O autorze
Drużyna blogerów to dwie kobiety i dwóch mężczyzn, których łączy zamiłowanie do nowoczesnych form komunikacji w Internecie oraz odwaga do podejmowania wyzwań. W jej skład wchodzą:

Maja Sieńkowska – dziewczyna wiecznie zaczytana, co udowadnia na swoim blogu, gdzie pisze o literaturze. Teraz tradycyjne książki postanowiła odstawić na półkę i skorzystać z oferty audiobooków, które umilą jej treningi.

Dorota Nowacka i Jakub Prószyński – to para, nie tylko w realu, ale i w wirtualu. Poznali się dzięki blogom, teraz jeden prowadzą razem, o PR-rze, social media i marketingu. I postanowili sprawdzić, czy w sporcie też sprawdzą się jako para.

Paweł Lipiec – w zakładce „o mnie” na swoim blogu pisze, że lubi konkret, który rozumie jako coś namacalnego. Ciekawe, czy właśnie dlatego zdecydował się podjąć nasze bardzo konkretne zadanie i wziąć udział w programie biegowym?

Iwona Stepajtis - Zakręcona na punkcie zwierząt, dlatego też prowadzi bloga o swoim psie i jego przygodach. Ma wiele zainteresowań, do których ostatnio z uśmiechem dopisała bieganie.

Iwona Stepajtis: Na co dzień nie biegam...

Iwona Stepajtis
Iwona Stepajtis fot: Beata Czarnecka
Pierwsze, czego się dowiedziałam na treningu, to tego, że fachowiec potrafi wycisnąć z człowieka ostatnie krople potu, a potem dopiero kazać biec.



Mam ten komfort, że nie muszę spieszyć się nigdzie - a mimo to często się spóźniam. Dzieje się tak dlatego, że nawet jak zależy mi aby gdzieś zdążyć potrafię się zatrzymać i przyglądać rzeczom, na które przechodnie nie zwracają uwagi. Jedyne czego w takich sytuacjach żałuję to tego, że nie mam przy sobie aparatu.

Biegać nie lubiłam nigdy, pamiętam szkolne wf-y na osiedlowym boisku i znienawidzony test coopera. Zawsze zostawałam z tyłu i ZAWSZE łapały mnie kolki - żeby nie było, nie byłam klasowym kluskiem ;). Teraz gdy 28 wiosna w karczycho dyszy postanowiłam ruszyć cztery litery i popracować nad swoją kondycją, a przy okazji zrzucić kilogramy.
Jednym z postanowień na ten rok był start w zawodach dogtrekkingowych. Od stycznia więc zaczęłam maszerować z psem. Samo bieganie czy chudnięcie nie było celem samym w sobie, najważniejsza dla mnie była socjalizacja mojego psa. Do tego fajnie mieć takiego towarzysza podczas treningów. Nie ma cudowniejszego uczucia niż moment w którym opadasz z sił a pies rwie do przodu nie pozwalając Ci się zatrzymać - po prostu lecisz! Tej radości ze współpracy z psim partnerem nie da się opisać, to trzeba doświadczyć samemu.

Emocje i psie szczęście towarzyszące każdemu treningowi są bezcenne, dzięki temu polubiłam biegać. Postanowiłam, że w 2015 roku spróbuję swoich sił na dłuższych dystansach, ale o maratonie w życiu bym nie pomyślała. Co się więc zmieniło? Wiele, a przede wszystkim moje myślenie. Tekst Pawła o jego przygotowaniach do maratonu podsunął mi myśl, że ja też mogę, bo w sumie to czemu miałabym nie dać rady.

Uparte bydle ze mnie i trochę raptus, więc jak pomyślałam to od razu pochwaliłam się swoim pomysłem mężowi i przyjaciołom - tutaj już nie ma zmiłuj, wszyscy, którzy wiedzą o moich postanowieniach bacznie obserwują moje poczynania i dopingują mnie. Nie byłabym sobą, gdybym nie zapytała się czy można przychodzić pobiegać na same treningi grupowe, lub przyłączyć się do grupy. Niestety (dla mnie), grupa już była skompletowana i program #biegajnazdrowie się rozpoczął. Kilka dni później dostałam info, że jedna osoba nie może kontynuować treningów, więc jeżeli mam nadal mam chęci to mam szansę wziąć udział w przygotowaniach do maratonu PZU w 2015 roku. Nad odpowiedzią nawet się nie zastanawiałam, oczywiście od razu się zgodziłam. Udział w programie to milowy krok do realizacji jednego z moich marzeń. Stres, pot i zakwasy przyszły później…


Na pierwszy trening stawiłam się z ogromnym zapasem entuzjazmu. Wiedziałam, że będzie spoko, no bo niby „wskoczyłam” później niż pozostali, ale od stycznia się ruszam i nawet biegać zaczęłam, więc pewnie się tylko trochę zmęczę. Zmęczyłam się, owszem… po rozgrzewce. Pierwsze czego się dowiedziałam na treningu, to tego, że fachowiec potrafi wycisnąć z człowieka ostatnie krople potu a potem dopiero kazać biec. Wiem, że będzie coraz „gorzej” i niesamowicie mi się to podoba.

Najbardziej stresujące były badania. Bałam się, że dowiem się o sobie czegoś czego nie wiem i zapewne wolałabym nie wiedzieć oraz, że przez to odpadnę w „przedbiegu”. Na szczęście jestem okazem zdrowia. Jestem także, niestety, idealnym przykładem człowieka wyciągniętego zza biurka, pomimo iż od stycznia się ruszam to próba wysiłkowa pokazała jak dużo pracy jeszcze przede mną.

Lubię pokonywać swoje słabości, znam swoje wady i nauczyłam się ogarniać swoje nieogarnięcie :) A z takim zespołem „technicznym” jaki zapewnia mi PZU w programie #biegajnazdrowie wiem że dam radę, wszyscy damy radę i dobiegniemy do mety!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
DADHERO.PL 0 0"Dziwne spojrzenia, złośliwe komentarze..." Tak wygląda życie ojców samotnie wychowujących dzieci
0 0Kolorowe morskie stworzenia w Paryżu. Instalacja ma zwrócić uwagę na ważny problem
Cartoon Network 0 0Ktoś dokucza twojemu dziecku? Ten poradnik podpowie ci, jak poradzić sobie z tym problemem
0 0Nauczyciel krytykuje system oceniania. Domaga się zmian w szkołach
dadHERO 0 0Prawie półtora miliona złotych na polską planszówkę. Skąd ten sukces gry "Beyond Humanity:Colonies"?
0 0Najmłodsza miliarderka się bogaci. Poruszenie w świecie mody
WYWIAD 0 0"Żenujące". Były sołtys Rytla nie ukrywa, co myśli o reportażu Superwizjera o Beacie Szydło
0 0Wyrok za niski? Wnuk Wałęsy do więzienia może trafić na dłużej