
Mimo humanistycznych zainteresowań i miłości do książek, zawsze lubiłam matematykę, statystykę i wszelkie zadania zmuszające do uruchomienia szarych komórek. Kojarzenie faktów, przewidywanie skutków i analityczne myślenie idą mi całkiem dobrze i bardzo ułatwiają życie. Dodając do tego przekonanie, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, wciśnięcie w plan tygodniowy czterech treningów okazało się możliwe. Chociaż wcześniej wydawało mi się, iż nie miałam czasu na dodatkowe działania. Kolejny raz okazało się, że im więcej mam na głowie, tym lepiej to ogarniam. Choć łatwo nie było.
REKLAMA
Do zagospodarowania miałam niewiele czasu. Pracuję w takich nieszczęśliwych godzinach (10:00 – 18:00), że mam wrażenie, iż cały dzień spędzam w pracy. Zaczęłam więc analizować, co, jak i kiedy mogę poprzestawiać oraz zaplanować poranki i wieczory, żeby dać radę. Należy przy tym pamiętać, że czas jest potrzebny nie tylko na treningi, ale także na zakupy zgodne z dietą oraz przygotowanie pięciu posiłków dziennie, co trwa bardzo długo. W pewnym momencie miałam wrażenie, że będąc na diecie, jedzenie zajmuje mój cały wolny czas. Niby bezdzietna singielka, a pichciłam, jakbym miała do wykarmienia pięcioosobową rodzinę. Gdybym była chociaż blogerką kulinarną… Ale nie, bo tego jedzenia nikt by nie chciał jeść. Żartuję, w większości jest smaczne. Nie tak jak pizza, ale jednak. Zestawiłam więc poszczególne dni i posiłki i tak poukładałam, bym mogła niektóre składowe dań przygotować za jednym razem w większej ilości, a potem je tylko połączyć. Podobnie z zakupami, które robię raz, a porządnie.Jeśli wiem, że cały dzień spędzę poza domem, zabieram ze sobą wałówkę. Znajomi już się przyzwyczaili, że na imprezę przychodzę ze swoimi brokułami.
Natomiast jeśli chodzi o treningi, to mam zakodowane, że we wtorki, czwartki, soboty i niedziele, po dwie godziny, zazwyczaj wieczorem, mam zajęte. Natomiast jeśli planuję w tych dniach późny powrót do domu, wstaję wcześniej i robię trening rano. Choć minimalizuję liczbę takich scenariuszy, bo rano moje wyniki treningowe są mniej zadowalające. Staram się wracać ze spotkań towarzyskich do godziny 22:30, bo jeszcze wtedy mam siłę na bieganie. Szczerze mówiąc, jest to moja ulubiona pora na trening. Puste chodniki, rozświetlone miasto, muzyka w uszach – to sprzyja krótszym czasom.
Nawet będąc na wakacjach, miałam ze sobą strój sportowy i zwiedzałam Barcelonę z biegowej perspektywy. Okazało się to też świetnym sposobem na poznawanie miasta. Chociaż polecam zabierać ze sobą GPS lub osobę, która ma lepszą orientację w terenie, na wypadek zagubienia się w wąskich uliczkach.
Nawet będąc na wakacjach, miałam ze sobą strój sportowy i zwiedzałam Barcelonę z biegowej perspektywy. Okazało się to też świetnym sposobem na poznawanie miasta. Chociaż polecam zabierać ze sobą GPS lub osobę, która ma lepszą orientację w terenie, na wypadek zagubienia się w wąskich uliczkach.
Można by narzekać, że nie ma miejsca na spontaniczność, że wszystko jest zaplanowane jak od linijki. Jak można tak w ogóle żyć? Na szczęście mam taką osobowość, która potrzebuje konkretnego planu, by nie stracić dnia nie wiadomo kiedy. Dzięki planowaniu mam poczucie, że wyciskam cały sok z dwudziestu czterech godzin.
