O autorze
Drużyna blogerów to dwie kobiety i dwóch mężczyzn, których łączy zamiłowanie do nowoczesnych form komunikacji w Internecie oraz odwaga do podejmowania wyzwań. W jej skład wchodzą:

Maja Sieńkowska – dziewczyna wiecznie zaczytana, co udowadnia na swoim blogu, gdzie pisze o literaturze. Teraz tradycyjne książki postanowiła odstawić na półkę i skorzystać z oferty audiobooków, które umilą jej treningi.

Dorota Nowacka i Jakub Prószyński – to para, nie tylko w realu, ale i w wirtualu. Poznali się dzięki blogom, teraz jeden prowadzą razem, o PR-rze, social media i marketingu. I postanowili sprawdzić, czy w sporcie też sprawdzą się jako para.

Paweł Lipiec – w zakładce „o mnie” na swoim blogu pisze, że lubi konkret, który rozumie jako coś namacalnego. Ciekawe, czy właśnie dlatego zdecydował się podjąć nasze bardzo konkretne zadanie i wziąć udział w programie biegowym?

Iwona Stepajtis - Zakręcona na punkcie zwierząt, dlatego też prowadzi bloga o swoim psie i jego przygodach. Ma wiele zainteresowań, do których ostatnio z uśmiechem dopisała bieganie.

Paweł Lipiec: Kiedy pytają mnie: „Jak tam dieta?”, odpowiadam…

Paweł Lipiec
Paweł Lipiec fot: Teodor Klepczyński
Dla człowieka, który kilka razy próbował wyzbyć się jedynego nałogu - napojów gazowanych - i ograniczyć słodycze w tym spore ilości czekolady, ta dieta była zapowiedzią kulinarnego armagedonu.



„Trzeba przyznać, że jeśli ktoś myślał, że treningi nas zabiją to się grubo pomylił. Dieta wykończy nas zdecydowanie wcześniej.” - tak, to moje słowa. Napisałem to na naszej biegowej grupie chwilę po tym jak przeczytałem e-mail od naszej Pani Dietetyk. Byłem przerażony, nie ma co ukrywać. Masa nabiału, serów (białych), mało czerwonego mięsa, zero cukru i napojów gazowanych.


Dla człowieka, który kilka razy próbował wyzbyć się jedynego nałogu - napojów gazowanych - i ograniczyć słodycze w tym spore ilości czekolady, ta dieta była zapowiedzią kulinarnego armagedonu. Bez napojów gazowanych i bez czekolady? Ba, nawet bez „stejka" czy burgera? Chciałoby się zawołać „Jak żyć Panie Premierze? JAK ŻYĆ?!”


Szczęśliwie jestem jednym z tych ludzi, którzy wierzą, że specjalistom trzeba ufać, bo sami na wszystkim znać się nie możemy. Popatrzyłem na tę dietę i powiedziałem sobie, że muszę spróbować. Jeśli to ma dać efekt i specjaliści mówią, że mnie to nie zabije, to jestem gotów miesiąc żyć na trawie i kiełkach!


Pierwszy tydzień
Wydrukowałem całą dietę i powiesiłem na lodówce. Każdego ranka patrzyłem na listę dzisiejszych posiłków i nie wierzyłem, że nie padnę z głodu. Wprowadzenie planu dietetycznego w życie sprawiło, że przekonałem się nie tylko, że przeżywam cały dzień bez uczucia głodu, ale również odkryłem wiele nowych połączeń smaków.

Drugi tydzień
Południe a ja czuję głód. Co jest nie tak? Cały pierwszy tydzień było OK! Chwila zastanowienia i mam…Spotkanie w centrum o 9 rano. Zjadłem śniadanie, do obiadu jeszcze trochę ale zapomniałem o drugim śniadaniu! I to do tej pory to właśnie jest największy problem. Zjedzenie 5 posiłków dziennie jest wykonalne jeśli pracuję cały dzień z domu, a to się nie zdarza zbyt często. Do tego dochodzi czas na przygotowanie posiłku co 1,5 - 2 godziny. To strasznie wybija z rytmu pracy. Zwłaszcza jeśli ktoś ma nawyk pracy „ciągiem” przez 6-7 godzin.

Trzeci tydzień i później
CZEKOLADY! Dajcie mi czekolady! Przyznaję się dwa, może trzy razy lekko zgrzeszyłem przeciwko diecie. Różnica jest taka, że teraz na czekoladę mam ochotę raz na 2-3 tygodnie i jedzenie 2-3 kostek w zupełności zaspokaja ten głód. Wcześniej mogłem zjeść jedną dużą bądź 2-3 mniejsze tabliczki bez mrugnięcia okiem. No i to co dla mnie najważniejsze: praktycznie w ogóle nie odczuwam potrzeby picia Coli i innych gazowanych napojów.

Raz nawet z ciekawości spróbowałem Coli

Nie, nie odrzuciło mnie, ale… nie smakowało jak kiedyś.

Dużo osób pyta mnie „jak tam dieta?”. Kiedy pytają mnie, odpowiadam - jak mawia klasyk - szału nie ma, ale widzę efekty. Mam nadzieję, że przy najbliższych konsultacjach - a te już w przyszłym tygodniu - dokonamy pewnych zmian w jadłospisie, ponieważ pewne rzeczy już mi się przejadły, ale poza tym jest naprawdę dobrze. Spodziewałem się, że dieta będzie jednym z trudniejszych dla mnie wyzwań, bo lubię dużo, konkretnie, a później jeszcze słodko.

Okazało się, że odpowiednie zbalansowanie naszego menu spowodowało, że organizm wcale nie domagał się cukru czy „mięcha”. Największym zaskoczeniem było dla mnie właśnie to, że jedząc zgodnie planem w ogóle nie odczuwałem chęci sięgnięcia po czekoladę, słodkie napoje czy cokolwiek „do filmu”.

Tak jak cały czas jestem pod wrażeniem tego jak jest ułożony nasz plan treningowy, który balansuje na granicy naszej wytrzymałości i sukcesywnie ją podnosi. Cudotwórcy, tak samo przeżyłem wielkie, pozytywne zaskoczenie. Zresztą dietetyk sportowy tak jak reszta sztabu trenerskiego to nie byle kto (zerknijcie na stronę). Jesteśmy pod opieką wybitnych specjalistów i to widać.

Efekty diety i treningów widać już po 4-5 tygodniach treningów. Nie jest to zmiana ogromna, ale jest widoczny postęp a nic tak nie motywuje do dalszej pracy jak zerknięcie na wykresy w endomondo, które świetnie ilustrują jaka jest przepaść między pierwszymi biegami a tym co biegamy teraz.

A to dopiero początek.

PS jest jedna wada tej diety - muszę kupić nowe paski do spodni.