
Lata 1973 i następne to okres artystycznego przesilenia, jakie dopadło pierwszych mistrzów rocka. Choć ciągle powstawały dzieła z tych najwybitniejszych - z "The Dark Side of The Moon" czy "Larks' Tongues in Aspic" na czele, coraz wyraźniej dokonywał się zjazd po równi pochyłej. Tymczasem w gitarowym graniu raczkowało nowe. Proste, wręcz prymitywne jak rock and roll z lat 50., a jednocześnie gwałtowniejsze niż wszystko, co powstało dotąd.
REKLAMA
Na Wyspach Brytyjskich rodziły się w 1973 i 1974 roku składy stanowiące początki The Clash i Sex Pistols, a po drugiej stronie oceanu Television czy Talking Heads. Tę ostatnią formację utworzyli starannie wyedukowani młodzi ludzie - David Byrne, Chris Frantz, Jerry Harrison i basistka Tina Weymouth. Choć związani byli z nowojorską sceną punkową, stanowią raczej wzorzec post punka albo nowej fali.
TH debiutancki album wydali w 1977 roku, a Psycho Killer jest przedostatnim numerem na tym krążku. Był przebojem nawet w Polsce, ta muzyka nie brzmiała przecież groźnie i nie zawierała w sobie elementów mogących powodować szczególne rozdrażnienie tzw. czynników. Natomiast stanowiła źródło inspiracji dla wielu wykonawców na całym świecie. Słychać bardzo wyraźnie, że dla Johna Portera i wczesnego Porter Bandu także.
Utwór, w zupełnie innej aranżacji, znalazł się ponadto na drugiej koncertowej płycie w dorobku grupy - Stop Making Sense z 1984 roku. Natomiast zespół, rozwiązany w 1991 roku, w 2002 roku trafił do Rock and Roll Hall of Fame, a cztery jego albumy znalazły się wśród pięciuset najważniejszych w rankingu magazynu "Rolling Stone" sporządzonym rok później.
