
"Zaprowadzenie pokoju jest uzależnione głównie od uznania, że w Bogu jesteśmy jedną rodziną ludzką. (...) Pokój jest ładem ożywianym i dopełnianym przez miłość, która każe odczuwać potrzeby innych jak swoje własne, dzielić się z nimi swoimi dobrami i starać się o to, aby coraz bardziej rozszerzała się w świecie komunia wartości duchowych. Jest to ład realizowany w wolności, w sposób odpowiadający godności osób, które z racji swej rozumnej natury biorą odpowiedzialność za swe czyny "
REKLAMA
Te słowa, to fragment tegorocznego orędzia Papieża Benedykta XVI na Światowy Dzień Pokoju. Czytając je, zastanawiałam się, kim są ci "pokój czyniący"? Czy na przykład ja jestem osobą, która buduje pokój z całych sił, dzień po dniu starając się zwyciężać zło dobrem i siłą prawdy, orężem modlitwy i przebaczenia, uczciwą i dobrze wykonaną pracą, albo dziełami miłosierdzia dotyczącymi ciała i ducha? A przede wszystkim, czy pamiętam, że pokój jest wielkim darem?
Biegam często w Kampinosie w poszukiwaniu spokoju, a w trakcie biegania myślę nierzadko o wojnie. Ten las, naznaczony hitlerowskimi egzekucjami, bezwiednie kieruje myśli w stronę tych, którzy tu zginęli. W pierwszym dniu nowego roku (czyli własnie w Światowy Dzień Pokoju, w tym roku obchodzony pod hasłem „Błogosławieni pokój czyniący”) zawędrowaliśmy z rodziną „przypadkowo” do dwóch miejsc egzekucji, gdzie razem zginęło 67 żołnierzy AK, w tym pułkownik Dąbrowski – pseudonim „Żywiciel”. Piękny dzień, dzieci radosne, pies rozbiegany - a tu trzy ogrodzone Krzyże w środku lasu.
- Mamusiu tu są trzy krzyże, bo zginęło troje ludzi, prawda? - pyta starszy.
- Nie kochanie tu zamordowano 28 żołnierzy.
- Nie kochanie tu zamordowano 28 żołnierzy.
Rozmowa się urywa. Cisza, las. Pies nie robiąc sobie nic z ogrodzenia przeskakuje je jednym susem i gna zanim zdążę zareagować. Młodszy syn naśladując zwierzę też już gramoli się, przerzucając nogę na płotek.
- Synku, tu nie wolno wchodzić, to mogiła.
Starszy od razu pyta:
- Mamo, a oni tu leżą?
- Nie, zostali przeniesieni na cmentarz w Palmirach, tam gdzie ostatnio byliśmy na pieszym rajdzie z Twoją klasą, pamiętasz?
- Synku, tu nie wolno wchodzić, to mogiła.
Starszy od razu pyta:
- Mamo, a oni tu leżą?
- Nie, zostali przeniesieni na cmentarz w Palmirach, tam gdzie ostatnio byliśmy na pieszym rajdzie z Twoją klasą, pamiętasz?
Pamięta. Ja też pamiętam, bo to właśnie podczas mojego pierwszego rajdu pieszego do Palmir dotarło do mnie, dlaczego biegając o 5 rano w lesie myślę o wojnie, uciekaniu, szukaniu miejsca, w którym można się ukryć. Las nasiąknięty krwią poległych mówi językiem, który trudno zrozumieć. Na mapie miejsca egzekucji rozsiane są gęsto, tuż obok naszych biegowych tras. Na problemy codzienności pomaga mi myśl: jak dobrze, że nie ma już wojny w naszym kraju. Już, bo przecież nie tak odległe są czasy, gdy była. I nie tak odległe są kraje, w których wciąż trwa.
Czym jest pokój? Jak go docenić, jeśli wojnę zna się jedynie z książek i filmów? Moja babcia rzadko się odzywa. Ona przeżyła wojnę, zesłanie na roboty, powrót piechotą do Polski zimą. Wracała zastanawiając się, czy jej rodzice, brat, siostra żyją. Rzadko się odzywa i nie wytłumaczy mi, czy moja walka o zgodę w rodzinie, o to by chłopcy się nie kłócili, a jeśli już się kłócą, to żeby się przynajmniej nie bili - czy takie drobnostki mogą budować pokój, który warto doceniać. Doszkalam się z komunikacji w pracy, w domu. To też wymagająca walka - ale to najczęściej bitwa z samym sobą. I rzadko się przy tym umiera.
Kolejny raz uświadamiam sobie, że pokój, którym cieszę się dziś, kilkadziesiąt lat temu kosztował kogoś życie. I że wcale nie tak łatwo go utracić. Tym uważniej czytam Benedykta XVI. Może jego wskazówki nie są tak bardzo odległe od mojej codzienności?
Karolina Liberadzka-Czubowska
