
Zanim trafiłam do grupy #BiegajNaZdrowie trenowałam „po swojemu”. Oczywiście wskazówek na rozpoczęcie przygody z bieganiem szukałam w Internecie – można zgłupieć czytając rozbieżne „porady specjalistów”. Muszę jednak przyznać, że w jednej kwestii wszyscy byli zgodni: BUTY.
REKLAMA
Biegać można w powyciąganych dresach, ale buty powinny być dopasowane i wygodne. A powiedz kobiecie, że musi kupić sobie buty . No dwa razy mi powtarzać nie trzeba… Oczywiście, poza wygodą i wszelkimi technicznymi aspektami, ważny dla mnie był ich wygląd – pomimo, iż mili panowie sprzedawcy próbowali wyprowadzić mnie z tego błędnego, ich zdaniem, podejścia.
Ilość kolorowych ubrań dla biegaczy jest oszałamiająca. Sama potrafię popłynąć i kupować wzorzyste legginsy i koszulki – oczywiście kolorowe ciuchy są mi niezbędne do biegania prawie tak samo jak powietrze. Jak patrzę na uczestniczki zawodów lub mijane biegaczki to widzę, że to nie tylko mój bzik.
Każde wyjście na trening wiąże się z wybraniem z szafy najbardziej kolorowych ciuchów, co już samo w sobie sprawia mi radość. Kolor dodaje energii, pozwala wyróżnić się na ulicy i wywołuje uśmiech u przechodniów, a to motywuje. Biegając po parku często pozdrawiają mnie nie tylko biegacze, ale także ludzie czekający na przystankach – ich uśmiechy dają takiego kopa, że przestaję czuć zmęczenie. Taki drobny gest, a taka dawka energii!
