Uczestniczyłem ostatnio w warsztatach prowadzonych przez Edwina Bendyka, realizowanych w zdegradowanej przestrzeni postoczniowej. Próbowaliśmy, przy użyciu powszechnie dostępnych technologii, na nowo, po swojemu, językiem uczuć i emocji, opowiedzieć o miejscach byłej Stoczni Gdańskiej.

REKLAMA
Miejsca i przestrzenie są od zawsze intrygujące. Być może dlatego, że „lokalizacja” niezmiennie odnosi do parametryczności ludzkiego istnienia. Nasze bycie w świecie jest u-miejscowione, jest dookreślone przez jakąś wymierność. Jesteśmy „tu” lub „tam”, ale zawsze „gdzieś”. Miejsce determinuje, staje się regulatorem dostępnych, możliwych układów, odniesień, sensów i znaczeń, osadza, zakotwicza; przestrzeń daje warunki do „odbicia się”, oderwania, jest dynamiczna, otwarta. Miejsce i przestrzeń dopełniają się, a jednocześnie pozostają na biegunach naszego doświadczenia.
Świat nie jest geograficzny
Wydaje się, że kwestia “miejsca i przestrzeni” ujawnia się (po raz kolejny) w znaczącym momencie. Z jednej strony bowiem, jej pojawienie, odczytywać można poprzez, czy jako rezultat, odchodzenia od myślenia w kategoriach oświeceniowej prawdy - strategii charakterystycznych dla modernistycznych projektów budowania świata. Można ją również łączyć z uznaniem dla geograficznie i kulturowo osadzonych procesów konstruowania tożsamości podmiotów, o czym pisała w 2006 roku Astrid Męczkowska. Z drugiej strony - postrzeganie miejsca i przestrzeni ma dzisiaj coraz mniejszy związek z doświadczaniem fizyczności, parametryzacji położenia, określaniem przestrzennych właściwości tychże. Mówi o tym między innymi Robin Usher w tekście: “Putting Space Back on the Map: globalisation, place and identity”. Ważne staje się zatem odczytywanie problematyki miejsca i przestrzeni w nowych nawiązaniach, nie korespondujących z założeniami o kulturowej jednorodności świata i jego spójności geograficznej.
Laboratorium Dizajnu Społecznego i wirtualność rzeczywista
O takich, nowych (?) sposobach przyglądania się miejscom mówił Edwin Bendyk podczas wykładu i warsztatów zorganizowanych w ramach Laboratorium Dizajnu Społecznego (inicjatywa Europejskiego Centrum Solidarności we współpracy z Międzywydziałowym Instytutem Nauk o Sztuce Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku). To cykl działań, których przestrzenią aktywności są tereny byłej Stoczni Gdańskiej. Punktem wyjścia do prac warsztatowych była myśl, wyartykułowana przez Edwina Bendyka podczas wykładu w gdańskiej ASP, mówiąca o tym, że dostęp do rzeczywistości determinują dzisiaj interfejsy - te powszechnie znane, jak Google, czy Facebook, jak i te, których wykorzystywanie wymaga specjalnych kompetencji, np. programistycznych. Słuchacze, a potem uczestnicy warsztatów zaproszeni zostali więc do myślenia kategoriami, którymi opisuje dzisiejszy świat Manuel Castells, mówiąc, iż żyjemy w wirtualności rzeczywistej.
Spacer po stoczni. Ze smartfonem w ręku
Co dokładnie robiliśmy podczas warsztatów? Rejestrowaliśmy uczucia. Spacerując po terenie postoczniowym próbowaliśmy określać emocje - najpierw te, które ujawniały się w miejscach obciążonych historycznie i znaczeniowo (pomnik poległych stoczniowców, druga brama stoczni gdańskiej, tablice z postulatami strajkowymi z sierpnia 1980 roku), następnie - uczucia pojawiające się przy okazji podążania indywidualnie nakreśloną mapą, w miejsca, które z jakiegoś powodu, stały się dla nas interesujące. Uczestnicy warsztatów uzbrojeni byli w smartfony, tablety, kamery, jednym słowem - urządzenia umożliwiające nagrywanie werbalizowanych emocji. Ważny dla realizacji zadania był fakt wcześniejszego zdefiniowania listy uczuć - istotna bowiem stała się możliwość porównywania narracji (po zgraniu filmów na You Tube, a następnie nałożeniu poszczególnych wypowiedzi na mapę Google).
Projekt trwa. Jesteśmy w trakcie nanoszenia filmów i ich otagowywania w Google Maps. Ostatnim, planowanym akcentem działań projektowych ma być wideokonferencja, podczas której spróbujemy zdać relację z naszych odczytań powstałych interfejsów.
Nie-miejsca
W prezentowanym przez Edwina Bendyka pomyśle na warsztat szczególnie interesujące były pytania o znaczenia przypisywane miejscom tożsamościowym. Tereny postoczniowe, jako miejsca gęste od symboli i wielkiej historii, potencjał miejsc “wydajnych” antropologicznie mieć powinny. Czy są jednak miejscami “mocnymi” sensotwórczo dzisiaj? Może jest tak, że “stocznia”, czy nowopowstający, monumentalny budynek Europejskiego Centrum Solidarności udają miejsca, w istocie będąc nie-miejscami, czyli przestrzeniami tranzytowymi, bez ducha, akcentującymi liminalność, charakterystyczną dla wszelkich okresów przejściowych . Nawiązuję tutaj do terminu “nie-miejsca” i łączonymi z tym pojęciem rozważaniami na temat przestrzeni, przypisywanymi w głównej mierze francuskiemu antropologowi kulturowemu Marcowi Augé (choć w podobnych ujęciach o miejscach pisali Michel Foucault - heterotpie, Henri Levebvre - non-lieux, oraz wielu badaczy akcentujących wymiary przestrzenne współczesności - Arjun Appadurai, Antonio Negri, Jean Baudrillard, Manuel Castells). Wydaje się bowiem, że to, co współcześnie tworzy “stocznię” to jedynie lub aż potencjał miejsca. Zdewastowane tereny postoczniowe szukają na-powrót swojej tożsamości w różnych pomysłach na ich rewitalizację (vide: Młode Miasto).
Siła małych narracji
W tym sensie, równie interesująco brzmi pytanie dotyczące alternatywnych sposobów przywracania miejscom “zakorzenienia”, w stopniu, w jakim umożliwiają to nowoczesne technologie. Jeśli jest tak, że tożsamość miejsca oznacza dzisiaj w coraz mniejszym stopniu zamknięcie czy fizyczne dookreślenie bycia na określonym terenie, to być może lepszym pomysłem na kultywowanie pamięci miejsc obciążonych wielką historią, będą próby tworzenia indywidualnych map uczuć na wzór pomysłu zrealizowanego przez Edwina Bendyka na terenach postoczniowych? Realizację takich projektów w doskonały sposób umożliwiają ogólnodostępne interfejsy - pamiętajmy, że praca warsztatowa opierała na “otwartych” narzędziach i aplikacjach. Może się okazać, że powstające w ten sposób cyfrowe mapy będą w przyszłości więcej mówiły o “stoczniowej tożsamości” niż bryła, imponującego skądinąd, budynku Europejskiego Centrum Solidarności.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?