Przeglądając współczesne, najświeższe teksty dotyczące przemian cywilizacyjnych i czasu rozwoju internetu nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ich autorzy lubują się w charakteryzowaniu zjawisk z nimi związanych jako wyjątkowych i przełomowych, a na pewno takich, które zostaną w pamięci na kilka pokoleń. Trudno się temu dziwić - każdy epoka kulturowa generuje pewien typ opisywania “inności” i znaczeń nadawanym historycznym “odmiennościom”. Być może dlatego warto, choćby sygnalizacyjnie i wyrywkowo, powiedzieć o tym jak o mediach pisano “kiedyś” - pod koniec XIX i na początku XX stulecia. Wykorzystajmy do tego szkicu, rzutu okiem, przekrojowy tekst Dietera Merscha prezentujący najważniejsze teorie mediów.
Media. Wszystko już było
REKLAMA
Można przyjąć, że pojmowanie mediów na przestrzeni dziejów było związane z trzema nurtami definiowania tego pojęcia. Po pierwsze była to “teoria postrzegania” - uprawiana od czasów antycznych, aż do XVII wieku. Po drugie - był to “nurt językowy” związany z uświadomieniem sobie roli języka jako medium (od XVIII wieku). Wreszcie, nadszedł czas technologicznego przenicowania funkcji mediów i pojawienia się XIX-wiecznej euforii badania i opisywania mediów związanego z wynalezieniem fotografii, fonografu, kinematografii, telegrafu. Wbrew pozorom, dyskusja o mediach z końca XIX wieku niewiele różni się od tej prowadzonej dzisiaj.
Dlatego warto przypomnieć kilka wątków i nazwisk, które z myśleniem o mediach na przełomie XIX i XX wieku są związane, a które wpływały na najbardziej znane, systematyczne teorie mediów, reprezentowane przez takie nazwiska jak: Marshall McLuhan, Derrick de Kerckhove, Jean Baudrillard czy Paul Virilio.
William Fox Talbot, angielski archeolog, chemik, lingwista, ale przede wszystkim pionier fotografii, pod koniec XIX-stulecia, w opublikowanym przez siebie albumie fotograficznym pt. Pencil of Nature, nazwał zdjęcie piórem, które odwzorowuje nauturę. Wokół fotografii przetoczyło się wówczas przynajmniej kilka fal dyskusji - mowa była o tym, że fotografia nie tyle daje nadzieję na podobieństwo, ale jest jego gwarancją. Fotografia zyskiwała sławę medium pamięci. Znaczącym nawiązaniem w tym kontekście była wypowiedź amerykańskiego filozofa, George’a Santayany, który w mowie w klubie fotograficznym Harvard Camera Club wyraził się tak:
“[Fotografia] odtwarza zmysłowy materiał naszego doświadczenia. [...] Mamy do czynienia z dokładną pamięcią wizualną, magazynem wszystkich faktów, o których mózg w konieczny sposób zapomina lub które ze sobą miesza.” (zob. George Santayana, Fotografia jako pamięć zbiorowa, Stuttgart, 2002).
Prekursorem porównywania kultury pisma do kultury wizualnej, fotografii, filmu był Béla Balázs. Węgierski krytyk filmowy zapoczątkował nurt myślowy, wokół którego tworzone były później koncepcje medialności szkoły kanadyjskiej, przypomnijmy - reprezentowanej między innymi przez Marshalla McLuhana. Balázs mówił:
“Teraz pracujemy nad nowym wynalazkiem, nad nowym mechanizmem, który znowu zwróci uwagę człowieka w stronę kultury wizualnej i nada mu nowe oblicze. Mechanizmem tym jest kamera filmowa. Pozwoli ona zastosować technikę, która służy do uwielokrotniania produktów ducha, do ich rozpowszechniania i, podobnie jak ongiś wynalazek druku, będzie miała nie mniejszy wpływ na kulturę ludzką.” (zob. Béla Balázs, Człowiek widzialny, Warszawa, 1987).
Można powiedzieć, że podobną postawę co Balázs reprezentował Walter Benjamin, którego teksty w innych okolicznościach przywoływalibyśmy z uwagi na jego marksistowskie korzenie literackie. W tym krótkim wpisie warto wspomnieć jedynie, że medioznawcze analizy Benjamina miały charakter dociekań strukturalistycznych, dosyć nowatorskich wówczas. Przywołajmy autora:
“Zdjęcie filmowe, a w szczególności zdjęcie filmu dźwiękowego, stwarza obraz, którego przedtem nigdy i nigdzie nie było.” (zob. Walter Benjamin, Twórca jako wytwórca, Poznań, 1975).
Dość zabawnie brzmiącym fragmentem, w kontekście czytanych codziennie “doniesień” o wyjątkowości internetu jest wypowiedź Bertolda Brechta, który w latach 1927-1932 analizował wielokrotnie problem radia jako “niezwykłego” środka komunikacji. Mówił między innymi:
“[Radio trzeba] przekształcić z narzędzia służącego dystrybucji w aparat służący komunikacji. Radio mogłoby się stać najwspanialszym na świecie aparatem komunikacyjnym życia publicznego, olbrzymią siecią kanałów informacyjnych, to znaczy mogłoby nim być, gdyby potrafiło nie tylko wysyłać, ale i odbierać, a zatem pozwalało słuchaczom nie tylko słuchać, lecz i mówić i nie izolowało ich, lecz łączyło ze sobą.” (zob.Gűnter Helmes, Teoria radia, Stuttgart, 2002).
W tym krótkim zestawieniu cytatów znaczących badaczy, autorów, krytyków mediów z przełomu XIX i XX wieku - mimo wybitnie szkicowego i streszczającego analizy Merscha wpisie - nie sposób nie zauważyć podobnego zauroczenia i olśnienia technologią i jej możliwościami, charakterystycznych dla czasów nam współczesnych. Choć dodać należy, że być może w 2013 roku jesteśmy już na etapie postzauroczenia erą “pierwszego” internetu i wkraczamy w zachwyt nad internetem rzeczy oraz w fazę kolejnych diagnoz, zobrazowań, alarmujących opisów fenomenów i ich znaczeń z technologią w tle.
Interpretację cytatów pozostawiam Państwu. Jestem przekonany, że za 100 lat, czytający dzisiaj produkowane teksty, sprawozdania, raporty na temat nowych technologii odejdą po lekturze tychże z podobną konkluzją, która dojrzewa od dawna we mnie. Brzmi ona następująco: nic się tak naprawdę nie zmieniło!
Źródło (oprócz wspomnianych we wpisie): Dieter Mersch, Teorie Mediów, Wydawnictwo Sic, Warszawa, 2010
