O autorze
Drużyna blogerów to dwie kobiety i dwóch mężczyzn, których łączy zamiłowanie do nowoczesnych form komunikacji w Internecie oraz odwaga do podejmowania wyzwań. W jej skład wchodzą:

Maja Sieńkowska – dziewczyna wiecznie zaczytana, co udowadnia na swoim blogu, gdzie pisze o literaturze. Teraz tradycyjne książki postanowiła odstawić na półkę i skorzystać z oferty audiobooków, które umilą jej treningi.

Dorota Nowacka i Jakub Prószyński – to para, nie tylko w realu, ale i w wirtualu. Poznali się dzięki blogom, teraz jeden prowadzą razem, o PR-rze, social media i marketingu. I postanowili sprawdzić, czy w sporcie też sprawdzą się jako para.

Paweł Lipiec – w zakładce „o mnie” na swoim blogu pisze, że lubi konkret, który rozumie jako coś namacalnego. Ciekawe, czy właśnie dlatego zdecydował się podjąć nasze bardzo konkretne zadanie i wziąć udział w programie biegowym?

Iwona Stepajtis - Zakręcona na punkcie zwierząt, dlatego też prowadzi bloga o swoim psie i jego przygodach. Ma wiele zainteresowań, do których ostatnio z uśmiechem dopisała bieganie.

Jakub Prószyński: Trzeba coś z tym zrobić…

Jakub Prószyński
Jakub Prószyński fot: Teodor Klepczyński
Nigdy nie miałem potrzeby walczenia z własnymi słabościami. Co więcej, uważam się za leniucha i śpiocha oraz osobę bardzo zdezorganizowaną. Wolę czasami coś przełożyć na jutro, uciąć drzemkę. I to poskutkowało niestety tatusiowym mięśniem piwnym w wieku dwudziestu pięciu lat. Postanowiłem w końcu coś z tym zrobić.



Dobrze, nie do końca ja sam, bo z pomocą przyszedł Paweł Lipiec, który zapytał, czy chciałbym wziąć udział w jakiejś akcji przygotowującej blogerów do biegania na jakiś dłuższy dystans. Powiedziałem „tak”, bo już poważnie zaczynałem myśleć nad tym, że trzeba tę moją kondycję ratować póki jeszcze minimalnie zipie, a zanim stanę się podobny gabarytami do wojowników sumo (tylko niższy). Zgodziłem się, nie minęły chyba dwa tygodnie i okazało się, że PZU szykuje coś podobnego. Półtora roku przygotowania do maratonu...

No właśnie, jak spadać to z wysokiego konia. Tak jak napisałem na początku celem mojego przystąpienia do akcji nie było walczenie ze swoimi granicami. To raczej poszukiwanie nowych dróg. Zrobienie czegoś, co nie jest powiązane stricte z moją pracą, a również przyniesie satysfakcję. Poza tym do biegania skłoniły mnie opinie znajomych, którzy dzięki treningom nie tylko mają więcej energii, ale też lepiej organizują sobie czas. Po prostu jestem pragmatykiem i potrzebuję czegoś takiego, a wiadomo, że kawa całego powera nie da.

To jednak powody poboczne, drugorzędne. Najważniejsze było zdrowie, bo coś jest nie tak, jeśli młody człowiek czuje się ociężały, zmulony. Po badaniach okazało się, że w sumie to mi nic nie jest, owszem, jest trochę tłuszczyku, ale tak naprawdę wszystko w normie. To mnie uspokoiło, serio. Jak dojdzie jeszcze dieta, to w końcu zacznę się odżywiać jak człowiek. Przy moim trybie pracy jednak przyda się bodziec, żeby ruszyć się z krzesła i zaczerpnąć trochę tlenu.


#biegajnazdrowie dodatkowo jest pod tym względem genialne, że zarówno trener jak i reszta drużyny motywują, cały czas wiercą dziurę w brzuchu, prawie nad człowiekiem z batem stoją. Ja potrzebuję właśnie takiej motywacji, żeby ktoś nade mną stał i, wybaczcie kolokwializm, upierdliwie przypominał, że jest trening do zrobienia. Sam mam zbyt słomiany zapał, a tu już minęły trzy tygodnie biegania i walczę dalej. Zakwasy, mięśnie bolą, ale teraz już jednak doszła ambicja, że trzeba sprostać programowi treningowemu. Nie mogę jeszcze powiedzieć, że kocham biegać, ale jest coraz lepiej, pierwszy kryzys pokonany.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...