www.flickr.com/photos/h-k-d

Janusz Palikot ostro pisze o pedofilii wśród księży. Czy jednak naprawdę komuś przez to pomoże?

REKLAMA
Czy gorszy mnie, gdy słyszę, że kapłan dopuścił się niegodziwości? Odpowiedź wydaje się oczywista, ale może trzeba to powiedzieć bardzo jasno i wyraźnie: tak! Bardzo! Upadek człowieka, który jest w sposób szczególny powołany do walki z grzechem (na wstępie i przede wszystkim własnym) odbija się echem mocniejszym, niż upadek zwykłego świeckiego. A jego działanie rani nie tylko jego ofiarę, ale też wszystkich, którzy w Kościele są. Przede wszystkim tysiące innych księży, którzy obarczani są odpowiedzialnością za zły czyn tego jednego (do tych, którzy dopuścili się pedofilii w Irlandii Benedykt XVI pisał bardzo mocnym jak na kościelne wypowiedzi językiem: „Zdradziliście niewinnych młodych ludzi oraz ich rodziców, którzy pokładali w was zaufanie. Musicie za to odpowiedzieć przed Bogiem wszechmogącym, a także przed odpowiednio powołanymi do tego sądami. Utraciliście szacunek społeczności Irlandii i okryliście wstydem i hańbą waszych współbraci. A ci wśród was, którzy są kapłanami, zbezcześcili świętość sakramentu kapłaństwa, w którym Chrystus uobecnia się w nas i w naszych uczynkach. Ogromną krzywdę wyrządziliście ofiarom i naraziliście na wielką szkodę Kościół i społeczny obraz kapłaństwa i życia zakonnego”) – ale też wiernych.
Na pewno można wymienić niemało przykładów, gdy ktoś, kto pełni posługę (to ważne słowo) kapłańską postąpił nie tak, jak wg nas byłoby najlepiej. Każde wyrządzone zło powinno podlegać karze. Z tym nie dyskutujmy. Zastanówmy się jednak, czy takie medialne huczenie, jakie proponuje Palikot, nie prowadzi przypadkiem do odwrotnych skutków. Z dwóch powodów.
Po pierwsze - znamy wszyscy prosty psychologiczny mechanizm, według którego nieustanne powtarzanie tych samych wiadomości znieczula na nie. Stajemy się tym zmęczeni, a dramat osób poszkodowanych staje się mniej odczuwalny, bo tyle razy o tym słyszeliśmy. Znamy to z telewizyjnych doniesień o głodujących dzieciach, czy zabijanych w wojnach cywilach. Ale znamy też z polskiego podwórka. Czy afera z „mamą Madzi” naprawdę uczuliła kogokolwiek na dramat dzieci zabijanych przez rodziców? Oczywiście, nie przekonuję nikogo, że należy w sprawach przestępstw dokonywanych przez księży milczeć - Jeśli Palikot dowie się o takim czynie jakiekolwiek księdza, wspólnie z nim pójdę złożyć zawiadomienie i ręka w rękę opiszę sprawę na natemat.pl (notabene liczę tu na jego zapał także w wypadku przestępstwa dokonywanego przez polityka, czy kogokolwiek innego). Należy mówić głośno i wyraźnie. Ale też mądrze.
I tu mamy drugą kwestię. Happenerska forma wypowiedzi polityka RPP nikomu nie pomaga. Rzucanie kamieniami bez przemyślenia, byle trafić w jakąś sutannę, nie świadczy o poważnym podejściu do tematu, ale o banalnej potrzebie „dowalenia czarnym” – wszystkim, jak leci (na co słusznie zwrócił uwagę Tomasz Machała). Równie to mądre, jak pomysł, aby ze sprawy największej jak dotąd afery pedofilskiej w Europie, w której para homoseksualistów wykorzystała wspólnie ok. 50 dzieci w holenderskich żłobkach, kręcąc przy tym i publikując pornograficzne filmy, robić zarzut, że wszyscy homoseksualiści to pedofile. Zdaniem Ruchu Poparcia Palikota (choć to liczby z sufitu) w Polsce może 5 mln homoseksualistów. Czy Palikot napisze „jak mamy chodzić po ulicach, po których kręci się pełno bezkarnych zboczeńców”? Wątpię. Po co więc w morzu jadu i prywatnej wendetty rozpuszczać istotę problemu? Sprawa jest zbyt poważna, by coś na niej ugrywać.
Kinga Sadłoń
logo
www.catholicvoices.pl

Magister nauk o rodzinie specjalizująca się w teorii gender, absolwentka Wydziału Studiów nad Rodziną na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Aktualnie na tej samej uczelni studiuje również psychologię.