziewają, nie plotą banałów, ale płoną, płoną, płoną, jak bajeczne race eksplodujące niczym pająki na tle gwiazd, aż nagle strzela niebieskie jądro i tłum krzyczy „Oooo!”
Bycie trenerem i pomaganie innym w realizacji celów jest jedną z najlepszych rzeczy jakie przytrafiły mi się w życiu. Potwierdzenie tezy, która głosi, że nie ma lepszych świrusów od ludzi z pasją znajduję na każdym kroku. Pomijam satysfakcję płynącą z obserwacji postępów moich podopiecznych - to tylko skutek uboczny systematycznej pracy treningowej. Najpiękniejszym w tym wszystkim są zachodzące zmiany w ludziach i kiełkująca w nich pasja.
Zblazowani życiem pracownicy korporacji, którzy dzięki treningom odkryli swoją prawdziwą tożsamość.
Alkoholicy, narkomani, życiowi degeneraci, którzy zabiegali własne demony, odnajdując nowe źródło niewyczerpanej życiowej energii.
Ludzie z niskim poczuciem wartości, którzy nagle przestali bać się żyć...
Jeśli zaczynasz biegać lub nosisz się z zamiarem rozpoczęcia walki z własnymi słabościami, to znaczy, że potrzebujesz zmian. Za każdą osobą, która została wciągnięta w wir biegowego nałogu, idzie piękna, niekiedy bardzo inspirująca historia. A nawet jeśli nie, to bieganie prędzej czy później ją napisze.
Przykładów mogę mnożyć, ale będą one zawsze niewystarczające dopóki, dopóty ktoś nie przekona się na własnej skórze. I tu chyba nawet nie do końca chodzi o bieganie, ale uprawianie dyscypliny, która oprócz aspektu fizycznego daje możliwość przeprowadzenia dialogu z samym sobą i patrzenia na świat oczami obserwatora. Takie jest właśnie bieganie...
Szaleńcy, szajbusy, wariaci. Kochający życie. Biegacze?
Wczoraj doświadczyłem ogromnej przyjemności, którą był telefon od mojego zawodnika. Telefon, który po raz kolejny pozwolił mi dostrzec piękno biegania i pasji. Aaaaa!
...
Sobota. Godzina 17:00. Wracam od domu po treningu. Tradycyjnie sięgam po telefon żeby zobaczyć czy ktoś do mnie nie dzwonił. Widzę dwa nieodebrane połączenia od mojego zawodnika. Kuba próbował dodzwonić się do mnie dwa razy w ciągu godziny. To musiało być coś pilnego. Oddzwaniam.
- Cześć Mateusz!!! (głosem upojonego szczęściem).Dzwoniłem do Ciebie, bo chciałem się skonsultować czy mogę... Czy mogę wystartować w półmaratonie. Bo wiesz, bo wiesz... (hahhahaah), bo jestem służbowo w Chorwacji, przyjechałem do Splitu na dwie godziny (napięcie w głosie rośnie), a tam właśnie zaczyna się półmaraton, i wiesz co... no nie mogłem, nie zastanawiając się, rejestruję się w ostatniej chwili i w takim ubraniu, w butach bez skarpet (Kuba wciąż nie daje mi dość do głosu), i w 32 stopniach w słońcu pobiegłem... przez chwilę trochę żałuję, bo jest tylko w górę lub w dół, i nigdy takich przewyższeń nie biegałem, ale tylko przez pierwsze trzy kilometry było tylko pod górę. Czas słaby, ja wiem, ja wiem, że 1:46 nie powala, ale w takich okolicznościach to super wynik! Medal z gipsu, w reklamówce, na mecie dostaję bochenek chleba i... Udko kurczaka, wtf?! Jestem szczęśliwy!
logo
Widoki z trasy półmaratonu. fot. Kuba Puchajda
A teraz uporządkujmy ten nasycony emocjami monolog: Kuba był przelotem w Chorwacji. Parogodzinny przystanek między jednym, a drugim lotem. Kuba mógł zostać na lotnisku, pochodzić gdzieś tam, ale... wybrał start w półmaratonie! Wyobraź sobie: przyjeżdżasz do kompletnie obcego Ci miasta, gdzieś tam obija Ci się o uszy, że nieopodal rozgrywa się bieg i postanawiasz wziąć w nim udział. Dosłownie tak jak stoisz, spontanicznie zakładasz to co masz na sobie i napawasz się widokami półmaratońskiej trasy okraszonej duchem rywalizacji. Kropka.
Jako trener byłem chwilowo zły na Kubę. Nie ukrywam, że taki wybryk delikatnie zaburzył cykl przygotowań, który wcześniej założyłem. Po kilku minutach od rozmowy, doszedłem do wniosku, że gdybym był na miejscu Kuby, postąpiłbym tak samo. Nieplanowane sytuacje życiowe są tymi, które najlepiej wspominasz.
Za kilkanaście lat, kiedy Kuba będzie już patrzeć na swoje życie nieco z boku, wtedy przypomni sobie o swoim chorwackim wybryku i biegu w butach bez skarpet przez najpiękniejsze rejony Splitu...
"Dobry czas to nie Rolex, ale chwile co są wolne!". Bogactwo, to nie stan gotówki na koncie, ale ilość niepowtarzanych chwil, które przeżywasz w życiu.
Pasja pisze piękne historie. Warto ją mieć. Warto biegać!
logo
Kuba na mecie ;-)