REKLAMA
Kilka dni temu pewnej pijanej młodej kobiecie, tak bardzo GDZIEŚ się spieszyło, że do przejścia podziemnego chciała wjechać autem. W nocy - w na szczęście pustym niemal mieście - zdarzył się więc wypadek. Nie powinien. A jednak zdarzył się.
Po pierwsze dlatego, że kobieta jechała raczej z niedozwoloną prędkością (co widać na monitoringu) a po drugie była pijana (co wykazały badania). Co gorsze, tej nocy, była pijana za kierownicą nie po raz pierwszy (co podała stołeczna policja). Czyli recydywa.
Policja opiniowała, w związku z tym, by sąd wydał wyrok w tej sprawie w trybie przyspieszonym, czyli zaraz po zatrzymaniu kobiety. Niestety z niewiadomych powodów – bo oskarżona opowiadała sądowi o swoim stanie zdrowia za zamkniętymi drzwiami – sąd uznał, że niezbędne są badania psychiatryczne. Biegli będą więc musieli sprawdzić, czy w chwili, gdy prowadziła auto była poczytalna.
To jeszcze nie koniec. Kolejną bulwersującą sprawą jest zachowanie kobiety w sądzie.
Prowadząca sprawę sędzia chcąc mieć pewność, że oskarżona nie będzie utrudniała postępowania, wydała kobiecie zakaz opuszczania kraju. Aby uczynić to realnym zobowiązała ją do zwrotu paszportu oraz do stawiania się w lokalnym komisariacie policji dwa razy w tygodniu.
I tu mamy kulminację absurdu.
- To koliduje z moimi planami świątecznymi - stwierdziła oskarżona - Możecie mi państwo zabrać prawo jazdy, ale nie paszport. Nie jestem nienormalna, żeby sama spędzać święta - oświadczyła, nie dając dojść do słowa sędzi.
- Kiedy sąd mówi, to pani słucha w tym czasie - upomniała oskarżoną sędzia.
Pijana za kierownicą i do tego recydywistka i raczej z tych bezczelnych, czy delikatnie mówiąc „niewyuczalnych” powinna – moim zdaniem – trafić do aresztu.
Nie byłaby sama na święta a może w odosobnieniu coś by zrozumiała.
Choć może niekoniecznie, skoro nie zrozumiała od ostatniego swojego pijackiego wyskoku. Samochodowego oczywiście.